|
|
W tamtym roku(2007) mieszkając niedaleko Zakopca z dziewczyną miałem bardzo poruszającą wizję. Był wtedy lipiec. Leżałem na łózku gapiąc się w sufit i czekałem na Monię(:P). Tego nie zapomnę nigdy bo ta wizja była dosć długa, dokładna i wyjątkowa. ..i tak sobie lezałem, a tu nagle poczułem, ze siedzę w samolocie, który leci nad jakimiś wyspami. Z prawego silnika zaczęło sie kopcić. Ludzie, popłoch, panika, silne turbulencje, jakaś kobieta wcisnęła mi małe dziecko i w nieznanym języku błagała bym je uratował(podświadomie rozumiałem jej język - coś jak perówiański). Nagle cos "tyknęło"(jak w minie przeciw czołgowej), a ja byłem juz "obserwatorem zewnętrznym" niczym kamera w helikopterze. Samolot ten miał barwy biało-żółto-niebieskie, prawdopodobnie jakiś nie duży Boeing-niecałe 300 osób. Samolot eksplodował w locie. Jedynie kabina pilotów jako całość spadła z łomotem na ziemię. Na ziemi rosły palmy i było dużo trawy, a na około był ocean koloru ciemno-błękitnego. Pogoda była słoneczna, w oddali rysowały sie nieznaczne cumulusy. Nikt nie przeżył, choć nie wiem co z tym dzieckiem, bo Monia wytrąciła mnie z równowagi i ściągnęła na "ziemię". Opowiedziałem jej co widziałem. Parę tygodni po tym oglądając wiadomosci w tv znowu wpadłem w trans i widziałem we wiadomosciach jak pokazuja katastrofę tego samolotu z informacją, ze nikt nie przeżył prócz małego dziecka, które jest w stanie krytycznym. -zinterpretowałem to jako trans, bo nigdzie nie mogę znaleźć informacji na temat tej tragedii. Szukałem tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofy_sa...3%B3w_cywilnych i niestety nie ma tam o tym mowy. Czy to znaczy, ze to sie dopiero wydarzy? Jeśli ktoś z Was słyszał o opisywanej tragedii, to niech da znać - bardzo mi na tym zalezy.
Sen mnie zmorzył na fotelu... Nie wiem tylko, czy to co sie wydarzyło, to był tylko sen, czy prawdziwa rzeczywistość...? "Śniło" mi się, że wchodzę do "czegoś" co do złudzenia z zewnątrz przypomina planetarium. Z zewnątrz do wewnątrz prowadziły cztery stopnie jasno stalowych schodków z poręczami. Kopooła była cała biała, a nad drzwiami był napis ...[hehe]..SYMPATIA.... Wszedłem do środka. Coś mnie tam ciągło/wciągało. Było prawie pusto, żadnego teleskopu, około 130m do sufitu w kształcie kopooły, wszystko w nieskazitelnej bieli, a na pdłodze tego pomieszczenia było takie urządzenie jak w NASA do szkolenia astronautów, czyli na wielkim wahadle przytwierdzonym do środka okrągłego pomieszczenia była przymocowana nieduża kabinka w krztałcie kabiny pilota F-16. Usiadłem w niej. Nagle zaczęły się dziać dziwne zjawiska. Kopóła pod sufitem zaczęła iskrzyć milionem gwiazd, a koło siebie ujrzałem dwie dziewczyny w szarych albach. Miały skrzydła.... Jedna z nich przedstawiła się.....nie powiem, bo trochę mnie zatkało...usłyszałem bowiem imię, które jest mi znane...Asiulka..., druga zaś dziewczyna..hm...wiedziałem nie wiem skąd, że ma na imię Madzia...(?)... Obie wciąż powtarzały, że już jestem wolny i bym się nie bał.. Trzymając mnie za ręce, prowadziły w przerażająco białe światło.. Stała tam wielka postać ze skrzydłami. Oboodziłem się. Czoołem jak bym obudził się ze śmierci klinicznej. Cały świat wirował, a mnie bolała głowa jak po upadku z wielkiej wysokości. {Nic wcześniej nie piłem, żadnego alkoholu.} Przetransportowałem sie wreszcie do łoożka i zasnałem proobując powrócić do tamtego snu znowu natknałem sie na Asiulkę i Madzię, ale tym razem czytałem ich profile na sympatii. Więcej nie pamietam. Niepamiętam również jak wyglądały ich twarze... Taki sen o umieraniu.... Dodam tylko, ze jakiś czas po tym poznałem dziewczynę o imieniu Asia. |
|