oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

448 Stron V  « < 398 399 400 401 402 > »   
Reply to this topicStart new topic
> Polityka
Rokinon
post 30.10.2016 - 13:26
Post #8380


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




(IMG:http://fotowrzut.pl/tmp/upload/K29UU2SY4B/1.jpg)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 30.10.2016 - 13:29
Post #8381


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




(IMG:http://fotowrzut.pl/tmp/upload/RS6VU8CJQN/1.jpg)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 30.10.2016 - 13:35
Post #8382


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




(IMG:http://fotowrzut.pl/tmp/upload/V3QW1Z44XQ/1.jpg)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 30.10.2016 - 13:38
Post #8383


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




(IMG:http://fotowrzut.pl/tmp/upload/QXU1JOJ24H/1.jpg)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 30.10.2016 - 13:43
Post #8384


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




(IMG:http://fotowrzut.pl/tmp/upload/GW15SDW90S/1.jpg)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 30.10.2016 - 14:47
Post #8385


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




CYTAT(PigsOnTheWings @ 28.10.2016 - 22:04) *



Oglądałem pierwszy odcinek i jest bardzo dobrze. Oby tak dalej.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 30.10.2016 - 15:04
Post #8386


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




Jeśli ktoś mi się pyta , dlaczego nigdy nie biorę udziału w wyborach , oto obrazek, brakuje tylko Kaczyńskiego, bo on tez podpisał CETA:


(IMG:http://static1.money.pl/i/h/58/389690_abig.jpg)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 30.10.2016 - 15:16
Post #8387


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




Korzyści z wolnego handlu? Nie zawsze i nie dla wszystkich
Z Ha-Joon Changiem rozmawia Łukasz Pawłowski
„W obecnej formie CETA i TTIP prowadziłyby do fundamentalnej zmiany układu sił pomiędzy korporacjami a resztą społeczeństwa”, przekonuje słynny południowokoreański ekonomista i wykładowca Uniwersytetu Cambridge.
Parlament Walonii nie zgadza się na podpisanie umowy CETA, blokując tym samym decyzję całej Unii Europejskiej. Czy pana zdaniem to dobrze, że do podpisania tej umowy prawdopodobnie nie dojdzie?

W tej umowie nie chodzi tak naprawdę o handel, ale wpływy korporacji. Handel pomiędzy Europą a Kanadą i Stanami Zjednoczonymi jest już bardzo zliberalizowany, a cła – poza tymi na towary rolnicze – bardzo niskie. Średnia wartość ceł między krajami europejskimi a USA wynosi ok. 3 proc. Dlatego to nie handel jest w tym wypadku najważniejszy, ale stworzenie pewnego mechanizmu rozstrzygania sporów, który osłabi państwa, a będzie korzystny dla wielkich firm. Arbitraż w formie, w jakiej proponują CETA i TTIP, będzie prowadził do powoływania malutkich sądów złożonych w zasadzie z kilku prawników korporacyjnych. Korporacje zyskają potężne narzędzie blokowania wszelkiego ustawodawstwa, które, w ich przekonaniu, będzie zagrażało ich zyskom. Na tym polega problem.

A zatem chodzi jedynie o procedurę arbitrażu czy też w tego rodzaju umowach jest coś jeszcze, co pana zdaniem uzasadniałoby opór wobec nich?

To rzecz najważniejsza. Wolny handel pomiędzy podobnymi do siebie krajami to ogólnie rzecz biorąc dobre rozwiązanie. Oczywiście zawsze po podpisaniu tego rodzaju umów pojawiają się wygrani i przegrani, rodzi się więc pytanie, czy istnieje jakiś mechanizm pomocy tym drugim. Ale w tym wypadku mamy do czynienia z próbą przekazania ogromnej władzy dużym firmom. Potencjalny zakres spraw, o jakie firmy mogą zaskarżyć państwa, powołując się na utratę nawet potencjalnych zysków, jest niezwykle szeroki. Z tym wiążą się także obawy o obniżenie standardów przy produkcji niektórych dóbr, ponieważ firma będzie mogła uznać wprowadzanie nowych regulacji właśnie za zagrożenie dla jej potencjalnych zysków i na tej podstawie zaskarżyć tę decyzję. A na dodatek będziemy mieli do czynienia z całym środowiskiem prawników wyspecjalizowanych w tego rodzaju arbitrażach, którym będzie zależało na tym, by takich spraw było jak najwięcej.

Protestujący przeciwko tym umowom obawiają się jednak nie tylko mechanizmu rozstrzygania sporów na linii firmy-państwa, ale też większej konkurencji ze strony przedsiębiorstw kanadyjskich i amerykańskich, a w rezultacie utraty miejsc pracy. Czy to uzasadnione obawy?

Zwolennicy tych umów przedstawiają nam różne wyliczenia, zgodnie z którymi po ich podpisaniu europejska gospodarka wzbogaci się o, dajmy na to, dodatkowy miliard dolarów. Problem z tymi wyliczeniami polega na tym, że wrzucają one wszystkie potencjalne zyski do jednego worka, co sprawia wrażenie, że po uchwaleniu CETA i TTIP wszyscy zyskają. W rzeczywistości zyskają tylko niektórzy, a inni stracą. Pytanie, jak owe zyski i straty będą rozłożone i czy „przegrani” uzyskają pomoc w jakiejkolwiek formie – np. w postaci ochrony sektorów najbardziej narażonych na straty.

Przed podpisaniem NAFTA również przekonywano wszystkich, że na zawarciu tej umowy skorzystają zarówno Meksyk, jak i Stany Zjednoczone. Czy tak było, to kwestia dyskusyjna, ale bez wątpienia stracili na niej meksykańscy farmerzy, którzy nie wytrzymali konkurencji z produktami amerykańskimi, oraz amerykańscy pracownicy fabryk samochodowych, których miejsca pracy przeniosły się do Meksyku. Oczywiście, można powiedzieć, że wszyscy ci ludzie mogą się przekwalifikować i poszukać pracy w sektorach, które rozwinęły się dzięki podpisaniu tej umowy, np. produkcji oprogramowania czy bankowości przemysłowej. Problem w tym, że robotnika z fabryki samochodów trudno przekwalifikować do pracy w tych sektorach.

W jaki więc sposób mamy oceniać, czy dany układ o wolnym handlu jest korzystny czy nie? Pan w swojej książce „Źli Samarytanie” pisze, że zwykle jest on korzystny dla krajów rozwiniętych. Ale TTIP i CETA to przecież właśnie układy między takimi państwami. Tymczasem nawet w przypadku tak małego kraju jak Belgia klasa polityczna nie potrafi dojść do porozumienia, czy CETA okaże się korzystna czy nie – ponad połowa kraju oraz rząd centralny chcą jej podpisania, ale parlament Walonii jest zdecydowanie przeciwny.

Wyliczenia dotyczące wpływu tych umów na europejską gospodarkę oparte są na bardzo wielu założeniach, których słuszności nie możemy być pewni. Co więcej, nawet optymistyczne przewidywania mówią o zyskach rzędu kilku miliardów euro na przestrzeni kilku lat. Ale przecież łączny PKB wszystkich krajów UE to ponad 16 bilionów euro! Wpływ tych umów nie byłby więc wcale tak znaczący, ponieważ – jak już mówiłem – już teraz bariery w handlu są niewielkie. Raz jeszcze dochodzimy do pytania, skąd więc taki nacisk na podpisanie tych umów? Jeśli ich skutkiem ma być wzrost PKB o mniej niż 1 proc., o co tyle zachodu? Otóż o to, że podpisanie tych umów będzie korzystne dla wąskiej grupy już bardzo wpływowych ludzi. W obecnej formie CETA i TTIP prowadziłyby do fundamentalnej zmiany układu sił pomiędzy korporacjami a resztą społeczeństwa.

Wśród europejskiej klasy politycznej panuje niemal jednomyślna zgoda na podpisanie CETA – umowę popiera m.in. chadecko-socjalistyczny rząd w Niemczech, socjalistyczny prezydent Francji czy liberalny przewodniczący Rady Europejskiej. Trudno mi sobie wyobrazić, że wszyscy ci ludzie chcą zawarcia umów, które, zgodnie z tym, co pan mówi, drastycznie ograniczą ich władzę i osłabią pozycję wobec korporacji. Po co mieliby to robić?

Narracja, zgodnie z którą umowy o wolnym handlu zawsze tworzą nowe miejsca pracy i podnoszą dobrobyt, stała się na tyle dominująca, że wielu polityków nawet nie próbuje jej kwestionować. Ale mimo to nie brakuje przecież lewicowych polityków, choćby w Niemczech, którzy są przeciwni CETA i TTIP.

Przejdźmy teraz do pana rekomendacji. W „Złych Samarytanach” zamiast za bezwarunkowym poparciem dla wolnego handlu opowiada się pan za ochroną lokalnych firm w czasie, gdy nie są one jeszcze w stanie konkurować z silniejszymi graczami zza granicy. W Polsce także wielu ludzi powtarza dziś, że nasza transformacja została przeprowadzona zbyt szybko i że nie powinniśmy natychmiast otwierać się na świat, ale raczej wspierać swoje firmy, tak jak to zrobiły chociażby władze Korei Południowej, m.in. z Samsungiem. Jeśli jednak biedny kraj nie otwiera się natychmiast na inwestycje zagraniczne, jak ma uzyskać kapitał potrzebny na inwestycje i reformy?

Przypadek polski jest nieco odmienny od koreańskiego, a to ze względu na inne okoliczności polityczne. Kiedy pojawiła się okazja reformowania kraju, rozumiem, że polskie władze chciały działać szybko – w obawie przed tym, że ta możliwość zniknie.

W Korei mogliśmy sobie pozwolić na zastosowanie wieloletniej strategii rozwoju. Kapitał na ten cel pochodził z dwóch źródeł: pożyczek i oszczędności. W latach 80. Korea była na czwartym miejscu na świecie pod względem zadłużenia zagranicznego, za Brazylią, Meksykiem i Argentyną. Jednocześnie jednak państwo coraz więcej oszczędzało. Jeszcze w latach 60., kiedy kraj był bardzo biedny, na oszczędności przeznaczano jedynie 5 proc. PKB. Do końca lat 70., kiedy kraj szybko się rozwijał, ten odsetek wzrósł pięciokrotnie, do 25 proc. Zdobycie kapitału nie stanowiło więc aż tak dużego problemu. Ważniejsza była odpowiedź na pytanie, jak wykorzystać te pieniądze.

Strategia Korei polegała na wspieraniu i ochronie własnych firm, ale w odróżnieniu od praktyki stosowanej przez państwa komunistyczne, ostatecznym celem było zawsze wprowadzenie tych firm na globalny rynek, gdy tylko będą na to gotowe. To jednak strategia długoterminowa, na którą nie wszystkie kraje mogą sobie pozwolić.

Czy jednak sukces tego rodzaju długiej transformacji nie zależy przede wszystkim od jakości klasy politycznej oraz stabilności instytucji państwowych?

Oczywiście nastawienie elit jest w tym wypadku bardzo ważne, ale nie jest tak, że rozwinąć mogą się tylko te kraje, które najpierw dorobią się światowej klasy polityków i urzędników. Korea jeszcze w latach 50. była państwem bardzo skorumpowanym, z niekompetentnym rządem. Do tego stopnia, że pod koniec tej dekady w wewnętrznej notatce amerykańska agencja pomocy USAID nazwała Koreę „studnią bez dna” (bottomless pit). W latach 60. z kolei wysyłaliśmy swoich urzędników na szkolenia do takich państw jak Pakistan czy Filipiny, które wówczas były drugim najbogatszym państwem w Azji.

Rozwój, jaki był udziałem Korei, to nie jest łatwy proces. Ale samo to, że jakiś kraj nie ma dziś odpowiedniej elity politycznej i kadry urzędniczej, nie znaczy, że powinien całkowicie zrezygnować z planów modernizacji. To tak, jakbyśmy każdemu robotnikowi budowlanemu powiedzieli, że nie ma absolutnie żadnych szans na zdobycie tytułu inżyniera. Nieprawda, choć musi postępować krok za krokiem – najpierw zdobyć średnie wykształcenie, a dopiero później iść na studia.

Korupcja to niejedyny problem. Czy uważa pan, że sukces gospodarczy, jaki osiągnęła Korea, byłby możliwy, gdyby było to państwo w pełni demokratyczne? Problem z demokracją w tym kontekście polega zdaniem niektórych analityków na tym, że wyborcy zwykle domagają się szybkich rezultatów. To zniechęca polityków do formułowania wieloletnich planów, bo co kilka lat muszą wygrać kolejne wybory.

To prawda, ale z drugiej strony reżimy autorytarne są bardzo podatne na kryzysy, ponieważ władze nie mają żadnych ograniczeń, a więc łatwo mogą nadużyć swojej pozycji. Poza tym nie brakuje państw demokratycznych, które wybrały podobną, długotrwałą strategię rozwoju i również odniosły sukces. Dotyczy to m.in. Japonii czy Szwecji, gdzie Partia Socjaldemokratyczna sprawowała władzę nieprzerwanie przez ponad 40 lat, wygrywając kolejne wybory.

Taki protekcjonizm ma jednak wielu krytyków. Kilka tygodni temu tygodnik „The Economist” opublikował raport specjalny na temat globalizacji. Argumentując na rzecz wolnego handlu, autorzy napisali, że wznoszenie barier handlowych zawsze najsilniej uderza w najbiedniejszych, ponieważ ich relatywna siła nabywcza jest najmniejsza. A zatem, jeśli po podniesieniu ceł ceny np. towarów spożywczych wzrosną o kilka procent, najsilniej odczują to właśnie najbiedniejsi.

To bardzo uproszczony argument. Owszem, podniesienie cen na, dajmy na to, towary importowane z Chin podniosłoby ich cenę w sklepach, ale jednocześnie może się przyczynić do stworzenia nowych miejsc pracy i poprawienia siły nabywczej najbiedniejszych, szczególnie jeśli państwo zainwestuje w rozwój lokalnych firm. A zatem na krótką metę biedni faktycznie odczują skutki podniesienia barier handlowych, ale długotrwałe konsekwencje takiej decyzji wcale nie są jednoznaczne. Nie wiadomo, co się stanie. Poza tym nigdzie nie jest powiedziane, że musimy podnosić cła na towary, które konsumują biedni – równie dobrze możemy podnieść cła na towary luksusowe. Twierdzenie, że protekcjonizm uderza w najbiedniejszych, wynika więc z przyjęcia bardzo krótkoterminowej perspektywy.

Ale zwolennicy wolnego handlu mówią niemal dokładnie to samo, kiedy słyszą, że to właśnie wolny handel uderza w biednych, ponieważ prowadzi do przeniesienia części miejsc pracy za granicę. W tej sytuacji również można powiedzieć – owszem, na krótką metę część miejsc pracy stracimy, ale na ich miejsce w końcu powstaną nowe i to w bardziej zaawansowanych sektorach gospodarki, generujących wyższe zyski.

Niestety nie zawsze tak się dzieje. Kiedy słabsze firmy muszą się zmierzyć z mocną konkurencją, zamiast się rozwijać, bardzo często po prostu upadają. Dlatego umowy o wolnym handlu powinny być podpisywane pomiędzy państwami na podobnym poziomie rozwoju. Ale nawet wtedy w pewnych sektorach gospodarki mogą pojawić się problemy. A więc czym innym jest twierdzenie, że wolny handel ogólnie rzecz biorąc przynosi korzyści, a czym innym twierdzenie, że na takich rozwiązaniach zawsze korzystają wszyscy. Dlatego tak ważne jest, by tym, którzy ostatecznie tracą, zapewnić jakąś formę pomocy, choćby w przekwalifikowaniu się i znalezieniu nowej pracy. W Stanach Zjednoczonych po podpisaniu NAFTA tego nie zrobiono. Wiele osób, które nagle straciły pracę, mogło potem co najwyżej przerzucać hamburgery w McDonaldzie.

To prawda, w raporcie „The Economist”, o którym wspomniałem, autorzy piszą, że Stany Zjednoczone wydają jedynie 0,1 proc. swojego PKB na pomoc takim ludziom. Dla porównania średnia wydatków na ten cel we wszystkich krajach OECD wynosi 0,6 proc. PKB.

Wróćmy jednak do pana propozycji. W swojej książce porównuje pan strategię, jaką państwo powinno przyjąć wobec lokalnych firm, do… wychowania dziecka. Pisze pan, że tak jak nikt nie oczekuje, że wyśle pan swojego kilkuletniego syna do pracy, tak nikt nie powinien oczekiwać, że niedojrzałe firmy poradzą sobie w konkurencji z najsilniejszymi. Jak jednak zdecydować, kiedy firma jest już na tyle dojrzała, że dalsza ochrona nie ma sensu?

W książce podałem konkretny przykład mojego sześcioletniego wówczas syna [książka ukazała się pierwotnie w roku 2008 – przyp. red.], ale chodzi oczywiście o szerzej rozumianą kwestię rodzicielstwa. Co czyni z nas dobrego rodzica? Czy jesteśmy nim, gdy chcemy chronić nasze dziecko przed światem zewnętrznym przez całe życie? Oczywiście nie. A tak właśnie postępowały rządy krajów komunistycznych wobec swoich przedsiębiorstw. Drugie ekstremalne rozwiązanie polegałoby na wysłaniu dziecka do pracy najwcześniej jak to tylko możliwe, żeby jak najszybciej zaczęło zarabiać i zbierać doświadczenie. Ale jaką karierę miałby przed sobą taki człowiek? Mógłby zarobić nieco pieniędzy, być może założyć mały biznes i na tym koniec, zabraknie mu bowiem odpowiedniego wykształcenia. Musimy więc szukać drogi gdzieś pomiędzy. W przypadku przedsiębiorstw rząd może zapewnić ochronę, ale jednocześnie domagać się określonych rezultatów, np. dotyczących rozwoju eksportu – choć oczywiście nie tak sztywnych jak plany produkcyjne w byłych krajach bloku sowieckiego.

Wszystko to przypomina więc trochę wychowanie dziecka – nadopiekuńczość z pewnością nie jest dobrym rozwiązaniem, ale zostawienie dziecka samemu sobie zwykle także nie przynosi najlepszych rezultatów.




http://kulturaliberalna.pl/2016/10/25/ha-j...wiad-ceta-ttip/
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 30.10.2016 - 15:19
Post #8388


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




(IMG:http://fotowrzut.pl/tmp/upload/VHYP3PWR6G/1.jpg)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Deimond
post 30.10.2016 - 16:18
Post #8389


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy


Notatnik


Sensacyjna publikacja o e–papierosach w Niemczech.

Kolejny kraj nie ma zamiaru bezkrytycznie i bez badań wprowadzać dyrektywę unijną co cieszy i daje nadzieję, że inne pójdą w jego ślady. Czy polski rząd weźmie przykład z Anglii i Niemiec? Nie mamy wielkich nadziei, ale może obiektywna prawda o e-papierosach w końcu go do tego zmusi.

„W ostatnim tygodniu odbyła się konferencja na temat e-papierosów na Uniwersytecie Nauk Stosowanych w Frankfurcie. Uniwersytet ogłosił, że wydał książkę na ten temat.
Warto przypomnieć, że sensacyjny raport Royal College of Physicians, z kwietnia tego roku sprowokował brytyjskich polityków do przemyśleń.
288-stronicowa antologia jest podsumowaniem wiedzy o e papierosach. Autorzy, to nie tylko eksperci w swoich dziedzinach, ale także organizacje i sami vaperzy którzy opowiadają o swoich doświadczeniach.
"E-papieros" to pierwsza kompleksowa publikacja w krajach niemieckojęzycznych i powinna dostarczyć wielu ważnych informacji i nowych spostrzeżeń, które mogą wykorzystać jako źródło informacji także politycy i dziennikarze.
E-papieros jest 95 procent mniej szkodliwy
Na temat e – papierosów powstało wiele mitów, również z tego co wiemy są badania naukowe z których wynika, że e – papieros jest o wiele mniej bezpieczny niż palenie konwencjonalne.

Public Health England - czyli instytucja opieki zdrowotnej w Anglii ogłosiła, że e-papieros jest 95 procent mniej szkodliwy niż palenie papierosów.I to dało wiedzę obywatelom brytyjskim, której nie mamy tu w Niemczech.

Powiedział dr Heino Stöver, który studiował nauki społeczne m.in. w Rotterdamie i Edynburgu. Był aktywny w badaniu uzależnień od lat i pracuje na Uniwersytecie Nauk Stosowanych w Frankfurcie.
Oprócz tego jest konsultantem międzynarodowym ( WHO , UNODC , Komisji Europejskiej , Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża , Towarzystwa Współpracy Międzynarodowej , Open Society Institute) i zdrowotnej / ministerstw socjalnych (w Armenii , Azerbejdżanie , Gruzji , Litwie , Estonii i Łotwie), współzałożycielem czasopiśma International Journal of Prisoner Zdrowie i współredaktorem serii promocja zdrowia w więzieniu .
Od 2008 roku pełni funkcję Przewodniczącego akzept . Jest członkiem Rady Naukowej z Niemieckiego Centrum do Spraw Uzależnień i członkiem doradczej grupy roboczej "Zdrowie męskie" z Ośrodka Federalnego Edukacji Zdrowotnej (BZgA).
E-papieros jest skutecznym środkiem
Największe badanie do tej pory w tej dziedzinie zostało opublikowane w czerwcu tego roku po przebadaniu 25000 Europejczyków. Pokazało dość wyraźnie, że e-papieros jest bardzo skutecznym sposobem, aby rzucić palenie papierosów tytoniowych całkowicie lub znacznie ograniczyć liczbę wypalanych papierosów tytoniowych. I to jest bardzo ważny sygnał, aby pracować z e-papierosem i zachęcać palaczy aby przerzucili się na wyrób mniej szkodliwy niż papierosy tradycyjne, które zawierają bardzo dużo substancji rakotwórczych. Jest to również ważne dla polityki zdrowotnej w Niemczech, a także dowodzi, że konsumenci powinni być lepiej informowani o potencjale e –papierosa.

Uprzedzenia powstają w dużej mierze z powodu dezinformacji i ignorancji.
Można przypuszczać że ta książka jednoznacznie dostarczy odpowiednich informacji, bo to nie jest jakaś publikacja, ale kompleksowy przegląd naukowy, wraz z dokumentami uzupełniającymi. Niektóre wyniki można także zobaczyć w badaniach 25 000 uczestników.

Uprzedzenia powstają w dużej mierze z powodu dezinformacji i niewiedzy. Niemieckie organy kontroli tytoniu zajmujące się profilaktyką nie dostarczyły konsumentom jednoznacznych informacji, a tym samym powstało sporo mitów i bardzo dziwnych opowieści o e-papierosie. Nadszedł czas, podobnie jak w Anglii, aby taką wiedzę im dostarczyć. To nie jest tak nieszkodliwe jak oddychanie świeżym powietrzem w lesie, co jest zupełnie jasne. Ale to nie jest tak szkodliwe jak palenie papierosów i może być traktowane jak nikotynowy produkt zastępczy, jak plastry i gumy nikotynowe.

Oczywiście, przeciwnicy e-papierosa nadal będą twierdzić, że nie istnieją żadne długoterminowe badania nad zagrożeniami. Ale te argumenty są coraz słabsze.”.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Zielarz Gajowy
post 31.10.2016 - 13:19
Post #8390


Dupa Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




"Kolana kobiet powinny się stykać". Kościelny savoir-vivre dla wiernych

Sztywne reguły


Szczególnie uważni powinni być - zdaniem autora - wierni siadający w pierwszych rzędach.

"To na nich są zmuszeni patrzeć księża, którzy znajdują się przy ołtarzu i są zwróceni twarzą do wiernych. Kobieta siedząca w pierwszej ławce ubrana w krótką sukienkę czy spódnicę rozstawiająca nogi czy zakładająca nogę na nogę przeszkadza swym widokiem osobom będącym przy ołtarzu w spełnianiu ich posługi i daje im też w ten sposób wyraz swojego lekceważenia i nonszalancji" - czytamy.

http://www.tvn24.pl/jak-stac-w-czasie-mszy...h,688158,s.html
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Krukos
post 31.10.2016 - 15:29
Post #8391


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Validating


Notatnik


i prawidłowo kościół to nie burdel
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Zielarz Gajowy
post 31.10.2016 - 15:54
Post #8392


Dupa Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




CYTAT(suchowiec @ 31.10.2016 - 16:29) *
i prawidłowo kościół to nie burdel


Facetom w sukienkach przeszkadzają kobiety w sukienkach:)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Zielarz Gajowy
post 31.10.2016 - 15:59
Post #8393


Dupa Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




Co do burdelu suchowiec to dla mnie ta instytucja trochę nim jest. Pierze ludziom mózgi i kasiorkę wyciąga i do tego podatków nie płacą.

Dzieci często są współwinne pedofilii

Takie słowa padły we włoskim programie na żywo. Wypowiedział je 75-letni ksiądz Gino Flaim z Trento w północnych Włoszech. Są szokujące, choć, dwa lata temu w podobnym duchu wypowiadał się również polski duchowny, abp Józef Michalik.

? Niestety, są dzieci, które szukają czułości, bo nie otrzymują jej w domu. Jeżeli trafią na księdza, to może on ulec pokusie. Rozumiem to ? przyznał ksiądz. Potwierdził, że w wielu przypadkach dzieci też są winne. W ilu? ? W wielu ? padła odpowiedź.

http://natemat.pl/157285,dzieci-czesto-sa-...-juz-zareagowal
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 31.10.2016 - 19:32
Post #8394


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




Hiszpania: Prawie 500 ciapatych próbowało wedrzeć się do Ceuty

• Do Ceuty, hiszpańskiej enklawy w Afryce Północnej, udało się przedostać ponad 200 osobom
• Wśród nich jest wielu nieletnich
• 32 osoby zostały ranne


(IMG:http://fotowrzut.pl/tmp/upload/HTU8S7AEPF/1.jpg)

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,His...,wiadomosc.html
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 31.10.2016 - 19:34
Post #8395


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




(IMG:http://fotowrzut.pl/tmp/upload/BFX91Z0KW8/1.jpg)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 31.10.2016 - 19:48
Post #8396


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




77% gwałcicieli w Szwecji to muzułmanie


(IMG:http://bialyrasizm.pl/wp-content/uploads/2015/10/islam-zamach-dzieci.jpg)



W Szwecji dochodzi do 60 tysięcy gwałtów rocznie, czyli dziennie do 164. Jest to 20 razy więcej, niż w innych krajach europejskich. Liczba przestępstw seksualnych wzrosła o 12 proc. w latach 2009 – 2010. Większość gwałcicieli to muzułmanie.

Rzecznik Praw Człowieka w Szwecji podaje, że w latach 1995-2006 liczba gwałtów wzrosła o 377 proc, a w latach 1975-2007 o 300 proc. w miejscach publicznych. 82 proc. Szwedek boi się wychodzić z domu w godzinach wieczornych. Jest to efekt imigracji z państw muzułmańskich, która miała największe nasilenie na Półwyspie Skandynawskim w latach 2004-2012.

Szwecja jest krajem z największym współczynnikiem gwałtów w Europie, a na świecie plasuje się zaraz po antyrasistowskiej RPA. Szokującym jest wynik 57 ofiar na 100 000 mieszkańców. To prawie cztery razy więcej, niż we Włoszech. W wyniku migracji z Afryki, poziom gwałtów wzrósł tam do 15 ofiar na 100 000 mieszkańców. Imigranci stanowią około 90 proc. sprawców, z czego muzułmanie stanowią 77.

Latem roku 2012 w samym Sztokholmie dochodziło średnio do 5 gwałtów dziennie. Jednym z najgłośniejszych przypadków takiej agresji była sprawa 27-letniej Elin Krantz. Lewicowa działaczka propagująca wielokulturowość i tolerancję dla imigrantów została w 2010 roku brutalnie zgwałcona i zamordowana przez imigranta z Etiopii.

Obecnie już co czwarty mieszkaniec szwedzkiej stolicy jest muzułmaninem.


http://www.gazetawarszawska.com/zamach/94-...i-to-muzulmanie
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Zielarz Gejawy
post 31.10.2016 - 22:40
Post #8397


Dupa Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




JESTEM SOBIE ZIELARZ PIERDZIELARZ !!!!!!

(IMG:http://x3.cdn03.imgwykop.pl/c3201142/comment_AdXDn1ZeV8XK8eq1EN6UD7oZdjdqNYop.jpg)
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Tulsi
post 31.10.2016 - 22:50
Post #8398


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




Bez nienawiści i zbędnych emocji - świat roślinny i zwierzęcy jest objęty miedzynarodową ochroną, aby nie przenosić, przewozić, roślin lub zwierząt z kontynentu na kontynent, z kraju do kraju.
Bo czym to grozi ?
Ty Zielarzu najlepiej powinieneś to wiedzieć, czym grozi rozpanoszenie się na obcym terenie zwierząt lub roślin nie pochodzących z terenów na których wcześniej nie istniały, nie występowały.
Nic odkrywczego w tej chwili nie przychodzi mi na myśl, to powiem tylko to, że do Australii zawleczono króliki.
Do Europy oraz Skandynawii zawleczono barszcz Sosnowskiego.

Takie tam że piranie w Odrze, to co tam.....pewnie same zdechną.
To było stosunkowo bardzo niedawno.
Zobaczymy jak to się odbije na przyrodzie za 150 lat na przykład.
W moim regionie w Sudetach, już teraz barszcz Sosnowskiego jest wielkim problemem. Sporo osób co roku ulega poważnym poparzeniom, zwłaszcza dzieci.

To samo jest z ludźmi.
Nie należy mieszać ras, nie należy zasiedlać obszarów gdzie nie występuje np. rasa czarna, takimi właśnie osobnikami.
No kurczę, Zielu, mam w domu na parapecie roślinę z Indii, którą przywiozłam 10 lat temu.
To dzika roślina, ale chętnie rośnie mi w doniczce.
Mam ją jednak tylko w domu.
Nie sadzę jej nawet do ogródka.
Bo cholera wie, czyby się nie rozniosła, i nie zagroziła istniejącym tutaj gatunkom?

Napisałam to wszystko, bo to dotyczy uchodźców.
Zagrażają nam tak samo, jak rośliny czy zwierzaki, przeflancowane na nasz teren.

Ps. Polak w UK, czy w Niemczech, czy gdziekolwiek w Europie, to jednak ten sam biały gatunek, przynależny Europie. Flancowanie i krzyżowanie się z nimi, niczego dobrego raczej nie przyniesie.
Ale tutaj to już kwestia religijna, bo wszak człowiek musi w coś wierzyć.


Go to the top of the page
 
+Quote Post
Zielarz Gejawy
post 31.10.2016 - 22:55
Post #8399


Dupa Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




Releksowałem sie wczoraj w wannie z Einsteinem i Skłodowską Curie (bo ja mam dużą wannę, bo jestem biznesmenem) i wymyśliliśmy, że nasi znajomi uchoćcy lekarze i inżynierowie ugotujo nam jutro na obiat barszcz Sosnowskiego z krzanem, kiełbacho i jajamy.

A Einstein powiedział, że czeba wincy uchoćcuf.
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Rokinon
post 01.11.2016 - 22:07
Post #8400


Dusza Towarzystwa
*******
Grupa: Podróżnicy




Obrzucili meczet bekonem. Polacy skazani na 8 miesięcy więzienia za przestępstwo na tle nienawiści rasowo-religijnej
• Dwóch polskich imigrantów zostało skazanych w Wielkiej Brytanii
• Otrzymali wyrok 8 miesięcy więzienia, mężczyźni przyznali się do winy.
• Prokuratura uznała to za przestępstwo na tle nienawiści o "wysokim kalibrze"


(IMG:http://i.wp.pl/a/f/jpeg/36326/freeimages_londyn_625.jpeg)

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1038663,title,...,wiadomosc.html
Go to the top of the page
 
+Quote Post

448 Stron V  « < 398 399 400 401 402 > » 
Reply to this topicStart new topic

 

Wersja Lo-Fi OOBE Porady Roberta Monroe Porady Brucea Moena Porady Darka Sugiera Kontakt Park