"mały" Problem Z R.monroe, Pytania i wątpliwości. |
|
|
VVi
|
30.01.2008 - 13:22
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 583
Dołączył: 11.08.2007
Skąd: Piechowice
Nr użytkownika: 1760

|
Cholercia - temat na długą rozprawę filozoficzną, która się nawet filozofom nie śniła (dokładnie tak jak napisałam). Zacznę może od najłatwiejszego. Terminator1 - akcja rozgrywa się tylko i wyłącznie w świecie fizycznym, więc metafora jest nietrafna, co nie umniejsza zrozumienia, ani twojego pytania. Tak więc jeśli NP to my z przyszłości, nie widzę problemu, aby się z nami kontaktowali. Osobiście uważam, że NP nie muszą być nami na wyższym stopniu rozwoju. Mogą być poprostu przyjaciómi, którzy pomagają. Już bardziej MTJ widziałabym w roli tego wyżej rozwiniętego, który ma wgląd w przeszłość. Aby pojąć jak to możliwe - ta ingerencja w przeszłość - trzeba by umieć zrozumieć paradoks istnienia i nieistnienia czasu. Gdzie jest miejsce na wolną wolę? Hmy - właśnie w tym paradoksie. Mogę się założyć (choć nie wiem, kiedy rozwiąże się ten zakład), że nie każdy i nie tak samo przeżywa te same rzeczy. Tak jak Biblia, trylogia nie jest prawdą udowodnioną. I na tym polega również nasze życie, aby się uczyć. Na więcej refleksji niestety mnie nie stać. Praca i lekki ból gowy skutecznie mi przeszkadzają:/
|
|
|
|
|
|
Plantator-Dziubas
|
30.01.2008 - 14:41
|
Guests

|
---
|
|
|
|
|
|
Artur_flyer
|
30.01.2008 - 16:33
|
Guests

|
CYTAT(Max537 @ 30.01.2008 - 13:04)  Mam taki dylemat. Po przeczytaniu trylogii Monroe jasno wynika że jesteśmy w CF na ziemi aby doznawać uczuć ( miłości itp.) i doznaniu życia cielesnego. Zaznacz również jak wielką role odgrywa produkcja luszu (chyba tak to nazywał) czyli miłości. I tu powstaje mój pierwszy problem i pytanie. Czy TYLKO na ziemi da się „produkować” miłość? Jaka to niewidzialna bariera może stanąć nam na drodze aby wyzwalać/produkować miłość gdzieś indziej? Poco nam CF do odczuwania i dawania miłości ? Bardzo wiele osób przecież pisało że po opuszczeniu CF odczuwała niesamowitą euforie ( uczucie ) i miłość ( uczucie które według Monroe mamy produkować w CF na ziemi!! ) Jak dla mnie to ta teoria „produkcji” miłości nie trzyma się kupy.
Następny problem to NP. Według Monroe to my z przyszłości na wyższym poziomie. Skoro tak to poprzez pomaganie nam ( w obecnym czasie ) może powstać paradoks np. taki jak w Terminatorze 1. Tam syn z przyszłości wysyła swojego ojca również z przyszłości aby chronił jego matkę.
Lece dalej. Nasze reinkarnacje w celu doznawania różnych sytuacji i uczuć. Skoro wcielamy się w różne osoby z przeszłości to nic nie możemy zmienić bo to wszystko już się wydarzyło. Czyli nasz los jest przesądzony. Gdzie tu miejsce na wolną wole?? No i skoro wszyscy jesteśmy całością/jednością, to po jaki czort wszyscy wszystko przeżywamy to samo tak samo.
Zaznaczam że to TYLKO moje przemyślenia. Mogą być w nich błędy w rozumieniu książek R.Monroe. Temat założyłem w celu rozwianiu moich wątpliwości. Mam nadzieje że ktoś mi pomoże i pokaże gdzie się mylę i gdzie źle zrozumiałem Monroe.
Wiele osób uważa trylogie za „biblie” ja osobiście niespecjalnie uznaje Monroe za jakiś autorytet. Lepiej czasami samemu szukać odpowiedzi zamiast ślepo podążać za „pasterzem”. Jedziemy, jedziemy , jedziemy :) Je Je Je Jejeje Miłość?Nie wiesz czym jest ciepło jeżeli nie doświadczysz zimna. Jedziemy dalej Czas?Koncepcja czasu przedstawiona w Terminatorze ma się nijak do rzeczywistości. Ale nie pytaj mnie jak jest naprawdę:) Wolna Wola?Nie istnieje i zarazem istnieje. Piękne nie? Nie pytaj mnie dlaczego tak jest. Nie wytłumaczę. Nie tu i nie teraz hehe:) Podsumowując, dobry temat . Pytania, które ludzie zadają sobie od dawna. Pytania, na które odpowiedzi szukałem. Naczytałem się wielu różnych tekstów, teorii. I zawsze dochodzę do jednego wniosku MiłośćI nie pytaj mnie dlaczego :) jejejeje Love moi kochani OBE ManiacyWariat jestem nie? hehe
|
|
|
|
|
|
OBE Maniak
|
30.01.2008 - 16:44
|
Guests

|
Wiedza zawarta w Trylogii A.R.Monroe, Jak językiem werbalnym, a ściślej mówiąc, słowem pisanym na papierze, czy też na ekranie monitora, czyli komunikacją bardzo ułomną i niedoskonałą, tak silnie zwiazaną z pojęciami czaso-przestrzennymi, opisać coś, co nie dotyka ani czasu, ani przestrzeni i jest wybitnie osobiste? Zawsze powstaną pewne zniekształcenia przekazu i odbioru. Tego kto pisze i tego kto czyta. A jeżeli dzieło literackie jest tłumaczone z anglosaskiego, w którym to języku istnieje cała mnogość czasów i czasowników? To już wogóle dochodzi do silnego zniekształcenia przekazu. Do tego dorzućmy pewien pryzmat doświadczeń, czy też zdobytej wcześniej teorii z innych źródeł, którą posiada czytelnik i mamy gotowe super-zniekształcenie. Każdy czyta to samo, lecz na swój sposób interpretuje i układa sobie w głowie. Jedyny sposób, to nie przyjmować nic za pewnik, tylko samemu wyłazić z ciała i na własnej skórze doświadczać, sprawdzać i po swojemu nazywać. Słów nie traktować jak coś nieomylnego i doskonałego, to tylko ułomna forma komunikacji... Największą krzywdę, jaką może sobie wyrządzić poszukiwacz prawdy, to łykać cudzą wiedzę jako swoją. Wówczas tak naprawde nie wie, tylko wierzy, budując sobie system swoich przekonań. Wiedzieć, to przeżyć na własnej skórze, nie zaś pojąć stertę książek i na jej podstawie zbudować sobie super-teorię dającą intelektualne poczucie bezpieczeństwa i iluzoryczną wszechmądrość, która w kontakcie z głębokim doświadczeniem pryska niczym mydlana bańka... Na podstawi wiloletniej praktyki wychodzenia z ciała, stwierdzam jednoznacznie, że to czego doświadczył A.R.Monroe i opisał w Trylogii, pokrywa się w dużej mierze z moimi doznaniami. Sprawdziłem to! Pare miejsc na mapie, jaką nakreślił ten zacny człowiek, któremu tak wiele zawdzięczam, troszkę inaczej widzę i inaczej nazywam, ale to nie oznacza, że kartograf był w błędzie, jedynie języka w gębi mu brakło... Chcę z tego miejsca powiedzieć, że to co mi dałeś na poczatku moich poszukiwań prawdy, to co od Ciebie otrzymałem, było owocną próbą przypomnienia mi kim jestem. Tego nie da się niczym odpłacić jak tylko miłością, którą Ci teraz z nawiązką ślę... Robercie Monroe... <<<KOCHAM CIĘ>>> DS http://www.obemaniak.pl
|
|
|
|
|
|
Herbina
|
30.01.2008 - 22:28
|
Guests

|
Oj, obawiam sie , ze cos pochrzanilam technicznie, bo niechcacy skopiowalam posta Maxa 537, teraz go modyfikuje, okaze sie, czy sie udalo. No, ale nawiazujac do tematu to mysle, Max537 od dluzszego czasu tak jak Ty. Mialam kilka zdarzen, ktore mnie na takie myslenie naprowadzily. Otoz kiedys zylam sobie i wydawalo sie, ze tak juz bedzie dalej az do tzw. konca. Taka wersja mi nie odpowiadala. Pewnego razu jadac autobusem i rozmyslajac o tym, ze rzeczywistosc nie odpowiada temu jak chce zyc pomyslalam nagle, ze moge nawiazac kontakt z soba z przyzlosci. Wyobrazilam sobie, ze jestem w przyszlosci, bez szczegolow poza tym, ze jestem (w owej przyszlosci, ktora to w moim wyobrazeniu byla terazniejszoscia)szczesliwa; czuje sie swietnie, jestem zadowolona z zycia i wspominam sobie, ze kiedys jechalam autobusem , moje zycie bylo prze.....bane i myslalam o tym, ze nie odpowiada to temu, jak zyc chce wiec postanowilam nawiazac kontakt ze mna z przyszlosci. Tak wiec zamienilam przyszlosc na terazniejszosc. Wkrotce dokonalam wielkiego zwrotu w moim zyciu. Stalo sie tak jak w moim wyobrazeniu tej jadacej autobusem. Czasem wspominam sobie te sytuacje, nie moge wytlumaczyc co w takiej chwili czuje, jakos wiem, ze naprawde sie wtedy ze mna teraz polaczylam. Pare lat potem jak juz moje zycie bylo inne , juz po zwrocie, bylam w mieszkaniu , w ktoryym przed zwrotem mieszkalam, zanim doszlam do bramki na korytarzu uslyszalam miauczenie mojego kota, typowe jego zachowanie jak kiedys zblizalam sie do tej bramki- jego bieg do drzwi, miauczenie i drapanie drzwi. To byl szok- mojego kota tam juz nie bylo, ja tylko na chwile szlam do tego mieszkania, a bylo to tak, jakbym znalazla sie w przeszlosci, tak realne. Mozna powiedziec, ze ozyly wspomnienia i stad takie "halucynacje dzwiekowe", ale dla mnie to bylo tak realne, ze zaczelam uwazac, ze istnieja rzeczywistosci rownolegle i czasem nawiazujemy z nimi kontakt, od czasu do czasu mialam jakby przeblyski, ze wciaz zyje tam- w ciagu dalszym rzeczywistosci z przeszlosci, a to tu i teraz to inna rzeczywistosc, moja obecna , w ktorej jestem swiadomie... Mialam kiedys sen, w ktorym ja i moj brat robilismy eksperyment z rzeczywistosciami- mielismy sobie wyobrazic , ze jestesmy w innej rzeczywistosci, ze siedzimy w barze. Tak zrobilismy i bylo jakby mgnienie ciemnosci i siedzielismy w barze. Bylismy zaskoczeni tym, ze sie udalo, zaczelismy sie zastanawiac, czy to dalej ta sama rzeczywistosc, czy tylko jakby sie "rozdzielilismy", czy aby na pewno(dla mnie) on to on czy tylko jakby atrapa, ze nalezy do mojego wyobrazenia- mojego swiata, czy ja to naprawde ja -czy tylko czesc jego wytworzonego nowego swiata. Dotarlo wtedy do mnie, ze mozliwe, ze przez kazde wyobrazenie tworzymy nowy swiat z cala reszta, ale co wtedy jest prawdziwe?! Cos mnie w tym przerazilo i sie obudzilam. Czy w ogole jest cos poza atrapami? Wszystko jest moze tylko wyobrazeniem, dokladnie tak samo realnym jak i nierealnym. Czy nie jest tak, ze kiedy sobie cos wyobrazimy ,wczujemy w to i uznamy to za rzeczywistosc to potem to sie dzieje? To podstawy Huny i metody Silvy, tak w snach swiadomych zmienia sie rzeczywistosc, tam dzieje sie to szybciej a tu wolniej, moze to tylko jedyna roznica miedzy swiadomym snem a realem... Moze nalezy napisac miedzy swiadomym snem a tzw. realem. I juz musze przestac myslec, bo mi sie mozdzek lasuje, ale co jakis czas do tego myslenia powracam. :) Acha,Co jest nagroda?
|
|
|
|
|
|
Artur_flyer
|
31.01.2008 - 15:35
|
Guests

|
CYTAT Łyżka nie istnieje. ( jest tworem umysłu Boga/inicjatora )
MATRIX rządzi :p Jest Twoim tworem a nie Boga(chyba, że uważasz, że jest inaczej). PS.> Kto zrozumie sens tego postu ten natychmiast otrzyma piękną nagrodę, dużo, dużo bezwarunkowej miłości :)
|
|
|
|
|
|
set.h
|
31.01.2008 - 18:13
|
instytutnoble.pl
Grupa: OOBE VIP

Postów: 783
Dołączył: 28.05.2007
Nr użytkownika: 1224

|
Monroe staje sie mniej wiarygodny jeżeli weźmiemy pod uwage doświadczenia jakie doznajemy w tzw. OBE. Nic praktycznie nie napisał o tworach umysłu (atrapach, niezgodności z realem w poza, i nieraz fantastycznych jakby innych zdażeniach). Widać wybrał historie które najbardziej mu pasowały albo ubrał doświadczenia w realną otoczkę jakby niezauważając pewnych niezgodności. Nie twierdze że to co pisze jest jego wymysłem ale może być jego formą interpretacji. Może wzajemna pomoc samemu sobie z przeszłości jest jego interpretacją przeżytych spotkań. Focusy, systemy, dyski itp to przefiltrowana przez jego umysł informacja z poza. Dodatkowo był biznesmenem który musiał utrzymać siebie i rodzinę. Prawdopodobnie gdyby w książce chciał opisać wszystko dokładnie wzięto by go za świra albo ćpuna. Podsumowując trylogia Monroe warta jest przeczytania ale ważne są tylko i wyłącznie swoje doświadczenia. PS. Max wydaje mi się że masz rację, pomoc samemu sobie w przeszłości wg mnie nie trzyma się kupy. W sumie dziwne bo wokół tego kręci się cała opowieć Monroe. Tak czy inaczej to "duch" tych czasów, podróży kosmicznych, dylematów czasowych i potworów z Marsa :D. W jakiś sposób na pewno musiało to wpłynąc na jego podróże.
|
|
|
|
|
|
Max537
|
31.01.2008 - 20:22
|
Dusza Towarzystwa
Grupa: Podróżnicy
      
Postów: 113
Dołączył: 03.11.2007
Nr użytkownika: 2479

|
set.h znowu muszę sie z tobą zgodzić :) R.Monroe pisząc książkę opisywał swoje własne doświadczenia. i tak jak pisał OBE maniak w innym temacie - "Każdy jest niepowtarzalną indywidualnością i ma za sobą odmienny bagaż doświadczeń, które zebrał w czasie swojego istnienia". Więc branie wszystkiego za pewnik w trylogii jest błędem (część tego to fikcja literacka). Każdy inaczej przeżywa swoje życie więc i z obe będzie tak samo. CYTAT(set.h @ 31.01.2008 - 18:13)  Podsumowując trylogia Monroe warta jest przeczytania ale ważne są tylko i wyłącznie swoje doświadczenia. Lepiej bym tego nie ujął :) ps. Myśle że temat można zamknąć, Dziękuje wszystkim za odpowiedzi.
|
|
|
|
|
|
Herbina
|
01.02.2008 - 00:24
|
Guests

|
A tak tylko o nagrode zapytalam bo byla o niej mowa, ale ta, ktora mi dajesz Max537 w zupelnosci mi odpowiada :) , mam nadzieje, ze mi jej nie zabierzesz, bo ja nigdy nie gwarantuje, ze moje wypowiedzi zawsze beda takie, ze mozna sie z nimi zgodzic lub uznac za madre czy cus.
"Max wydaje mi się że masz rację, pomoc samemu sobie w przeszłości wg mnie nie trzyma się kupy".
A co sie kupy trzyma? Jakos mi sie coraz bardziej zaczyna wydawac, ze to WSZYSTKO to tylko gra, taka zabawa tego jednego, ktory istnieje, te wszystkie Ja w kazdej istniejacej rzeczywistosci, te wszystkie rzeczywistosci, kontakt mnie z jednej ze mna z drugiej, takie zabawne gierki, a my to wszystko tak sobie bierzemy do banki, a mozna sie wyluzowac i tylko patrzec jak fajnie sie wszystko toczy.
Im bardziej sie staramy poznac reguly gry tym wiecej przez swoje intensywne rozmyslania na ten temat nasz umysl tworzy nowe teorie, a kazda nowa teoria to nowa rzeczywistosc i w ten sposob gramy dalej myslac, ze zblizamy sie do rozwiazania a tak naprawde zwiekszamy tylko ilosc wariacji ... Nawet ten eksperyment z innego tematu -pytania , odpowiedzi to czesc tej gry jak sadze, tylko duzo ciekawszej niz te inne , troche na wyzszym poziomie , gdzie jest wiecej punktow stycznych. Ciekawy byl ten temat.
|
|
|
|
|
|

2 Stron
1 2 >
|
 |
|