Rozdział 34
Psy Piekieł
Kiedy żeglujesz do krainy Życia po Śmierci, poza granice horyzontu, zawsze istnieje możliwość, że napotkasz na swej drodze nieznane. Nieznane jest najlepszą sposobnością nauczenia się czegoś nowego. Taką właśnie sposobnością stało się dla mnie odzyskanie ciotki Leslie.
Jednym z moich ulubionych miejsc w świecie fizycznym jest pewien zakątek Wirginii, gdzie mieszkało razem dwoje moich przyjaciół, Dave i Leslie. Ukryci przed światem pośród zielonych lasów, nad niewielkim strumyczkiem płynącym jakby specjalnie dla ochłody przed letnimi upałami, ich domek stał w przepięknej, baśniowej krainie jakby żywcem przeniesionej do prawdziwego świata. Trudno byłoby mi znaleźć dwoje bardziej oddanych sobie, kochających się ludzi.
Kiedy zmarła jej ciotka, Leslie zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym sprawdził czy wszystko z nią w porządku. Wtedy już wiedziałem, że nieoczekiwane zdarzenia są nieodłączną częścią moich podróży. Stają się one wyjątkowo użyteczne w przypadku trudnych odzyskań i cudownym dodatkiem do prostych.
Gloria umarła niedawno, łatwo więc było ją odnaleźć. Odprężywszy się lekko, przywołałem jej imię i natychmiast ją ujrzałem. Stała trzy metry ode mnie w ciemności. Obserwowałem ją przez chwilę i odniosłem wrażenie, że nie bardzo wie gdzie jest. Potem zauważyła mnie, krzyknęła i zerwała się do biegu chcąc uciec ode mnie jak najdalej. Podążyłem za nią wołając ją po imieniu. Zatrzymałem się i czekałem. Kiedy i ona się zatrzymała i uspokoiła nieco, była już tak daleko ode mnie, że nie widziałem jej. Wciąż jednak ją czułem, czekałem na jakiś sygnał od niej, lecz był odległy i słabiutki.
Przyspieszyłem nieco i po chwili znów ją ujrzałem. Czekała na mnie i chyba również wciąż wyczuwała moje sygnały. Jak tylko ją spostrzegłem, znów zawołałem ją po imieniu.
- Gloria!
Wykrzyknęła coś niezrozumiałego wysokim, piskliwym głosem, po czym odwróciła się i znów uciekła z krzykiem. Znów podążyłem za nią i znów się zatrzymałem czekając. Tym razem zbliżałem się do niej jeszcze wolniej. I znów zawołałem ją po imieniu, kiedy ją zobaczyłem.
- Gloria?
Patrzyła w moim kierunku, przerażenie malowało się w jej szeroko otwartych oczach. W jej wysokim głosie brzmiał strach i przerażenie. Znów uciekła. Po jakichś dwóch sekundach ponownie się zatrzymała i zastygła bez ruchu, jakby starała się w ten sposób ukryć. Jej sygnał był bardzo słaby.
Może powinienem spróbować czegoś innego, pomyślałem sobie.
Bardzo wolno zbliżyłem się do miejsca, gdzie stała. Nie widziałem jej, ale wiedziałem, że jest bardzo blisko. Potem, ciągle wolniutko, zbliżyłem się jeszcze bardziej i w końcu ją zobaczyłem. W następnej chwili znów uciekała z krzykiem.
Może przestraszyła się mojego wyglądu; może wyglądam przerażająco?
Tym razem, kiedy się zatrzymała, znów się do niej wolno zbliżyłem, lecz zatrzymałem się na tyle daleko, żeby mnie nie widziała.
- Gloria, jestem przyjacielem, przyszedłem, żeby...
Tyle zdążyłem powiedzieć zanim znów nie uciekła krzycząc z przerażenia.
Nie, nic z tego. Jest chyba jeszcze gorzej! To, że usłyszała mój głos, nie widząc mnie jednocześnie, przestraszyło ją jeszcze bardziej!
Znów zbliżyłem się do niej bardzo, bardzo wolno. Pozostając poza zasięgiem jej wzroku, pozostawałem w tym miejscu przez co najmniej minutę próbując domyślić się, co też mogło przestraszyć ją w moim wyglądzie. Wiedziała, że jestem w pobliżu, czuła moją obecność i bała się tego.
Może jeśli pobędą tu jakiś czas, przekona się, że nie stanowią zagrożenia?
Dwie dobre minuty czekałem, żeby się uspokoiła i cały czas czułem, że sama moja obecność sprawiała, że Gloria znajdowała się na krawędzi załamania. Zbliżyłem się do niej wolniutko, zaledwie tylko przekroczyłem granicę wzroku i przemówiłem do niej najbardziej anielskim głosem, na jaki tylko było mnie stać.
- Jestem przyjacielem...
- Boże, nie! Psy Piekieł! - wrzasnęła i już jej nie było, biegła i krzyczała zanim zdołałem zakończyć zdanie.
- ...Leslie; prosiła mnie, żebym ci pomógł. - Prawie całkowicie zniknęła mi z oczu.
No cóż, przynajmniej znam problem. Jestem dla niej Psami Piekieł.
Gdzieś w wierzeniach Glorii znalazło się miejsce na hordę złych, wściekłych psów wałęsających się po krainie Życia po Śmierci. Były one posłańcami Szatana, miały złapać duszę zmarłego i zawlec ją do Piekła, gdzie ich Pan mógł ją rozszarpać na kawałeczki. Tym właśnie dla niej byłem, przerażającą hordą psów, które przyszły, aby zawlec ją do Szatana. Ucieleśniałem jej najgorsze koszmary! Jej przerażenie nałożyło na mnie maskę Psów Piekieł. Bez względu na to jak starałem się z nią skontaktować, byłem niby Banshee z koszmaru Marty'ego. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś takim. Nie przychodziło mi do głowy żadne z moich poprzednich doświadczeń, które mogłoby mi teraz pomóc. Aby jej pokazać jak objąć miłością innych, muszę najpierw z nią porozmawiać, lecz ona przecież bierze mnie za Psy Piekieł. Jeśli czegoś nie wymyślę, i to szybko, będę musiał ją tu zostawić. Nie był to problem, który z czasem sam by zniknął. Każdy, kto by chciał jej pomóc, bez względu na to jak jasnym i pięknym aniołem by nie był, dla niej będzie wyglądał jak Psy Piekieł. A więc, wołanie kogoś do pomocy będzie miało taki sam skutek. Gloria ucieknie przerażona od wszystkiego, co zobaczy lub usłyszy.
Potrzebują pomocy; czy jest tu ktoś, kto mógłby mi pomóc z Glorią? Nadszedł chyba czas, abym przestał się samodzielnie nad tym głowić i pozwolił, aby poprowadził mnie Duch.
- Przyprowadź tu Leslie, ona może pomóc - pojawiło się w moich myślach.
Leslie, oczywiście! Przyprowadzić tu Leslie! Czemu sam na to nie wpadłem?
- Nigdy wcześniej się ż czymś takim nie spotkałeś, Bruce. To dla ciebie nowe terytorium Życia po Śmierci - powiedział nieznajomy głos. - Ale przynajmniej przestałeś się zastanawiać co też powinieneś zrobić. Pamiętałeś czego nauczyła cię Rebeka o tym, żeby dać się poprowadzić Duchowi. Niech to będzie dla ciebie przykładem tego, jak budujesz zaufanie do Ducha. Dobra robota.
Gloria zatrzymała się i przerażona oczekiwała następnego spotkania z Psami. Chwilę później stanęła obok mnie Leslie.
- Cześć, Leslie. Próbuję odzyskać Glorię i potrzebuję twojej pomocy.
- Jak mogę ci pomóc, Bruce?
Wyjaśniłem jej co się dzieje za każdym razem, kiedy zbliżam się do jej ciotki i dlaczego tak reaguje.
- Więc co mogę dla niej zrobić? - zapytała Leslie.
- Gdybyśmy zbliżyli się do niej przynajmniej na tyle, żeby usłyszała twój głos, ale cię nie zobaczyła. Może rozpozna twój głos. Jeśli nas zobaczy to bez względu na to, co zrobimy, ucieknie. Jest śmiertelnie przerażona i zobaczy w nas hordę psów. Właśnie w ten sposób widzi mnie, więc jeśli się zbliżę, wyczuje moją obecność i ucieknie. Myślę, że będzie najlepiej, jeśli wyjdziesz przede mnie i zatrzymasz się jeszcze zanim cię zobaczy.
- Gdzie ona jest?
Obracaliśmy się wokół siebie starając się wyczuć jej pozycję. Kiedy znalazła się dokładnie na wprost nas, zatrzymałem się i wskazałem ją Leslie.
- Tam, czujesz ją?
Leslie skupiła się przez chwilę na kierunku, jaki jej wskazywałem.
- Mam. Jest akurat tam, prawda? - powiedziała Leslie wskazując palcem.
- Zgadza się. Podejdźmy do niej bardzo wolno. Tylko nie za blisko.
- Skąd będę wiedziała, że jestem dość blisko, żeby mnie usłyszała?
- Po prostu idź powoli w jej kierunku. I zwracaj baczną uwagę na czerń przed sobą. Jeśli zobaczysz cokolwiek, kropkę, wir, czy najlżejsze nawet poruszenie, czym prędzej się odsuń!
- Aha... rozumiem! Jeśli skupię się na takim punkcie, czy tym, co tam będzie w tej czerni, to zobaczymy się. Ona wejdzie w zasięg mojego wzroku, a ja w jej! Nieźle!
- Leslie, nigdy wcześniej w ten sposób o tym nie pomyślałem! Już od dość dawna korzystam z tej metody, a nigdy mi nie zaświtało co właściwie robię! Oczywiście, wir jest niefizycznym, wzrokowym doświadczeniem! Skupienie się na nim łączy mnie wzrokowo z daną osobą. Dziękuję, Leslie, nauczyłem się czegoś nowego! Dzięki!
- Nie ma za co, Bruce!
- Podejdę teraz tak blisko niej, jak tylko będę mógł - powiedziałem Leslie. - I mam nadzieję, że to wystarczy.
- Najbliżej?
- Tak, spróbuję sprawdzić z jakiej odległości ktoś może wyczuć moją obecność - odparłem. - Wyciszę się, by tak rzec. Coś jakby łódź podwodna wyłączyła wszystkie swoje urządzenia, żeby móc płynąć na cichym biegu.
- OK, kapitanie, do dzieła! - roześmiała się Leslie.
Ruszyliśmy powoli w kierunku Glorii, Leslie przede mną, a ja nieco za nią. Po chwili zatrzymaliśmy się. Czułem jak Leslie myśli o tym, co powinna powiedzieć.
- Ciociu Glorio. To ja, Leslie - usłyszałem jej cichy głos.
Gloria zerwała się do biegu.
- Ciociu Glorio, jestem Leslie, wszystko jest w porządku! - zawołała w stronę uciekającej Glorii.
Poczułem, że Gloria rozpoznała Leslie po głosie. Zatrzymała się i odwróciła patrząc w naszym kierunku.
- Leslie?... Leslie... czy to ty?
- Tak, ciociu Glorio, to ja, Leslie.
- Gdzie jesteś, kochanie? Nie widzę cię.
- Tutaj, ciociu - powiedziała Leslie łagodnie. - Idź za moim głosem. Tędy.
Świetnie, Leslie! Idzie do nas i dzięki temu wie, że nie jest ścigana. Czuje, że kontroluje sytuacją! Wiedziałem, że najpewniej nie słyszy moich myśli, ale chciałem później to sprawdzić.
- Czy to ty Leslie? - zapytała Gloria wskazując w naszym kierunku.
- Tak, ciociu Glorio, to ja. Stoję właśnie tu! - zawołała Leslie machając ręką.
Gloria podchodziła coraz bliżej, aż znalazła się jakiś metr od nas.
- Taka jestem szczęśliwa, że cię widzę! - powiedziała. - Ścigały mnie tu takie okropne psy! Tak się bałam! Uciekłam, żeby mnie nie dostały, ale one zawsze wracały!
- Już wszystko w porządku, ciociu; one już nie wrócą.
Rozmawiały sobie jeszcze przez chwilę; czułem jak świetnie sobie radzi Leslie uspokajając Glorię. Kiedy tak sobie gawędziły, okrążyłem je i delikatnie przeniosłem całą naszą trójkę do Focusa 27. Wylądowaliśmy w Parku, na otwartym, porośniętym trawą polu. Gloria niemal nie zauważyła zmiany scenerii.
- Chciałabym, żebyś kogoś poznała - powiedziała Leslie. - To mój przyjaciel. Prosiłam go, żeby tu cię odwiedził i pomógł nam. Chciałabyś go poznać?
- Dobrze, a gdzie on jest? - zapytała Gloria. Podszedłem powoli i pozwoliłem, żeby Gloria mnie zobaczyła.
- Jest tu - powiedziała Leslie wskazując w moim kierunku.
Przez chwilę patrzyła intensywnie próbując mnie dojrzeć. W końcu jej się to udało.
- Och, wygląda na miłego, młodego człowieka.
- Ciociu Glorio, to Bruce - przedstawiła mnie Gloria. Uśmiechnąłem się i podszedłem bliżej.
- Glorio, nie masz pojęcia jak się cieszę, że cię w końcu poznałem.
Rozmawialiśmy jeszcze przez kilka chwil, kiedy podeszło do nas dwoje ludzi. Matka i brat Glorii przyszli ją powitać w krainie Życia po Śmierci. Kiedy Gloria ich rozpoznała i rozpoczęli rozmowę, my z Leslie pożegnaliśmy się i odeszliśmy.
- Les, poczekaj chwilę! - zawołałem. Zatrzymała się i dogoniłem ją.
- Chciałem ci podziękować za to, że przyszłaś i za to, że nauczyłaś mnie czegoś nowego. Po raz pierwszy zawołałem na pomoc kogoś żyjącego fizycznie, kto znał osobę, którą miałem odzyskać. Poszło tak dobrze, że chyba będę z tej metody korzystał częściej. Dzięki, Leslie!
- Cała przyjemność po mojej stronie, Bruce, chłopcze! Cieszę się, że mogłam pomóc!
Uściskaliśmy się mocno i pożegnaliśmy. Wróciłem z kolejnej podróży do Życia po Śmierci. Wróciłem z niej z wielkim skarbem i zaraz zabrałem się za robienie notatek. Owo spotkanie na nieoznakowanych na żadnej mapie wodach chciałem dobrze zapamiętać. Wiedza, którą zdobyłem będzie mi zawsze towarzyszyć. |