|
|
18 styczeń 2008 - wpisuję dziś daty z poprzednich dni ale kolejne będę starał się dodawać na bieżąco. Dziś postanowiłem spróbować dwóch technik. Tej, której używam codziennie, tj. utrzymywania świadomego umysłu podczas zasypiania plus technikę 4+1. Pozycja standardowa, plecy. Przed rozpoczęciem ćwiczeń rozluźniłem mięśnie i rozmasowałem kark (dla pewności). Chwila na wyciszenie myśli i zaczynam odliczanie od 100 do 0. O dziwo idzie mi to łatwiej niż poprzednimi razami. Powolny, głęboki wdech - 100. Powolny wydech i stuknięcie palcem. Wdech, stukam palcem, 99. Wydech. Stukam palcem w kołdrę. I tak w koło aż do 0. Dochodzę do końca (niezła ulga kiedy liczby przestają być dwu-cyfrowe). Czuję się rozluźniony, odprężony. Krótka afirmacja. Będę miał OOBE. Wyciszanie myśli. Ciało robi się ciężkie. Kręci się w głowie. Jakbym był na płynącym statku. Po chwili lekkie "trząśnięcia" ciałem. Znam to z dawniejszych prób. Wiem na jakim jestem "poziomie". Już nie daleko? Może poproszę NP o pomoc? Czemu nie. POMOCY! Krzyczę w myślach. Pomóżcie mi! Wiem, że mi się uda. Wykrzykuję kilkukrotnie. Pomóżcie mi opuścić ciało, wyjść z niego, doświadczyć OOBE, powtarzam. Nie wiem czemu ale na myśl przychodzi mi pewna osoba na, której blogu ostatnio zawitałem. Nobleheart. Czemu nie? Na pewno nie zaszkodzi. Noble! Pomóż! Może śpi? Nawet wtedy może pomóc nie wiedząc o tym. A co jeśli wyszedł z ciała i mnie usłyszy? Może pomoże, choć się nie znamy. Noble! Noble, pomóż! O dziwo... pomaga. Pora na schody. Wizualizuję sobie schody, wokół ciemność. Staram się (choć przychodzi mi to z wielkim trudem) wyobrazić sobie mnie na nich. Nie tak jak to zawsze robiłem z perspektywy trzeciej osoby. Staram się na nich "stać". Pierwszy stopień. Schodzę w dół i wypowiadam słowa "Jestem w coraz głębszym transie". Kolejny stopień, "Mój trans staje się coraz głębszy" i tak w kółko. Dzieje się rzecz dziwna. Ciało staje się cięższe. Przychodzą wibracje? Ciężko mi powiedzieć gdyż nigdy ich nie doświadczyłem ale myślę, że to jest, to. Coś jakby drgawki. Drga ręka. Po chwili "szarpie" drugą. "Szarpie" nie jest tutaj dobrym określeniem gdyż były to delikatne "wstrząsy" (znów nieodpowiednie słowo). Schodzę coraz niżej schodami i w koło powtarzam te same słowa. "Jestem w coraz głębszym transie". Następuje rzecz dziwna, o której nigdy nie słyszałem ani nie czytałem. Oddycham coraz wolniej i głębiej. Serce zaczyna bić szybciej. Niepokój. Schodzę niżej, wypowiadam po raz kolejny afirmację, a serce bije coraz szybciej. Co raz szybciej! Szybciej! Niepokoję się ale kontynuuję. Dziwne, bardzo dziwne. Czuję jak serce wali ale to tak jakby nie ono. Nie bije tak jak podczas biegu, wysiłku itp. Bije szybko ale bez wysiłku. To nowe odczucie zaintrygowało mnie, zobaczę czy będzie się powtarzać. Hm, zaczynam jakby odczuwać niefizyczne ciało. Dziwne uczucie. Jakby oblepiało cię ciasto, nie, nie to złe określenie. Jakbyś był opuchnięty. Jakby twoje ręce zwiększyły swą objętość. Spotkałem się już z tym podczas wcześniejszych prób (kilka miesięcy wcześniej) ale nie w takim nasileniu. Tym razem jest inaczej. Prawa dłoń... jej wewnętrzna strona jest obrócona do góry, tymczasem "fizyczna" dłoń spoczywa na kołdrze wnętrzem do dołu. Ogólnie całe ciało ciężkie, a zarazem odczuwam ciało astralne. Jakby wyszło na wierzch. Wiem, że jestem blisko. Serce bije coraz szybciej. Próbuję podnieść astralną rękę. Robię to powoli i delikatnie, by czasem nie wprawić w ruch "prawdziwej" ręki. Powoli, powoli. :( To nie to, porusza się fizyczna ręka. Podniosłem ją lekko. Zażenowany, zdecydowanie podnoszę się w górę. Siadam na łóżku. Dziwne uczucie. Pewnie zbyt gwałtownie wyrwałem się z transu. Lekkie mdłości, zawroty w głowie. Niepokój i ogólnie gorsze samopoczucie. Nic, byłem blisko i jestem dumny. Wiem, że nie wyjdę od razu i, że każdy krok zbliża mnie ku celowi. Uznaję za sukces stan do, którego się doprowadziłem i obiecuję sobie, że następnym razem zajdę krok dalej. Czuję głód więc wstaję, wypijam szklankę zimnej wody. Robię sobie bułkę z pomidorem i sałatą (coś lekkiego :P choć nie można tego powiedzieć o bułce) i siadam przed TV konsumując "posiłek". Kładę się spać z myślą, że jeszcze tej nocy przede mną 4+1. Idę spać. Budzę się i rozglądam po pokoju. Jest ciemno. Budzika nie słychać. Hm, musi być jeszcze przed godziną o, której miałem się obudzić. To dobrze, że obudziłem się samoistnie. Pibip, pibip. Odzywa się przeklęte urządzenie. :D Wstaję wyłączam go, siadam przed kompa. Czytam i popijam wodę. Po ok. 45 minutach czując się rozbudzony kładę się do łóżka w pozycji odwrotnej niż kiedy kładę się do snu. Zamykam oczy. Jestem strażnikiem banku. Czuwam. Nie chce mi się odliczać. Ciało usypia ale ja nie mam chęci do ćwiczeń. Wiem, że ta technika pomoże mi "wejść" w trans gdyż powoli zaczynam w niego zapadać. Przerywam jednak i idę spać. Liczyłem na samoistne OOBE ale nic takiego nie miało miejsca. A może nie pamiętam? Cóż trudno ale jedno jest pewne. Jestem coraz bliżej. Krok za krokiem zbliżam się do wolności.
|