|
|
17 kwietnia 2009 Przed snem, uzylem szybkiej metody osiagniecia stanu alfa. Przy odliczaniu do konca medytacji, moja mowa koncowa wygladala tak: "Gdy dolicze do 5, bede sie znajdowal w stanie pol-snu, ktory ulatwi mi osiagniecie swiadomego snu. Rano obudze sie wypoczety". Znajduje sie w swoim pokoju, mimo to drzwi w miejscu gdzie sciana, lozko zaraz obok komputera. Wydaje mi sie, ze jestem nagi. Zauwazylem, ze cos jest inne jak zawsze (chodzi tu u stan umyslu). Lezac w lozku, czuje sie inaczej niz zwykle. Znajduje sie teraz w jakims budynku i na prosto mnie jest duzo okien jak w chernobylowej misji w Cod4 (jesli ktos gral, to wie o co chodzi). Patrze w okna i na dworze zauwazam strasznie zla pogode. Ulewa, mocny wiatr. Znajduje sie znowu na lozku. Probuje wyjsc z ciala. Czuje tylko sama glowe, nie mam czucia gdzie indziej. Szuram tak jakby glowa o kawalek przescierdala i z powrotem i tak z 3 razy. Wkoncu udalo mi sie jakos to opanowac i powrocilo czucie w nogach. Mysle, co zrobic zeby wyjsc (i tu dziwna sprawa) i wymyslam, ze odbije sie nogami od sciany jak plywacy wybijaja sie na zawodach z murkow. Biore zamach, odbijam i cos mnie chwyta za noge - tak jakby chcialo przekazac, ze NIE. Tak jakby nic, wstaje z lozka w moim wiekszym pokoju niz mam i zaczynam sobie podskakiwac. Jakos tam przychodzi mi do glowy mysl, ze nie udalo mi sie wyjsc z ciala, mimo to podczas skakania jest mniejsza grawitacja. Wzbijam sie w gore i opadam powoli. Jest jakos magicznie, czuc "moc" tego stanu. Jakos zauwazam, ze do pokoju stara sie wejsc moj brat (moze jakis xray przez sciane? sygnal ? ), wiec niechcac byc przylapanym na tym dziwnym zjawisku, wbiegam wprost na lozko, okrywam sie koldra. Podszedl do mnie, mowiac cos w stylu "pogodz sie ze mna". Za zgode na jego slowa, karze mu za to zeby poszedl zrobic cos do jedzenia. Budze sie..... Od 3 dni robie testy rzeczywistosci, polegajace na tym, ze pytam sam siebie "Czy to sen?". Po tym pytaniu, patrze na swoje dlonie, lub jesli sytuacja nie pozwala, rozgladam sie na boki w myslach caly czas powtarzajac "Czy to sen?". Po tym zabiegu, odpowiadam sobie "To nie sen". Jesli to byl sen, zaliczal sie do tych wyjatkowych i realistycznych. Mial w sobie jakas magie. Czulem te magie znajdujac sie tam wszedzie.
Chce wspomniec, ze rzadko daje do bloga sny, chyba, ze sa wyjatkowe. Ten byl bardzo. Mial klimat mgly "dostepu" do drugiej osoby, a w powietrzu wisiala chemia. Cos pieknego. Zadzwonila. Mowila smutnym glosem. Ledwo ja slyszalem. Wydusila z siebie, ze mnie kocha i ze nie daje rady. Powiedziala, ze jest nad morzem. Odwrocilem sie, byla w samochodzie, obok pewnego budynku. Gadalismy dalej, ledwo ja rozumialem. Znalazlem sie na prosto samochodu. Podeszla do mnie. Byla w kremowej bluzie, dzinsowych spodniach i miala skejtowska czapeczke, a na niej zalozony kaptur. Byla taka delikatna :) Obrocila sie, tak jakby chcial pokazac swoj ubior, jak na wybiegu mody. Usmiechnalem sie. Podeszla blisko i odzwajemnila usmiech. Powiedziala, ze przyjechala dla mnie prosto z nad morza, a ze jutro jada do Cieszyna. Pytalem jej, ze nie ma prawa jazdy i jak jej dali samochod. Oznajmila mi, ze miala warunek jazdy na 2 biegu i predkosci nie przekraczajacej 50km/h. Smialem sie :) Objalem ja jedna reka i poszlismy gdzies za szkole na spacer. Znalezlismy sie juz w wyimaginowanym swiecie. Bylo tam pare jakis ludzi. Stalismy obok jakies "kryjowki", a obok niej byla kaluza z mini pirania. Plywala po glinie. Wzialem kamien i w nia trafilem. Zabilem ja. Myslalem, ze to jasczurka, ale ktos powiedzial, ze tu zostalo wrzucone ziarenko z piraniami. Przeswietlilismy kaluze, a w niej znajdowaly sie juz starsze osobniki piranii. Ktos z zachwytu powiedzial "łaaaał". Poszlismy gdzies dalej na spacer. Znowu ja objalem i ona mnie. Chodzilismy tak i cos tam chyba gadalismy. Panowala jakas chemia, ktora byla od samego poczatku gdy podeszla do mnie. Znalelizsmy sie obok kapliczki i mialem z tego jakas przyjemnosc, ze sie na nia popatrzyla. Tak jakbym chcial powiedziec, ze to jest fajne, a ona sie na to patrzy. Dziwne. Znalezlismy sie z powrotem przy kryjowce. Bylo znowu tam pare ludzi, z czego ok 2 zginelo od ataku czegos dziwnego. Pamietam jeden atak, zwyklej dloni, jak w rodzinie adamsow :) jakos ucieklismy we dwoje. Jestesmy w mojej pracy. Obraza sie na mnie. Nie mam pojecia o co jej chodzi i jest mi smutno. Omija mnie i nie chce ze mna gadac. Nie zrobilem nic zlego, a ona sie na mnie wscieka. Kraze po tym miejscu i jest mi zle. Dalej mnie omija i mowi, ze jedzie do domu. Nastroj smutnego ponuraka dominuje jeszcze wiecej. Spotykam ja, stojac troche wyzej od niej, na jakims podescie. Ona za to stoi na torowisku, a obok jest jakis chlopak, ktory nie jest wazny, oraz jakas dziewczyna, ktora wszystko podsumowuje. Gada jak najeta, mam jej dosc. Pyta mnie, czy mam obraczki. Patrze na nia jak na glupia i sobie mysle, ze przeciez ja sie nie chce zenic. Mowie, ze nie mam i dostaje opierdol. Jednak obraczki nie sa wazne. W gre wchodzi zaufanie w slowa. Jestesmy jakos znowu razem. Idziemy w ciche i bez zadnych ludzi miejsce, po czym zaczynamy sie calowac. Pocalunki sa cieple, oraz delikatne, jak dziewczyna ktora do mnie podeszla. Stoimy. Patrzymy na lewo, a tam nagromadzenie samochodow "L". Nie wiadomo co robia. Mowiej jej "Patrz ile ELEK". Jestesmy z powrotem przy budynku, w ktorym do mnie podeszla. Mowi, ze musi juz jechac. Chce wziasc do samochodu, ale jej mowie, ze przeciez nie ma prawa jazdy i jest pijana. Jestesmy juz w samochodzie. ktorym sie juz poruszamy. Ja prowadze i wspominam, ze co ja robie. Ze nie moge jechac bo jestem pijany i zabiora mi prawo jazdy.
Yo. Z racji tego, ze dlugo tu nic nie wpisalem, wklejam moje 2 sny dzisiejszej nocy i jeden noc pare temu. Wydaja mi sie dosc ciekawe, zwazywszy na to, ze to moje pierwsze z takich gatunkow :) 4.03.2008 Jestem w jakies dzungli, czy tam lesie. Obok mnie jakies osoby. Sa ze mna, ale nie pamietam kto to. Jest i sztygar z roboty :D Chowa sie za krzak, a my zaczynamy strzelac z karabinow do jakis tubylcow. Podbiegam do snajperki, wlaczam "sniper mode on", widze celownik jak w grze i strzelam do kogos, kogo zobaczylem przez urywek krzaka. Jestesmy przy jakims budynku. Sztygar schowal sie do niego i patrzyl na nas z okna. Stanelo obok nas paru ludzi, zaczeli nas bic. Jeden byl duzy i mega napakowany. Podchodze do niego, z mysla ze lepiej predzej niz on to zrobi. Wale mu z piesci w pysk. Gosc ani drgnal.. Wkurzyl sie, oddal mi. Nie wywrocilem sie, ale bardzo mnie to bolalo. Byl to potezny strzal :awe: ---------------------- Ide ze sklepu do domu. Mijam dom kolezanki i dochodze do zakretu. Widze jak jakis samochod szybko przemierza zakret, a za nim nastepny. Chyba sie scigaja. Zauwazam kolejny samochod, nieco spozniony niz pozostale dwa. Wchodzi w zakret z ogromna predkoscia, zarzuca mu tylem i slysze pisk kol. Patrze co sie dzieje i widze, ze zderza sie czolowo z innym samochodem. Ogromna kraksa.. Koles ze samochodu wypada z niego, przelatuje kilka dobrych metrow w powietrzu i owija sie o slup telegraficzny. *jestem blizej niz bylem*. Ze sklepu wychodza jakies dziewczyny i strasznie zaczynaja piszczec. nie wiem czy to cos znaczylo, bo sny lekko dziwne. pamietam, ze pare dni temu rowniez mialem dziwny sen z moim sztygarem. Bylem w jakims budynku, mialo mnie i takiego kolesia tam niby nie byc. W snie bylem na haju (chyba), ale czulem ze cos jest nie tak. Sen byl bardzo realistyczny. W pewnym momencie mialem haluny, kolory mi sie zlewaly, pozniej byla i tecza kolorow itp. Po tym zdarzeniu sztygar powiedzial mi jedno zdanko. "i nie mowil ci kolega szlachta, zeby tam nie wchodzic? to pomiesczenie jest RADIOAKTYWNE" O.o |