stroskanewinogrono's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

3 Stron V   1 2 3 >
entry 10.07.2008 - 21:35
stęsknilam się :)

więc zaczęlam na nowo ćwiczyć. po kilku miesiącach przerwy przychodzi to z okropnym trudem. najgorzej bylo ze zrelaksowaniem się, zwlaszcza w czasie sesji. teraz jest ok, znów zapamiętuje sny, wiele się nie zmienilo, czyli dalej śnią mi się ciągle morderstwa, ale...

dziś dla odmiany snila mi się duuuuża latarnia morska którą postawil mój tata na podwórku w mojej rodzinnej wiosce-po jaką cholerę? nie wiem;/ byla taka wysoka...az do nieba. i miala duzo okien a w srodku duzo pokoi. wchodzilam po schodach, w ogole sie nie męcząc, jakbym frunela i zagladalam do wszystkich pokoi. w jednym z nich spotkalam brata taty, w innym babcie, jeszcze inny przypominal moj pokoj. a caly czas za mna szedl moj kolega o ktorym wczoraj sobie przypomnialam.

entry 06.02.2008 - 20:48
jak zawsze odwrotnie...

jak sie staram skupiam i bardzo chce to nic, potem odpuszczam i kilka dni(max 3-4) pozniej mama spontaniczne ld

tak tez dzis było:
rano mama wpakowala sie do pokoju i sie przebudzilam, pamietalam dobrze sen, uciekałam, bo byłam swiadkiem morderstwa i chyba sie chcieli mnie pozbyc(swoja droga wszystko dzialo sie na moim podwórku), a wiec uciekalam i juz mnie prawie mieli i wtedy własnie mama....
przeszla przez pokój cos powiedziala, tak ze własciwie to sama nie wiem czy sie zdązyłam obudzic. pomyslalam ze chce zeby sie sen skonczyl, polozylam sie i przypomnialam sobie poczatek snu, i dalej poprowadzilam go tak zeby mnie nie zabili:D świedomosc straciłam jak sie sen skonczyl i zaczął sie nastepny

w tym drugim tez musialam uciekac, bo chcieli mnie pociąć nożami;/

juz sie przyzwyczaiłam

śmiesznie było jak mi ręka zdrętwiala bo jakos sie na niej zle polozylam i w tym śnie(siedząc ukryta w jakiejs "skryjówce") czuje ze mnie boli i ze mi to przeszkadza wiec sie na chwile obudzilam, przekrecilam i dalej poszlam spac:)

entry 29.01.2008 - 22:35
TY ZOSTAW MU SWÓJ UŚMIECH
:):):):):):)):):):):):):):):):):):):):)


ale mam dobry humor...


nie to, że zaliczyłam ważne kolokwium
to nie to, ze wypiłam piwko

coś mi się myśli, że wstanę jutro o 4
albo 5

a może nawet nie bede potrzebowała do tego budzika

mam takie przeczucie...wy też macie takie czasem, prawda?;)

że wydarzy się coś, co sprawia wam tak wiele radości

jutro będzie piękny dzień, zaświeci słoneczko:D jestem pewna


entry 22.01.2008 - 19:37
ponad miesiąc bez żadnego wpisu nie znaczy ze nie cwiczylam, że nie próbowałam, tak jak juz kiedys napisalam: dopóki nic konkretnego sie nie zdazy nic nie napisze i dostalam za swoje: ld-koszmar
troszke wtedy zwatpilam ale nawyk powtarzania sobie caly dzien o tym że chce wyjsc z tego cholernego ciala dawal sie czasem we znaki i tak po pewnym czasie znow wygrała ciekawość i juz przestałam z tym walczyć

z oobe jest cięzko wymaga to niesamowitej koncentracji a u mnie wciaz z tym krucho i przyznac sie musze ze do ludzi zdeterminowanych i zmotywowanych to mi baardzo daleko, tym bardziej, ze moja koncentracja powinna raczej dotyczyc spraw bierzących(teraz akurat sesji)

zdecydowanie latwiej i przyjemniej jest polozyc sie na kilka godzin spac a potem mocno przekombinowana metoda 4+1 próbować po raz n-ty.tym jednak razem przestalam sie tak pieklic i juz nie wkurzalam sie ze cos sie nie udalo, ze znow zero efektów.
skutki?zaskakujące-na ile bylo to spontaniczne a na ile "wymodlone" ld nie wiem, ale kilkanascie dni temu udalo sie znow i juz nie było tak strasznie. co zabawne, nie bylo to prawdziwe ld. snilo mi sie ze strasznie chcialam miec to ld i polozylam sie na lózku i po kilku(to własciwie trudno okreslic) minutach jest, snie sobie i wiem ze jestem we snie ale troche sie balam szarżować, obudzilam sie ale nie dalam za wygrana i znow kilka minut i jest wszystko jak w bajce(a raczej we snie;) jak juz mi sie znudzilo,poprostu obudzilam sie i juz-koniec swiadomosci, bo przeciez wcale sie nie obudzilam tylko wlasnie wpadlam w normalny sen. rano dopiero dotarlo to do mnie:D

co do samego typowego wyjscia z ciala: dzis, jak kazdego dnia zreszta polozylam sie spac po poludniu(13.20-tez mi popoludnie), 2 godziny snu to prawie jak cztery a 30min to prawie jak godzina, pomyslalam:czemu nie? polozylam sie tym razem na brzuchu(bo tak zawsze spie) i poprostu sama z siebie nie zasypiajac po chwili wmawiania sobie ze jestem rozluzniona(lezac na brzuchu wydawalo mi sie to zawsze niemozliwe), po kilku probach znalezienia czegos w ciemnosci na czym bym mogla "zawiesic oko" tak poprostu podnioslam sie z lozka (do pozycji siedzacej) i popatrzylam sobie na moj pokój smiejac sie sama do siebie i porownujac co jest inaczej niz zwykle. przyznaje ze radosc sprawilo mi to ogromna. pomyslalam"kurcze przeciez to sie wcale nie dzieje, jaka jazda:d i jak na zlosc przypomnialam sobie w jakiej pozycji ja sie polozylam i w takiej sie za chwile znalazlam, no coz nie moglam przeciez liczyc na to ze zaraz sobie pojde poprzechodzic przez sciany, ale nie poddajac sie sprobowalam jeszcze raz podnioslam lapke ale tylko na chwile, drugi raz bylo strasznie ciezko, az w koncu obrocilam sie na tym lozku bo chcialam sprawdzic czy piosenke w komputerze moge zmienic, myszka to raczej bym chyba nie dala rady, to siegnelam do klawiatury i popstrykalam na strzaleczke a piosenka nie zmienila sie, i asia znow zaczyna sie szczerzyc sama do siebie. cos mnie jeszcze zastanawia. prawda jest taka ze komputera akurat nie bylo w pokoju w tym momencie i dobrze o tym wiedzialam:D a kiedy wrocilo mnie to ja jeszcze przez chwile slyszalam ta piosenke...

moje wnioski: 1.wszelkie metody sa skuteczne jesli dostosujemy je do wlasnych potrzeb, nie mozna trzymac sie twardo wszystkich regół(nigdy wiecej rozluzniania sie lezac na plecach-to jest cholernie niewygodne:D i kto powiedzial ze po poludniu sie nie da?)

2. czasem wydaje sie nam ze te wszystkie treningi nie daja nic, ale potem dostrzega sie ich przydatnosc:
kiedys na samym poczatku kladlam sie na lozku zamykalam oczy i wyobrazalam sobie ze leze odwrotnie i przypominalam sobie jak wyglada moj pokoj z tej perspektywy, wychodzac za pierwszym razem mialam wrazenie ze wstawalam z lozka tak jakbym wlasnie lezala odwrotnie

ah jak mi fajnie:D

entry 07.12.2007 - 09:44
kurcze a miało nie być niemiło

przepisane z mojego małego notesika po dzisiejszej nocy:

woałabym zapomnieć,
zasypiam, lewo zasnęłam od razu się budzę,

nie wiem że mi się to śni, zaczynają mnie łapać okropne wibracje, halucynacje, chce to przerwać, ale przypomniałam sobie, że lepiej to przetrwać i poczekać na lepsze,
zamykam oczy budzę się,

mam paraliż, ale czuję, że jestem w stanie się ruszyć, tzn. pełzać, okropnie ciężkie mam ciało, znów mam jakieś urojenia, dzieją się rzeczy które nie są możliwe,wiem że śnię, chcę stamtąd uciec, wlaściwie z mojego pokoju, bo obudziłam się dokładnie tak jak zasnęłam, chcę uciec, zejść z łóżka, nie chce się budzić, bo boję się, że to stracę, ale nie moge zejść z tego cholernego łóżka, kręci mi się w głowie, próbuję znależć inne rozwiązanie,

no dobra kładę się spać, budzę się,

ale nie otwieram oczu słyszę, że ktoś chodzi po pokoju, trochę się boję, bo to mogą być znów jakieś urojenia,

zasypiam, budzę się,

widzę przy mojej głowie coś, coś jak miś, ale nie, jest twarde i kanciaste, jest ciemno więc sie przygladam, świecznik, cholera jeszcze mi świecznik potrzebny, odkładam go z łóżka, trochę się cieszę, bo to znaczy, że Karolina chodziła po moim pokoju, ale ja cały czas nie mogę się podnieść z łóżka, cholera, dalej śpię,

zasypiam, budzę się,

dwa świeczniki przy mojej głowie, palą się, gaszę je, ale one się zapalają same, już nawet ich nie zdmuchuje, łapię knoty palcami, myśle: nie dość, że sie ruszyć ledwo mogę to jeszcze nie czuje ciepła tych świeczek, sen; chcę zejść z łóżka, nie mogę, cholera ciągle śpie,

zasypiam, budzę sie,

standardowy test, kłopoty z podniesieniem się, ale daję rade, zapominam że to sen, ciemno w mieszkaniu, widzę Karolinę, nie śpi, dziękuje jej za prezent, choć tych świeczników już nie ma, były w tamtym śnie, ona mówi, że dobrze, że ok itd., tak jak to ona zwawsze mówi, ja się dziwię, że rozdaje prezenty, choć to już po mikołajkach, widzę dziecko, pytam: skąd ten chłopiec, ona na to, że jej kuzyni tu byli, że przeprasza, że obudziła, patrzę: Dominika i Piotrek tez się obudzili, ale chłopaczek bardzo sympatyczny, wracam do łóżka,

zasypiam, budzę się,

mam obolałe wszystkie mięśnie, kark i ręce najbardziej(to chyba od tego ciągłego próbowania wstawania;), ale mogę się ruszać, uszczypnęłam się, hehe, bolało, patrzę wszystko w miarę normalne, godz 1.37-cała akcja zaledwie jakieś 50 min, łapię za notes, zapisuję, jak jutro rano tego nie będzie to się chyba zastrzele:p

acha jak pierwszy raz zasypiałam, jakoś tak niewiarygodnie krótko nic się nie działo , momentalnie zaczęłam śnić i momentalnie zdałam sobie sprawe z tego, że to sen.
jak zasypiałam, zegar który mi zawsze nad głową cyka, zaczął tak cykać, jak żaden zegar nie cyka, szybko coraz szybciej, pyk, brak świadomości, pyk już się obudziłam.

teraz boję się położyć spać


to tyle...

3 Stron V   1 2 3 >  
Mój obraz