|
|
Nie mogłam spać. Najpierw nękanie komara, pochlał mnie po czole i myślałam, że się zadrapę. Potem pod nidą gips szurała mysz, brykać jej się zachciało. Nie mogę jej jakoś wytępić :I. Przewracałam się z boku na bok, było mi niewygodnie. Godzina 2:30. Czekałam na sen, który nie chciał nadejść. Umysł wybudzony, ciało pragnące zasnąć. Położyłam się na brzuchu i przyglądałam ciemności w kuchni. Zamknęłam oczy z nadzieją, że może trochę odpocznę. Wtedy wyczułam czyjąś obecność w pokoju. Wsłuchiwałam się w ciszę. Coś się pojawiło. Miałam wrażenie, że to wydostało się spod mojej poduszki. Były to jakieś dwa byty. Całkowicie obca mi energia, z taką jeszcze nie miałam do czynienia. Dotknęły mojej prawej łopatki, wtedy w tym miejscu poczułam lekkie mrowienie połączone z odrętwieniem. To co się wydarzyło dalej po prostu mnie rozbroiło. Poszturchały mnie w okolice łopatki wołając obaj na raz dydydydy z wesołością w głosie i nuceniem. Dosłownie tak, jak się do małego dziecka mówi gili gili gdy się go łaskocze. Rozbawiły mnie, zaczęłam się śmiać. Zniknęly po około 5 sekundach. Otwieram oczy i się brechtam. Staram się wyczuć czy się jeszcze nie kręcą gdzieś po pokoju, ale jakby wyparowali. Psotne wesołe byty ukazujące się w realu. Tak tak w realu, nie pomyliłam się. Możecie się dziwić, ale to jest możliwe :) Znów zaczęłam przyglądać się ciemności w kuchni, tym razem pełna energii i z dobrym humorem.
23.04.2010 Wróciłam z pracy koło godz 17-tej i postanowiłam zrobić sobie drzemkę. Leżąc przeszła mi myśl o oobe, ale byłam tak senna, że szybko usnęłam. Miałam jakiś tam dziwny sen, że chodzę po ogródkach działkowych. Robiło się ciemno, a ja się zastanawiałam czy tu są wilki hehe. Mam już z nimi jakąś manię. W pewnej chwili, podczas snu poczułam, że coś mnie ciągnie za ciało, ale nie to moje senne tylko astralne. Byłam wyrywana ze snu, w ciele fizycznym dało się wyczuć mrowienie i lekki ból w kręgosłupie. Można go porównać z takim bólem jak nie raz towarzyszy nam gdy długo znajdujemy się w jednej pozycji. Moje ciało astralne się ciągnęło jak guma i z dużym oporem następowało wysuwanie. Świadomość jakby zanikała ze snu i przenikała w świat astralny... Całkowity przeskok. Pierwszy raz nie czułam by mnie wróciło do ciała tylko od razu urwanie się świadomości w śnie i przeniknięcie do oobe. Zmieniła się trochę sceneria. Znajdowałam się w mojej miejscowości koło rzeki, dookoła łąka. Z nocy zrobił się dzień i było bardzo ciepło, pora roku lato. Dostrojenie trwało chyba sekundę. Dowiedziałam się skąd to ciągnięcie ciała pochodziło. Koło mnie stał wielki łysy mężczyzna, gigantycznej postury. Wzrost około 190 cm, mięśniak. Trzymał mnie za plecy, ale gdy zobaczył, że już całkiem jestem w astralu to mnie puścił i tylko zawołał: chodź. Szedł szybkim krokiem w stronę mostu, ruszyłam za nim. Chciałam spojrzeć w jego twarz, wtedy się odwrócił. Ze zdziwieniem zapytałam: Maciek? On się tylko uśmiechnął i puścił mi oczko. Bawiło go moje zaskoczenie. Wtedy nawiązaliśmy bardzo silną mentalną więź. Wiedziałam, że to nie jest mój kolega Maciek, ale przybrał taką formę bo jego charakter był podobny do tego jaki ma mój kolega. W myślach siebie pytałam: kto to jest, jak on naprawdę wygląda, jakie ma imię? ale stwierdziłam, że nie jest mi ta wiedza potrzebna. Wspomniałam, że nawiązaliśmy mentalną więź, już mówię o co mi chodzi. Przepełniło mnie szczęście, radość, chciało mi się śmiać, wygłupiać, serdeczność i życzliwość do niego czułam, przyjaźń i pełne zaufanie. Wiedziałam, że on czuje to samo. Stanęliśmy na moście i Maciek mówi do mnie: - coś ci pokażę - Wyciągał coś z plecaka, nie mógł znaleźć. Zaczęłam się z nim droczyć: - to ja idę - i szłam w kierunku zalewu Maciek nagle wyrósł przede mną aż się odbiłam od jego klaty hehe - a ty gdzie! - mówi stanowczym głosem, ale w duchu się śmiejąc Zawróciłam na most i czekam. - muszę cię na chwilę zostawić bo zapomniałem zabrać dokumenty- oznajmia mi trochę zirytowany Nie byłam zbytnio zadowolona, ale ok. Stałam i już się niecierpliwiłam, miałam świadomość tego, że faza zaraz będzie się kończyć. (Tak w międzyczasie gdy poczekamy na Maćka opiszę wam jaki jest ten prawdziwy Maciek z reala. Też jest łysy wielki i typowy mięśniak. Wiek - zaraz mu stuknie 40-stka. Mało nie zabija wzrokiem. Ludzie wolą go omijać z daleka, wywołuje u nich strach. Często stoi na bramkach na różnych imprezach. Jest ostry, stanowczy, szybko wpada w złość. Budzi respekt. Poznałam go razem z moją siostrą gdy pracowałyśmy w dyskotece. Był tam ochroniarzem. Zaprzyjaźniłyśmy się z nim. Z nami zachowywał się zupełnie inaczej, był jak duży dzieciak. Nigdy nie chciał byśmy się mieszały w jego życie. Taki pan tajemniczy. Czasem siedział z nami, wygłupialiśmy się, nagle dostawał telefon i mówił że na godzinę musi wyjść, ale wróci. No i wracał, tyle że z kostkami całymi pozdzieranymi albo ze złamanym żebrem czy też nożem w brzuchu. I jego typowa gadka: nie jestem ze szkła, do wesela się zagoi. Siadał i jakby nigdy nic dalej zachowywał się jak duży dzieciak. To tyle o Maćku, wracamy do dalszej historii) Gdy tak czekałam, coś dziwnego zaczęło się dziać. Momentami wskakiwał mi jakiś inny obraz, jakbym zanikała i pojawiała się na moment gdzie indziej. Klik. Jestem w swoim łóżku. Otwieram oczy. Jest już bardzo ciemno. Dostrzegam mamę w pokoju. To przez nią wróciłam bo mnie budziła. Oznajmia mi, że jest już 1 w nocy. Kurcze spałam tyle godzin?! Ile to minęło? Lol 8 godzin! Szybko łapę za komórkę bo pewnie mój chłopak się martwi czemu przez tyle czasu się nie odezwałam. Chyba z 10 smsów na telefonie i każdy od niego. No ładnie ! Wtedy budzę się naprawdę. Mała dezorientacja, ale szybko zbieram myśli. Jest jasno, na zegarku 18:30.
Przebudziłam się w nocy gdyż z nienacka złapały mnie silne wibracje. Gdy się całkiem ocknęłam, poczułam, że coś mi chodzi po kołdrze. Ogarnął mnie strach, ale po chwili nad nim zapanowałam. Przestałam zwracać uwagę na to "coś" i skupiłam się na wibracjach. Szybko jednak minęły a ja nie mogłam wyjść więc postanowiłam iść dalej spać. Przykryłam się kołdrą a tu coś mnie pac po twarzy. Za moment znowu pac po twarzy. Otwieram oczy i widzę kota, który mnie po policzku łapą zaczepia. Nagle kot zmienił się w starszą kobietę, około 65 lat. Zorientowałam się, że jestem w obszarze przycielesnym. Ja sobie leżałam a ona przypatrywała mi się z uśmiechem. Powiedziałam, że skądś ją kojarzę, a ona na to: nie wiesz skąd? Nie miałam zielonego pojęcia. Poprosiłam by mi powiedziała skąd ją znam. No i mi powiedziała, ale myślicie że pamiętam? Za cholerę! Zaczęła mówić, że chciała mi coś wszczepić, ale okazuje się, że mam za małą szczękę. Myślę sobie, no trudno. Wtedy kobieta zniknęła. Wstałam z łóżka i zastanawiałam się co dalej robić i tu mi się film urwał.
Nie mogłam zasnąć w nocy. Prawdopodobnie spowodowane to było popołudniową drzemką. W pewnym momencie, podczas próby zaśnięcia, złapały mnie silne wibracje na całym ciele. Po chwili przeniosły się one tylko w okolice głowy. Były tak intensywne, aż myślałam, że mi zaraz głowe rozsadzi. W chwili pojawienia się wibracji, odczułam duży strach. Nie wiem czym on był spowodowany. Zaczęłam wzywać mojego opiekuna by się przy mnie pojawił i mnie chronił. Wyczuwałam, że zaraz wyjdę z ciała więc poprosiłam go także by poprowadził moje wyjście i mnie czegoś nauczył, czegoś co mnie rozwinie duchowo. Niestety nie pojawił się. Starałam się zapanować nad lękiem. W końcu się odprężyłam i lęk ustąpił.Próbowałam wstać z łóżka, ale byłam mocno połączona z ciałem. Na ułamek sekundy straciłam świadomość, a gdy ją odzyskałam i otworzyłam oczy to stałam już na podłodze w pokoju. Pojawiła sie obok mnie jakaś postać. Wywoływała we mnie niepokój i wręcz odpychało mnie od niej. Nie pamiętam twarzy, tylko że średni wzrost, płeć męska. Ale nie była groźna. Zaczęła się do mnie zalecać. Przegoniłam ją. Chciała pokazać, że jest bystra i zmieniła wygląd w mojego chłopaka znowu się do mnie zalecając. Wyśmiałam ją i powiedziałam, że dobrze wiem kim jest i wcale nie jest tym za kogo się podaje. Przestała się zalecać, ale próbowała przekonać mnie, że to jest real, a ona naprawdę jest moim chłopakiem. Nie nabrałam się. Olałam ją i poszłam do kuchni. Niestety polazła za mną. Miałam wrażenie, że to jakaś łajza, której brakowało czyjejś obecności i akurat dostrzegła mnie na swojej drodze jako osobę, z którą może się powygłupiać. Cały czas wmawiała mi, że jestem w świecie rzeczywistym. Chyba po to bym nie chciała wrócić do ciała bo by została sama. Zobaczyłam, że woda w czajniku wrze mimo, że nie jest gaz włączony. Ta łajza to robiła. Chciała bym się przestraszyła, sprawiało jej to radochę. Potem z palników kuchennych wypływała woda. Łajza spoglądała raz na palniki raz na mnie i się cieszyła tym co zrobiła. W sumiew czułam się z nią nieswojo, ale nie dałam po sobie poznać. Powiedziałam, że fajne sztuczki, ale nie robią na mnie żadnego wrażenia, a wręcz jest to męczące. Czułam, że ona się ode mnie nie odczepi, dlatego postanowiłam jednak wrócić do ciała. Skupiłam się i szybko mnie cofnęło. Jeszcze zrobiłam test czy mogę poruszać cialem fizycznym. Poruszyłam palcami u nóg. Wszystko było ok i odetchnęłam z ulgą.
Pojawiłam się na długim korytarzu. Po jednej stronie znajdowały się drzwi. Postanowiłam tam wejść. Niesamowity widok: duża sala wystrojona w szamańskim stylu. Na ścianach drewnanie maski, jakieś słomiane maty z błyskotkami, gałęzie na których siedziały wypchane zwierzęta, dziwne ale przepiękne figurki stojące na podłodze. Pośrodku sali znajdowało się pełno ławek i krzesełek, jakby odbywały się na niej jakieś wykłady. Zorientowałam się, że faktycznie tak jest. Zaczęli się schodzić ludzie w różnym wieku. Zajęli swoje miejsca. Chyba była poprostu przerwa i znów miało coś się zacząć. Znalazłam miejsce z tyłu obok kogoś i czekałam co się wydarzy. Wszedł wykładowca i rozłożył na swoim biurku książki. Powiedział, że będziemy za chwilę omawiać temat jogi i wgłębiać się w sprawy duchowości. Pomyślałam "no ciekawie się zaczyna dziać". Stwierdziłam, że muszę zorientować się co robili wcześniej i wzięłam zeszyt tej osoby, która siedziała obok. Zaczęłam wszystko spisywać. Byłam zaskoczona, jakie ważne tematy poruszyli. Niestety nic z tego nie pamiętam. Nie spisałam wszystkiego bo zaczął się wykład. Profesor czy jak go tam nazwać, narysował na tablicy schemat przedstawiający etapy napływania w nas agresji. Potem długo mówił. Powiem, jak to zrozumiałam. W sumie inaczej się jego słów nie dało rozumieć. Zajmując się rozwojem duchowym, robimy wszystko by znaleźć się na wyższym poziomie wibracji. Każda pozytywna emocja nas do tego zbliża. Jeżeli ulegniemy emocjom między innymi takim jak złość, agresja a przede wszystkim agresja tym samym wywołujemy u siebie niskie wibracje. Sądzimy, że złość i agresja po chwili przechodzi. To prawda, jednak ona niewidzialnie odbija na nas swój ślad. Niweluje to co już osiągnęliśmy. Przykład był podany na poziomie rozumowania parolatka. Oto on: Wzbudzamy w sobie jakąś wyższą wibrację, powiedzmy -radość. Dajmy, że to jest 1 punkt prowadzący do rozwoju duchowego. Wzbudzamy w sobie kolejną wyższą wibrację, powiedzmy miłość. Dajmy, że to jest kolejny 1 punkt prowadzący do rozwoju duchowego. A teraz zakrada się w nasze serca złość. Dajmy, że to jest 1 punkt wzbudzający w nas niskie wibracje. Ze złością idzie w parze agresja. Dajmy, że to jest kolejny 1 punkt wzbudzający w nas niskie wibracje. Jakie jest podsumowanie? po jednej stronie 2 punkty po drugiej stronie 2 punkty Żadne z nich nie znikają, nawet gdy już nie odczuwamy emocji, które w nas były. 2-2=0 Tyle właśnie osiągnęliśmy. Od razu sobie pomyślalam, że przecież nie da się żyć nie odczuwając negatywnych emocji. Że to bez sensu. Profesor dalej kontynuował. Podał na to sposób: OCZYSZCZENIE Wyobrażamy sobie kulę światła, która ogarnia całe nasze ciało. Tworzy złocistą aurę wokół naszego ciała. Ta złocista aura jest chroniącą nas powłoką, przez którą żadne negatywne wibracje nie mogą się do nas przedostać, nie zostawią na nas żadnego śladu.Ta złocista aura także wyciąga każdą drobinę złych wibracji, które już się w nas zgromadziły i wyrzuca je na zewnątrz naszego ciała poza aurę, która teraz nas chroni. Ta złocista aura w tym samym czasie co nas oczyszcza, robi coś jeszcze. Przyciąga do nas pozytywne wibracje, które krążyły gdzieś po przestrzeni. Twórzcie tą aurę za każdym razem gdy odczuwacie taką potrzebę. Tyle wyniosłam z tego snu. aha tak tylko na marginesie dodam, że wszystko zapisywałam jakimś dziwacznym długopisem bo zamiast tuszu była w nim woda. Pisałam w zeszycie wodą ;) |
|