warmine Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

13 Stron V  « < 3 4 5 6 7 > » 
entry 28.04.2009 - 17:04
uzupełnienie notatnika - 23.04.2009

Przebudziłam się bo coś chodziło po mnie na kołdrze. Lekko się bałam, ale nie zamierzałam nic z tym robić bo chciało mi się spać. Nakryłam się kołdrą po czubek głowy i dałej próbowałam zasnąć. Niestety nieproszony gość nie odpuszczał i podszedł mi do twarzy. Zauważyłam tylko mały cień, nie dało się tego rozpoznać. Widząc, że nie da mi spokoju, wyciągnęlam rękę spod kołdry i go złapałam. Miał futerko, miękki w dotyku, mały. Stwierdziłam, że jeśli już odbieram niefizyczność i mogę ją nawet pochwycić to spróbuję wyjść i zobaczę co to takiego. Oddzielenie było trudne, bardzo duży opór odczuwałam, ale w końcu stanęłam na podłodze. Poszłam do kuchni, trzymając mocno stworka i wcisnęlam włącznik światła. żarówka nie zapaliła się. Usiadłam na krześle, skupiłam się i zapaliłam ją siłą woli. Zobaczyłam, że w ręku trzymam małego królika. Wyglądał słodko, ale co z nim zrobić? Na zwierzę mocy sie nie nadaje. Chciałam go połknąć jak to już kiedyś robiłam biorąc przykład z setha. Wsadziłam go do połowy do buzi i mało się nie udławiłam jego futrem. Nie dało się go połknąć więc go puściłam. Królik nie uciekł tylko trzymał się blisko mnie, a potem wskoczył mi na kolana i sobie leżał.
W kuchni zaczęło dziać się coś dziwnego. Woda na kuchence gazowej zaczęła wrzeć mimo iż palnik był zgaszony i urządzenia elektryczne same się włączały. Stwierdziłam, że trzeba się stąd ewakuować. Zawołałam przewodnika. W mgnieniu oka po drugiej stronie stołu ktoś się pojawił. Trochę się zdziwiłam bo był w postaci mojej mamy. Aby wykluczyć możliwość spotkania atrapy od razu wprost zapytałam czy jest moim przewodnikiem. Odpowiedź była potwierdzająca. Powiedziałam, że chcę się dostać do dolnego świata i odszukać wilka, niech mi pomoże. Jednak przewodnik nie chciał mnie nigdzie zabrać a wręcz uniemożliwiał mi dotarcie tam na własną rękę. Przeniósł mnie na podwórko. Siedzieliśmy na ławkach, świeciło słońce i było ciepło. Znów zjawił się królik i usilnie próbował wdrapać mi się na kolana. W końcu mu pozwoliłam i się położył a ja go głaskałam. Siedziałam w ciszy zawiedziona po czym zapytałam przewodnika:
- po co tu jesteś? jakie masz zadanie?
- dla towarzystwa, żeby było ci raźniej i do zabawy
Jeszcze bardziej się zawiodłam bo miałam konkretne zadanie do wykonania i nie miałam ochoty na zabawę. Wpadłam na myśl by sprawdzić jak długo uda mi się być poza nic nie robiąc tylko bezczynnie siedząc. Siedziałam chyba z 15 min rozglądając się po ogródku. Przewodnik siedział również milcząc. Nudziło mi się juz. Niebo się lekko zachmurzyło. Postanowiłam, że pobawię się chmurami. Dmuchałam w ich stronę mocno by odsłoniły słońce. Dobrze mi to szło. Potem pomyślałam, że wywołam burzę. Trudne to było i wymagało dużego skupienia, ale jakąś tam małą burzę udało mi się rozpętać.W międzyczasie zauważyłam, że królik zmienił się w innego zwierzaka, mianowicie w kota. Później zaczęło sie robić szaro, jakby zbliżała się noc. Krzyknęłam jasność, ale nic to nie dało. Podeszłam do okna i chciałam przez nie przełożyć rękę. Nic z tego nie wyszło. Zaczęłam powoli wątpić czy wyszłam naprawdę. Może to jest real i tam naprawdę siedzi mama i się ze mnie nabija, że ja takie głupoty do niej gadałam. Wtedy mnie cofnęło. Byłam w poza jakieś pół godziny.
Próbowałam znów zasnąc i sytuacja się powtórzyła. Coś chodziło mi po kołdrze. Tym razem od razu się odchyliłam i to złapałam. Podobne było do małej małpki i wydawało zbliżone odgłosy. Stwierdziłam, że już nie wychodzę bo dziwne jazdy się już dzieją i próbowałam się jak najmocniej rozbudzić.


entry 26.03.2009 - 20:21
Położyłam się jeszcze rano do łóżka bo chciało mi się spać. Po około 40 min wysuwała mi się na lewy bok głowa. Szybko napłynęła świadomość i próbowałam wyjść całkiem. Ciężko mi szło z nogami, musiałam ściągnąć z nich kołdrę. Ciekawe było to, że niefizycznym ciałem czułam pod sobą ciało fizyczne. Stanęłam koło łóżka, nie mogłam otworzyć oczu więc by się dostroić, pocierałam o jego kant. Byłam niby w swoim domu, ale wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zawołałam MTJ by pomógł mi dostać się do dolnego świata i zaprowadził mnie do zwierzęcia mocy. Niestety bezskutecznie. Chciałam otworzyć drzwi, aby wyjść na ulicę jednak pomyślałam sobie żeby przez nie przeniknąć. Zaryłam nosem :/ Uchyliłam je normalnie i znalazłam się na zewnątrz. Słoneczny dzień, pora roku- wczesna wiosna, okolica nieznana. Rozglądałam się dookoła by znaleźć jakąś dziurę w ziemi, w którą mogłabym wskoczyć. Zobaczyłam jakiś zarośnięty rów a w nim kanał. Pomyślałam, że może tam. Jednak po chwili zastanowienia stwierdziłam, że musi to być coś prowadzącego w dół. Szłam po chodniku i zauważyłam w nim dziurę. Była bardzo mała. Człowiek by się w nią nie zmieścił. Postanowiłam spróbować, najwyżej utknę. Wskoczyłam w nią nogami. Spadałam ciemnym wąskim tunelem kształtu prostokątnego. Trwało to bardzo długo. Znów wołałam MTJ aby mnie pokierował. Znalazłam się w czarnym pomieszczeniu. Siedziałam na czymś a przed moimi oczami był duży monitor. Pokazywały się na nim jakieś obrazy, które się zmieniały, potem dużo napisanych informacji i jakieś zagadki, które musiałam rozwiązać. Próbowałam to wszystko jakoś zwolnić bo nie nadążałam tego oglądać, ale się nie dało. Czułam, że moja głowa aż wrze od takiej ilości przekazu. Stwierdziłam, że to jest za skomplikowane dla mnie i nie zapamiętam z tego niczego. Jedyna informacja jaką stamtąd wyniosłam to dwa słowa: wierzenia Dada. Postanowiłam odszukać zwierzę mocy. W chwili, kiedy o tym pomyślałam moje ciało zrobiło się zmęczone i jakby samoistnie zmieniało pozycję w leżącą. Po momencie otworzyłam oczy i byłam już gdzie indziej, jakaś jaskinia. Nadal leżałam a koło mnie stał już mi znany z kilku oobe, ld i snów wilk. Był bardzo duży, miał grubą szarą sierść. Ucieszył się na mój widok. Wstałam i zobaczyłam również wilczycę i młode wilczki, które też już raz mi się śniły. Wyrosły trochę. Biegały koło mnie radośnie. Rozmawiałam z wilkami telepatycznie. Pozdrawiały mnie, witały w swoim domu, traktowały jak gościa. Wilczyca po pewnym czasie zmieniła swój kształt na ludzki, młode wilczki też. Mieli ciemnawą skórę. Od jednego ucha do drugiego, poprzez oczy i nos przebiegała im czarna namalowana linia. Wyglądała jak opaska. Nie wiem czy tak można, ale postanowiłam, że ściągnę do reala dwa wilki. Te dorosłe. I że będę miała dwa zwierzaki mocy. Nie było sensu robić tego na siłę bo przecież przyjaźnie do mnie były nastawione. Powiedziałam im, że muszę z nimi porozmawiać. Wilczyca była czymś zajęta więc chwilę musiałam poczekać i wtedy nastąpiła cofka.

entry 03.03.2009 - 12:05
Wyjście nastąpiło samo. Spałam i zaczęły mi się nogi na podłogę opuszczać. Później plecy się zsuwały. Nawet mnie to nie rozbudziło, a zawsze gdy coś się zaczyna dziać to od razu napływ wielkiej świadomości. Dużo z wyjścia nie pamiętam choć było długie. Stałam na podwórku i zobaczyłam moją siostrę. Wydawała się strasznie realna. Nie wiedziałyśmy się długi czas. Uściskałyśmy się. Powiedziałam jej: Kaśka to niesamowite! Spotkałyśmy się w astralu! Czy Ty zdajesz sobie z tego sprawę? Chyba raczej nie zdawała, albo myślała, że to sen. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Rozejrzałam się dookoła. Ogród wyglądał inaczej niż w rzeczywistości. Jakieś dziwne ozdoby betonowe w nim były i rosło wysokie drzewo.
- siostra możesz latać wiesz? – zagadałam do niej. Uznała to za niedorzeczne. Złapałam ją w pasie i uniosłyśmy się do góry. Natychmiast zaczęła mówić bym ją postawiła na ziemię. Trochę ją to zszokowało.
- mogę Cię tego nauczyć – z uśmiechem jej oznajmiłam
Zaciekawiona patrzyła jak mam zamiar to zrobić. Weszła na betonową ozdobę. Powiedziałam by pomyślała, że jest lekka i ziemia ją nie przyciągnie. Skoczyła, ale normalnie opadła na ziemię. Jednym ruchem znalazłam się na drzewie i z niego skoczyłam. Zawołałam do niej : popatrz! Powoli zlatywałam na ziemię, kontrolując każdy ruch. Spodobało się jej to. Dalej coś się jeszcze działo, ale nie pamiętam.
Jesteśmy u mnie w domu. Mama z siostrą kręcą się po kuchni i coś tam sprzątają. Zaczynam wątpić, że jestem nadal poza. Podchodzę do ściany z zamiarem zrobienia testu rzeczywistości. Wyciągam rękę i próbuję ją przeniknąć. Pierwsza próba nie wyszła. Druga też nie. Za trzecim skupiam się mocniej na odczuciach. Nie przenikam ściany, ale pod naciskiem ugina się jakby była z gumy. Czyli jestem dalej w poza. Uniosłam się jeszcze lekko, około metr nad podłogą i w pozycji poziomej wleciałam do kuchni. Odezwałam się do mamy i siostry by przestały wreszcie sprzątać bo wiecznie poza ciałem nie będą a chcą przecież nauczyć się latać. Dalej też się jeszcze coś działo, ale już straciłam całkiem świadomość.

entry 28.02.2009 - 22:44
Zrobiłam sobie drzemkę po południu. Przebudziłam się i złapały mnie bardzo silne wibracje. Jeszcze nigdy w życiu takich mocnych nie miałam, aż bolały. Najmocniej w głowie je czułam. Myślałam, że mi ją zaraz rozerwie. Przez sekundę się zaniepokoiłam ich intensywnością. Nagły przebłysk - może wyjdę. Od razu zaczęły mi się same nogi unosić. Chciałam je opuścić na podłogę, ale coś dziwnego się działo. Nie mogłam bo przekręcały się w drugą stronę, do okna, jakby je jakiś magnes przyciągał. Jeszcze chwilę tak się siłowałam by jednak stanąć w pokoju, ale nic. W końcu stwierdziłam, że to nie ma sensu. Poddałam się by zobaczyć gdzie mnie tak przyciąga i wtedy bardzo szybko wyciągnęło mnie przez okno i potem w powietrze. Leciałam nogami do przodu szybko jak torpeda. Wyleciałam z Ziemi i znalazłam się w kosmosie. Po paru sekundach widziałam planetę podobną do naszej. Jak wlatywałam w jej atmosferę to czułam opór. Można to uczucie porównać ze skokiem z dużej wysokości do wody. Byłam jakby duchem bo przeleciałam z taką samą dużą prędkością przez wnętrze tej planety i znów byłam w kosmosie. To samo tak przez chyba trzy podobne planety. Nie wiem co za siła mnie ciągnęła. Potem zobaczyłam wielką stację kosmiczną UFO. Też przez nią przeniknęłam. Pamiętam, że widziałam białe pomieszczenia z jakimiś urządzeniami, ale nie potrafię ich opisać bo zbyt szybko przez nie przelatywałam i nie dało się nawet zatrzymać na nich wzroku. Potem mnie cofnęło.

Wyszłam po raz drugi. Już normalnie. Stanęłam w pokoju i zaczęłam wołać MTJta. Zamiast niego pojawił się jakiś niewidzialny ‘przeszkadzacz’. Złapał mnie chyba za stopy i zaczął wymachiwać dookoła. Byłam wkurzona i się mu w końcu wyrwałam. Przepędziłam go i zrobiłam sobie szybko tarczę ochronną. Chciałam wyjść na ulicę. Zastanawiałam się czy spróbować z rozpędu wyskoczyć przez okno czy spokojnie przez nie przeniknąć mimo moich trudności z tym. Wybrałam drugą opcję. Co mnie zaskoczyło, nie miałam z tym problemu. Padał deszcz, było ponuro i ciemno. Zawołałam: „jasność”, ale nic to nie zmieniło. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że jest dzień. Też nic. Nawet lampy na ulicy były powyłączane. Uniosłam się lekko w powietrze i zrobiłam sobie fikołka. Potem zaczęłam iść w stronę miasta. I tu już mi się trochę zaczęło wszystko mieszać bo wsiadłam na dużego królika z rogami jak jeleń (?). Chciałam się szybciej tam dostać. Dalej nic nie pamiętam.

entry 16.02.2009 - 23:54
Już jakiś czas staram się nawiązać kontakt z Mtj. Przed snem prosiłam by ujawnił mi się w końcu, że chcę poznać jego imię, poczuć bliskość, pomoc.
Obudziłam się i czułam za plecami czyjąś obecność. Otworzyłam oczy, ale nic nie widziałam koło siebie. Potem ktoś położył dłoń na moim lewym ramieniu. Pomyślałam, że to pewnie jakiś ‘przeszkadzacz’. Olałam to jak zwykle i wykorzystując moment, że mam świadomość już astralną, do tego bardzo dobrą chciałam wyjść. I tak się kręciłam w ciele, ale nie mogłam wyjść. Ta postać nadal za mną była. Wtedy poczułam mocniej jej wibracje. Były pozytywne.
Powiedziałam w myślach: pomóż mi, popchnij, ale nie zrobiła tego. Rozesłała tylko jeszcze mocniejszą energię. Wtedy zakumałam i z radością zapytałam: Ty jesteś Mtj? W myślach usłyszałam: TAK. Próbowałam szybko się wydostać i się udało. Stanęłam w pokoju i go zobaczyłam. Trochę wyższy ode mnie, mizerny na ciele młody chłopak, bardzo spokojny i trochę nieśmiały. Wiek raczej niecałe 20 lat. (Trochę zdziwił mnie tak młody wiek). Od niego biła niesamowita aura miłości. Czułam jakbym odnalazła najważniejszą i najbardziej brakującą część mnie.
Przytuliliśmy się do siebie i ta miłość przez nas przepływała. Trudno wyrazić jej intensywność. To jakby sama esencja szczęścia i miłości. Przeszliśmy się parę kroków po mieszkaniu. Nie mogliśmy się na siebie napatrzeć. Ciągle się uśmiechał. W pokoju pojawiła się moja siostra. Usiadła na fotelu koło kaloryfera. Umysł zaczął płatać figle więc zapytałam Mtj czy to moja siostra czy atrapa. Bez wahania odpowiedział, że atrapa. Wtedy siostra podniosła się zła i szybko szła w naszym kierunku jakby chciała się zemścić. Mtj uniósł mnie w powietrze by nie zawracać sobie nią głowy i znaleźliśmy się w jakiejś dużej sali. Czytaliśmy sobie w myślach. Cały czas mi chodziło po głowie by dowiedzieć się jak ma na imię, ale nie zdradził mi tego. Czułam przy nim wielki spokój i radość. Znów się objęliśmy. Zaczęłam mu mówić, że chcę go czuć przy sobie podczas wyjść i w życiu, że chcę wiedzieć, że mu na mnie zależy, niech mi pomaga bo potrzebuje tego i uczy. Na wszystko potakiwał z uśmiechem. Ciągle mu wysyłałam sygnały, żeby podał mi swoje imię jednak nadal to ignorował. Jakby dawał mi znać, że jeszcze będzie na to czas.
Przeniósł mnie do firmy gdzie pracuję. Poskupiał się nad czymś i powiedział, że z paroma rzeczami w pracy narazie będzie mi łatwiej i mnie cofnęło.
Znalazłam się w łóżku. Znów poczułam, że jest za moimi plecami. Ponownie wyszłam. Staliśmy w pokoju. Było jasno. Zapytałam: skąd pochodzisz? Jego odpowiedź była trochę dziwna i ogólna. Nie pamiętam dokładnie jego słów. Powiedział, że zrzucają ich do ludzi, którzy wiedzą, że istnieją i ich wzywają. Zsyłają ich wtedy z góry do komórek i piwnic i oni tam czekają na znak. Tak się dziwiłam, do jakich komórek i piwnic? I zrozumiałam, że chodziło mu o to że, z tego wysokiego poziomu gdzie byli dotychczas przenoszeni są na niższą warstwę. Warstwę nad nami jeszcze, gdzie mają dostęp do naszej rzeczywistości. Tam pewnie mają jakieś siedziby tak jak widziałam u NP. I w porównaniu do tego co mieli na wyższych poziomach to to jest gorsze. Potem na chwilę się tam znalazłam. W tym chyba jego ‘mieszkaniu’. To było wielkie jasne pomieszczenie. Nie widziałam gdzie się kończy. Wpływało do niego mocne światło. Nie widziałam również podłogi bo była na niej woda a ja poruszałam się płynąc na krze. Za dużo emocji we mnie było i stwierdziłam że już muszę wracać bo eksploduję i szybko podzielić się tym szczęściem z moim chłopakiem. No i wróciłam. Potem przez cały dzień rozpierała mnie energia i radość.

13 Stron V  « < 3 4 5 6 7 > »   
Mój obraz