Mój kolejny wpis od bardzo, bardzo dawna. Z reguły wpisuję tylko moje ciekawe przeżycia i spostrzeżenia. Dzisiejszy wpis nie będzie wyjątkiem...
Wczoraj/Dzisiaj położyłem się spać koło 3 w nocy. Postanowiłem 'zagłębić się w sobie" i później przejść do oobe. Najpierw był sen. Zwykły sen, lecz miałem świadomość. Chodziłem po jakiejś szkole (sen był pewnie związany z moimi przyszłymi studiami). Nagle nieoczekiwanie w śnie pojawiła się dziewczyna. Zaczęła uciekać, lecz co chwilę na mnie patrzyła. Dziwnie to wyglądało. Po pewnym czasie, znalazłem się w puszczy. W dziewiczym lesie, pięknym lecz tajemniczym. Dziewczyna zatrzymała się, i objęła mnie. Jej uścisk był prawie że nie wyczuwalny. Fakt, że zmysły "tam" są bardzo przytępione, ale zawsze staram się je wyostrzyć. Nagle poczułem jej oddech na swojej twarzy. Potem jej pocałunek. Jej delikatne usta były niczym letni wiatr (tylko tak mogę to opisać). Nagle dziwnie się poczułem, nieswojo. Pomyślałem, że czas się obudzić i przygotować się do "normalnego" snu. Po obudzeniu doznałem totalnego szoku! Jakieś świetliste Coś lub Ktoś siedziało mi na klatce piersiowej i objąwszy moją głowę całowało mnie subtelnie. Słyszałem jakieś bełkoty, mowę, nic nie znaczące słowa. Poczułem się jakbym był pod wodą, a ktoś na lądzie coś do mnie mówił-tak to mogę porównać. W mgnieniu oka ta świetlista postać zaczęła się unosić w górę i zniknęła. Unosiła się jakby czegoś sie przestraszyła, w pośpiechu. Leżałem w bezruchu chyba z 5 minut. Gdy uzyskałem przytomność leżałem na plecach ze zgiętymi nogami. Przez chwilę miałem w ustach smak tego pocałunku. Wyczułem znaną mi równowagę miłości i spokoju. Nie potrafię opisać tego bytu. Mam cały czas w głowie zarys. Lecz nie znam słów aby to opisać.
Wrażenia i odczucia były porównywalne do tych, gdy spotkałem swojego MTJ. Uczucie szaleństwa, koncentracja miłości, dobroć...