Pobudka ok 4tej.Poczułem się wystarczająco wypoczęty więc nie robiłem rozbudzania.Plecy ,relaksacja ,świadomość ,utrata ,świadomość i ten stan charakterystyczny ciało śpi a ty kumasz.Wibracje wychodze rzuca mną po pokoju jak zdechłym kotem.Nagle pomyślałem żeby sobie wyfrunąć przez okno.Czepiłem się parapetu a tam przejrzyste seledynowe niebo i mega dostrojenie.Jak może być tu jasno jak powinno w realu być jeszcze ciemno pomyślałem sobie.Wpadam do mieszkania poniżej zobaczyć co dziadek z babcią robi.Wpadam przez okno śpią.Patrze za chwile budzą się i pytaja co ja robie o tej godzinie u nich w pokoju?No wiesz dziadek ja wyszedłem z ciała zaczełem go uświadamiać.Poczułem że chce mnie dotknąć niepozwoliłem sobie na to i wyfrunełem na podwórko.Obserwowałem niebo z braku zajęcia otoczenie zaczeło się rozmywać i znalazłem się w punkcie wyjścia.