|
|
musze dokonac tego kolejnego wpisu, gdyz poprzedni zakonczylam 'cdn' bedzie to ostatni wpis, gdyz nie uwazam za konieczne dzielic sie swoimi doznaniami, tym bardziej, ze wszyscy tu maja swoje wlasne, wiec zadnej straty nikt nie ponosi krotko nakresle dalsze moje dokonania nie wdajac sie juz w szczgoly oobe w moim wypadku zaczyna sie stezeniem ciala, poczuciem ciezkosci przyslowiowego olowiu, nastepnie slysze w uszach pykanie pyk pyk pyk, jakby strzelaly drewniane babelki, gdyz dzwiek jest matowy, 'suchy' dalej nastepuje uczucie odklejania sie jakies 'warstwy' mnie w okolicy klatki piersiowej, ale raz gdy odklejenie mi nie wyszlo, postanowilam 'wyplynac' przez glowe, wysliznac sie w dol na podloge... w jednym przypadku, gdy ogladalam z gory swoje cialo, widzialam, ze moje usta sie poruszaja , gdy uwazniej sie im przyjrzalam uswiadomilam sobie, ze poruszaja sie dokladnie wypowiadajac zdanie, ktore wypowiadalam w glebi mnie, tej na zewnatrz, ciszacej sie z mozliwosci przezywania tego doswiadczenia , a zdanie to brzmialo; dziekuje ci Boze mialam tez nieudane proby wyjscia; podczas jednej takiej nieudanej proby, poczulam nagle wielki bol serca, ktore obejmowalo cala klatke piersiowa lacznie z fragmentem kregoslupa, ktore od lat dokuczalo mi uporczywym bolem...czulam jednoczesnie bol serca i bol krgoslupa i byly to bole juz nie do zniesienia, pomyslalam sobie, ze byc moze za chwile umre na jakis zawal...poczulam , ze te dwa bole zlewaja sie w jedna kule bolu i kula ta przesuwa sie do przodu klatki piersiowej i promieniuje na zewnatrz...kiedy bol osiagnal juz swoje apogeum postanowilam go mentalnie polknac, co tez zrobilam...bol opuscil mnie natychmiast i od tamtego czasu, (trzy tygodnie) nie mam zadnych boli kregoslupa... bede kontynuowac swoje doswiadczenia, teraz tez dochodzi sprawa samouzdrawiania, ale musze najpierw wszystko dobrze przemyslec i ulozyc sobie konkretny plan; samo wychodzenie jest ok, ale chcialabym bardziej 'naukowo' do tego podejsc wszystkich pozdrawiam i zycze udanych eksperymentow
cztery dni przed Wigilia wysiadlo swiatlo, jakas wieksza awaria z powodu pogody...swiatlo wysiadlo po poludniu...nastepnego dnia rano, ok 3;30, wstalam by napalic w kominku, bo pradu nadal nie bylo, a jak nie ma pradu, to nie ma tez ogrzewania... kiedy juz dosc dobrze palilo sie drewno, ulozylam sie wygodnie na kanapie, przykrylam kocami i zaczelam myslec o roznych sprawach, a pozniej zapadlam w drzemke, z ktorej to, wybudzil mnie trzask palacych sie polan, dolozylam do ognia... chcialam znow sie zdrzemnac, zamknelam oczy...zobaczylam pod powiekami szary, plaski , nieruchomy obraz...nie wiem dlaczego, ale nakazalam sobie zobaczyc ten obraz w kolorze i w trzech wymiarach i.... znalazlam sie w jakims centrum handlowym... mysle sobie - chwleczke, to chyba musi byc swiadomy sen, bo wiem, ze leze na kanapie, a jednoczesnie jestem w tym centrum...no, jak sen to sen, troche sie zabawie i zbadam to zjawisko...dodac musze, ze cos takiego takiego przytrafilo mi sie po raz pierwszy... zaczelam zaczepiac ludzi i tlumaczyc im, ze sa w moim snie i mam do nich pytanie - co widza, kim ja dla nich jestem?...chcialam zeby mnie opisali...pierwsza osoba byla ladna, mila dziewczyna, z dlugimi blond wlosami, usmiechala sie z niedowierzaniem, na wiesc, ze jest w moim snie...pocieszylam ja, tlumaczac, ze ja jestem w jej snie....nie mam pojecia czy mnie rozumiala..pytalam tez innych, ale nie uzyskalam odpowiedzi... wrocilam nagle ze snu na kanape...- ojej, szkoda, pomyslalam, ale zamknelam oczy i znow widze ten plaski, szary obraz i znow wysilkiem woli robie go kolorowym i trojwymiarowym... jestem w centrum... mysle, co by tu jeszcze zrobic...postanowilam wyjsc na zewnatrz...wyszlam, a tam noc i snieg...szlam pusta, osniezona droga ...uszlam juz spory kawalek, a tu zywego ducha, pomyslalam, ze wroce jednak do centrum, bo na tej drodze nic ciekawego sie nie zdarzy... przyszlo mi do glowy, ze skoro to jest swiadomy sen, to nie musze isc, moge pofrunac...faktycznie, unioslam sie na pewna wysokosc, ktora kontrolowalam, bo nie chcialam zgubic sie w ciemnosci...lecialam pilnujac drogi...zobaczylam nadjezdzajacy samochod...znizylam lot, i pomachalam kierowcy przez przednia szybe...facetowi opadla szczeka, ze zdziwienia i ze strachu... nagle dodal gazu jakby chcial mnie przejechac...zaskczyla mnie ta jego agresja.. przelecialm nad samochodem i wyladowalam na drodze...facet zrobil szybki U-skret i wjezdzal juz prosto we mnie...troche sie przestraszylam, ale pomyslalam, ze przeciez we snie moge wszystko...zaczelam 'golymi rekami' zgniatac ten jego samochod, ale tak, by miejsca kierowcy nie naruszyc...nie chcialam mu robic krzywdy, ale chcialam mu dac nauczke...zostawilam go w samochodzie zgniecionym jak papierowa kulka...patrzyl za mna z niedowierzaniem, pare razy obejrzalam sie za siebie, widzialam jego zdumiona gebe... wrocilam do centrum... w okienku kasy dostrzeglam goscia, ktory zajety byl biurowa praca...podeszlam do okienka i zadalam znow to durne pytanie - kogo widzisz, jak myslisz, kim jestem? facet cos tam memlal pod nosem, wydal nawet jakis dzwiek... znalazlam sie na kanape...leze i mysle, co tez ten gosciu powiedzial...i slowo ktore wyburczal, przylecialo do mojej swiadomosci jak mucha...a on powiedzial - FREAK..:)) freak - ang. - kaprys, wybryk, wybryk natury, fenomen, dziwiak, ekscentryk podczas tego snu, ani pozniej, nie przyszedl mi do glowy Monroe... dopiero trzy tygodnie temu, przypadkowo znalazlam link oobe.pl w sieci... zajrzalam, a tu znany mi juz skadinad p. Darek i propozycja kursu... pobralam kurs, a wzamian smaruje tu swoje notatki, bo mysle, ze opisywanie swoich doswiadczen, to jakby czesc umowy...cos za cos... jeszcze raz bardzo dziekuje za kurs i serdecznie pozdrawiam..:) a Wy, jakie macie zdanie na temat tego snu...? cd.
z ksiazkami R. Monroe zetknelam sie kilkanascie lat temu...pierwsze polskie wydanie 'Podrozy poza cialem' przypada na rok bodajze w 1994 r....przeczytalam z zapartym tchem wszystkie trzy tomy i czytalam z takim samym zapartym tchem po raz kolejny i kolejny...analizowalam kazde zdanie, myslalam, badalam... ksiazki te zrobily na mnie tak duze wrazenie gdyz pare lat wczesniej, przeszlam doswiadczenie, ktore jakkolwiek malo bylo podobne do doswiadczen Monroe, to jednak zupelnie zmienilo moj swiatopoglad i przemodelowalo zycie...jedno co laczylo moje doswiadczenie z doswiadczeniem Monroe to to, ze odbywalo sie poza cialem... pare lat pozniej przeczytalam ksiazki Moena, a rok temu zetknelam sie w necie z opisami p. Darka... musze powiedziec, ze nigdy nie ciagnelo mnie do wychodzenia z ciala...moje 'wielkie doswiadczenie' plus inne, ktore dopadaly mnie spontanicznie i nieoczekiwanie, byly nie mniej fascynujace... jednak musialam tez podjac i to wyzwanie, czyli oobe, gdyz tuz przed Swietami Bozego Narodzenia zdazylo sie cos, co skierowalo mnie na to wlasnie pole doswiadczen... cdn. |