4 październik
Sniąc stoję oparta o parapet w oknie mieszkania. Nudzi mi się. Oglądam bezmyślnie pejzaż za oknem. Ulca mroczna zmierzch, jakieś wejście do fabryki czy coś wtym guście. Zaraz, zaraz! To nie jest mój widok za oknem! Tu powinien być śmietnik i garaże... Wiem, jestem już w innej rzeczywistości. Świadoma! Zaczynam się nią bawić i kreować. Jedzie na mnie straszna koparka (czy coś takiego) – zawsze się bałam tych budowlanych samochodów i tirów... Przez chwile lęk a potem – zamieniam go w zabawkowy pojazd i daję twarz hipopotamka. Jego otwarta łyżka już jest tylko śmieszną buzią zabawki. Mam radochę, że wiem że to wyjście. Odwracam się do mieszkania a tu inny rozkład trochę. Bardzo jasno nagle. Tak jasno jak na prześwietlonym zdjęciu wszystko. W moim domu jest Michał Wiśniewski.:)))) Wyjeżdża gdzieś. Wychodzi a ja sięgam do jego barku i patrze co tam ma. Biorę coś do picia. Wypadają mi śmietanki do kawy. On wchodzi bo cos zapomniał i widzi jak grzebię mu w barku. Podchodzi i pyta czego tam potrzebuje z jego szafki. Głos ma ciepły, przyjazny. Mówię, ze bynajmniej nie śmietanki do kawy, ze ona tylko wypadła, nie chciałam jej wziąć. Tłumacze się, wsiąkam znów w niefizyczny świat jak w realny.To czasem się tak myli. Ucieka świadomość kreacji. Za chwilę zdaję sobie sprawę że wsiąkłam. I wydobywam się z realności. Wychodzę z tego domu przez ścianę. Podwórko dalej prześwietlone. Jakaś dziewczynka cos przykrego mówi do mnie, zaczepnie – podchodzę do niej i mówię by się zamknęła bo zobaczy co jej zrobię – ona prowokująco mówi: no, co mi zrobisz? – a ja podchodzę i widzę, że to atrapa, chwytam ją za długi ogon jasnych włosów i zaczynam kręcić ją dookoła siebie jak lalkę. Ona ryczy i leci jej rodzic a ja się śmieję. Wiem że to wszystko atrapy.
wyszło ze mnie troche złośliwej szatańskiej natury dla małych , rozpieszczonych , wrednych dzieciaków... ;( nie mogłam powstrzymać śmiechu, TAM jak się śmiejsz to całym sobą... A cały świat śmieje się dookoła...