Marcinowy notatnik


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 11.01.2009 - 15:59
Dzisiaj w nocy miałem dziwnego LD. Chociaż nie wiem czy to było LD. Bardziej mi pod OOBE podchodził, ale to sprawa subiektywna. Do rzeczy. Dokładnie nie pamiętam tego OOBE, bo oczywiście nie chciało mi się spisac jakiś szczegółów zaraz po obudzeniu. Ale mimo wszystko postaram się podawac szczegółowe opisy.

Na początku chodziłem po jakichś korytarzach. Na ścianach tych korytarzy były drzwi. Bardzo dużo drzwi. Przypominało mi to korytarz szpitalny. Białe, oświetlone korytarze, a drzwi były koloru czarnego. (???). Później wszedłem do jakiegoś pokoju. Po wejściu zorientowałem się że to czyjeś biuro. Było bardzo ładnie urządzone - w starym stylu. Pełne lakierowanego drewna ( szafki, biurko, fotele skórzane, regały, biblioteczki...). Nasuwało mi to myśl: "Jestem w pokoju psychiatry?". Trochę chodziłem po tym pokoju. I nawet nie zorientowałem się kiedy odzyskałem swobodę działania. Rzuciłem okiem na biblioteczkę, zauważyłem tam książkę w niebieskiej oprawie podpisaną : Robert A. Monroe. Dalej nic. W ogole mnie to nie zainteresowało. (???). Potem zauważyłem że na skórzanym, fotelu koło biurka siedzi jakis facet. Oceniam go grubo po 40. Czarne włosy, lekko już wybrakowane. Wąsik charakterystycznie przycięty dla... Monore'a :0. Szok totalny. Zatrzęsło mną. Widziałem go lekko z profilu, a zarazem centralnie . Uśmiechał się. Ja nie wiem czemu usiadłem koło niego na fotelu. Wyciągnałem dłoń przed siebie otworzyłem i powiedziałem sobie (nie wiem czemu) "spróbuję coś sobie zwizualizować" (dokładnie tak powiedziałem). I chciałem aby na mojej dłoni pojawiła się paczka frytek ( taka w czerwoym opakowaniu jak w mc donald's :D ). Wysilałem się, a frytki zaczęły migać, niepewnie się pokazywały i znikały. Wstyd mi było przed panem Robertem. Schyliłem się aby zakryc twarz. Obróciłem się a on sie znowu usmiechnął. Przesunał swoja dłoń nad moja rękę, machnał... i od razu pojawiły się frytki w czerwonym papierowym opakowaniu! "to chciałeś?" - zapytał Monro'e. A ja skamieniałem. I od razu zgłodniałem. Poczułem zapach, i dotknalem frytek-były ciepłe. Mega uczucie. Po chwili wszystko znikło. Chyba z zbyt wielu emocji.


Wnioski? Wydaje mi się że to był swego rodzaju test panowania nad emocjami i umiejętnościami moich myśli. Taka symulacja. Monroe (albo ja sam pod postacia Monroe'a) chciałem siebie sam przetestować czy poradził bym sobie z tworzeniem i panowaniem nad myslokształtami całkowicie pod moja kontrolą. Blado mi to wyszło i wydaje mi się że dlatego mój umysł nie pozwala mi całkowicie wyjść bo "widzi" że nie jestem całkowicie gotów. Takie jest moje zdanie. Jeżeli macie jakiś inny pogląd na to wszystko to pisać. Przyda mi się inny punkt widzenia... :)

 
« Następny starszy · Marcinowy notatnik · Następny nowszy »
 
Mój obraz