Dawidx's Notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 26.01.2008 - 22:55
Przejdę do samego opisu snu.

Wiem, że to OOBE. Jestem już "poza". Nie zwracam uwagi na to jak się tu dostałem. Żyję chwilą obecną, bez przemyśleń. Jadę samochodem, jest czerwony. Niestety nie mogę określić marki. Co dziwne kierowca (kobieta) siedzi za kierownicą jak na prowadzącego pojazd przystało, ja natomiast... no właśnie. Siedzę "niby" na dachu, tego jednak jakby nie było. Jestem tak jakby "w" dachu. Patrzę na auto z góry, będąc jednocześnie wewnątrz. Kilka zamienionych z kierowcą zdań, których nie ma sensu przytaczać. Dodam tylko, że dotyczyły one uprawy roślin na działce, a dokładniej kukurydzy. Dojeżdżamy na miejsce szybciej niż powinniśmy ze względu "przyśpieszenie" pojazdu, które zainicjowałem zwykłą chęcią. Chwilę później stoję przed otwartą furtką. Kukurydza? Podśmiewam się w duchu. Na poletku 3x3 metry rośnie (w idealnych odstępach od siebie) żółta koniczynka. Jedna "kratka", jeden kwiatuszek. Jak pedantycznie. Podśmiewam się w duchu ale nie chcąc zranić uczuć ciotki (to ona była kierowcą) nie komentuję jej "kukurydzy". Pokazuje mi jakiś przyrząd mający służyć uprawie ale rezygnuję ze skorzystania z niego. Jak on wyglądał? Nie mam pojęcia. Do czego służył? Także nie mam pojęcia. Z początku myślałem, że do podlewania gdyż "zawierały" się w nim jakieś "wężyki" i rurki ale nie służył do celu przeze mnie przedstawionego. Tak więc olewam tą "nibypodlewajkę" i spoglądam na właścicielkę działki. Siedzi na krześle z "tępym" wzrokiem. Ahaa.. Więc to "atrapa", przychodzi mi na myśl. Po zauważeniu tego faktu jestem pewien, że jestem "poza" i zaczynam rozglądać się za czymś ciekawszym.
Spojrzenie w prawo... jest! Starsza para. Olbrzymy, jakieś 10 metrów wysokości każdy. Spacerują po otaczających mnie polach. Hm, raczej chodzą niż spacerują. Wyglądają jakby czegoś szukali. Wyraźnie gestykulują i rozmawiają szukając czegoś na ziemi. Chwilę się przyglądam i spostrzegam, że to mój dziadek i babcia. Hm, skoro mnie (a może ja ich?) odwiedzili to podejdę. Myśl -> reakcja. Jestem obok. Dziwne. Nie ma rozmiarów, nie ma ciała. Jesteśmy "czymś" co ze sobą rozmawia. Jakby "osobami" bez ciała. Chwila rozmowy, pada tekst.
- Musisz wracać, przyszliśmy po Ciebie! Musisz to zrobić teraz! Natychmiast! Inaczej nie wrócisz już nigdy!
Strach, napięcie, panika. Przysłaniają rozsądek. Wracam! Chwila... jak?! Próbuję szarpać ciałem! Nic! Nie mam ciała! Nie czuję z nim kontaktu! Z tym fizycznym oczywiście! Co jest K***A! Myśl! Przed oczami przelatują mi sterty kartek! Mam, pamiętam, czytałem o tym. Wystarczy, że wyrażę chęć powrotu. Do dzieła.
- Wracam! Chcę wrócić! Koniec! Do ciała!
Nic, nic, nic! Panika wzrasta!
- Leć w górę - odzywają się.
- Tak zrobię!
Podskakuję! Tak! Udało się! Lecę szybko w górę! Dupa! Co jest! Zawisłem w powietrzu w połowie drogi! Jestem jak piłka w kosmosie.
- Skup się, skup! - Powtarzam sobie.
Zamykam oczy, jestem skoncentrowany. Powoli zaczynam odzyskiwać pion (wcześniej kręciłem się wokół własnego "centralnego" punktu wokoło, bezwładnie, jak astronauci w kosmosie). Ale to za mało! Nigdy nie wrócę! I co teraz będzie?! :(
- Robert Allan Monroe! O tak dzięki Ci stary!
Na myśl przychodzi mi jedna z książek, w których opisywał metodę "podróżowania w tamtym świecie". Tak zrobię, muszę wrócić. Składam ręce pionowo nad głową. Przykucam. Odbijam się z całych sił myśląc o "domu". Tak! Działa! Wystrzeliwuję jak rakieta w górę, ku niebu, nie zdążając nawet o niczym pomyśleć. Jestem... u cioci na imieninach! Powoli orientuję się w sytuacji. Rozglądam... Stół, zastawiony smakołykami. Krzesła wokoło, a właściwie wzdłuż, bo jest niezwykle długi. Cała rodzina przy nim siedzi, ja również.
- O! Obudził się! - Ktoś zaczyna się śmiać.
Hm, a więc przysnąłem i miałem OOBE. Zapytam ile mnie nie było... albo nie. Pewnie i tak tylko chwilę.
Patrzę na dziadków siedzących naprzeciwko. Czy oni? Wypełnia mnie niepohamowana chęć podziękowania im. To dzięki nim wróciłem. Może oni zrobili to świadomie? Nie, pewnie ich "ciała astralne same się oddzieliły, by mi pomóc". Hm, nie. To pewnie "oni". Tak, to "niefizyczni pomocnicy" przyjęli ich formę, by mnie nie przerazić (sic! tak się bałem, że nie wrócę!) i, by wzbudzić większe zaufanie.


Eeeee.... Otwieram oczy, a tu moje mieszkanie. Ciemno, jest Po 21. Nikogo nie ma. Przespałem cały dzień na kanapie w "stołowym". ^^ Więc to "tylko" sen... trudno. Nawet się ucieszyłem, że to nie było OOBE. Nie jestem zrażony czy przestraszony tym, że nie mogłem wrócić. Zawsze jest czas na doświadczenia (o ile można "to" takowym nazwać), te dobre jak i te "złe", czy raczej mniej przyjemne. Idę coś zjeść.

Kładąc się do łóżka miałem za sobą dwie nieprzespane doby (C9H13N). Może to było powodem tak dziwnego snu? Może moje niezwykłe pragnienie OOBE? A może oba te czynniki się na to doświadczenie złożyły.

 
« Następny starszy · Dawidx's Notatnik · Następny nowszy »