|
|
To był zwykły sen, ale niezwykle plastyczny. Normalnie nie przejmuję się snami, ale ten zrobił na mnie wrażenie i jakby odcisnął na mnie swoje piętno. Mały wstęp: Wraz z usuwaniem lęków i strachu w astralu, nauczyłem się być jak taki łowca. Czułem falę strachu, ale to była już jakby tylko energia. Szedłem pomimo jej i akceptowałem obiekt swojego strachu przytulając go. Wtedy strach znikał i ja stawałem się silniejszy. Albo po prostu stawiałem opór. Obiekt strachu nie mógł mnie pokonać. W końcu w moim życiu strach stał się "instynktem samozachowawczym". Nie pchałem się się przed wściekłego psa, nie dlatego, że się bałem, ale dlatego, że to niepotrzebne narażanie życia. Nauczyłem się zachowywać tzw. spokój wodza zarówno w astralu jak i w rzeczywistości fizycznej. Po dzisiejszym śnie doszedłem do wniosku, że strach i zło to nie jest to samo. Sen: Jestem w grupie jakiś osób. Przede mną jest krąg magiczny. Ma on powstrzymać demona, który siedzi w środku, przed zabiciem nas. Demon wygląda trochę, jak figurki przedstawiające siedzącego grubego Buddę. Jednak jego skóra jest koloru szarego i ma trzecie oko. Te oko zdaje się wirować i mienić różnymi kolorami. Siadłem na przeciwko niego po turecku. Patrzymy sobie w oczy. Zachowuję spokój wodza. W pewnym momencie jakbym się złamał. Zacząłem czuć nie strach, a zło. Pierwszy raz czułem zło, więc nie wiem jak je opisać. Jest to coś nieporównywalnego ze strachem. Zło jest jak niepokój, połączony z poczuciem bezradności, pomimo, że czułem swoją siłę wiedziałem, że na nic się ona nie zda. To jedyne cechy, które mogłem w tym nazwać. W pewnym momencie poczułem się jak orzech, którego skorupka zaraz zostanie rozerwana, a demon wtargnie do środka. Kiedy to poczułem uśmiechnął się. Wstałem wtedy i powiedziałem, że nie dam rady. Osoby które były ze mną usidliły jakimiś czarami demona. A potem siadła na próbę sił następna osoba. Ja stamtąd wyszedłem. Nie chciałem mieć z tym już nic wspólnego. P.S. Muszę przyznać, że siła jego psychiki była powalająca. Chciałbym być tak mocny psychicznie jak on. Nie, żeby budzić grozę w ludziach, ale z taką psychiką chyba nic nie jest niemożliwe. P.S. II Zło w jakimś sensie istnieje. Inaczej co czułem? Może w istocie jest czymś jeszcze innym, tak jak u mnie strach z czasem zmienił się w "instynkt samozachowawczy", tak może i zło z czasem zmieniłoby się w coś jeszcze innego, nawet pożytecznego. Ale po tym wszystkich nie chciałbym mieć już z niczym złym do czynienia. Zawsze myślałem, że jeśli zło istnieje, to jest to pewnego rodzaju: "plugastwo, karłowatość, degeneracja, debilizm". Te cechy wiązały mi się ze złem. Teraz ujrzałem "wyrachowanie, niesamowitą siłę".
| ||||||||||||||