Codzienność zazwyczaj nie pieści. Szczególnie, gdy ma się świadomość i choćby minimalną wiedzę na temat tego, jak się można od niej oderwać, niekoniecznie pijąc lub odurzając się różnymi substancjami.
Jakiś czas temu trafiłą w moje ręce książka o teorii Huny, dużo wcześniej na półkę trafiło dzieło o potędze podświadomości. Między innymi dzięki tym pozycjom zrodziła się z biegiem lat chęć doświadczenia czegoś absolutnie nowego, innego, nieco metafizycznego.
Racjonalna część mnie mówi czasem: "Nie mam na to czasu, to się może źle skończyć, to pewnie trochę niebezpieczne". Czyżby to było działanie strachu?
Mimo to chcę znaleźć czas, zaryzykować, spróbować, doświadczyć i poczuć. Bo coś silniejszego niż strach podpowiada mi, że warto.