|
|
Stałem w barze z grupką osób, podszedł do mnie kolega i pokazał jakiś rulonik folii aluminiowej pytając się czy nie mam ochoty pojechać z nim za miasto tego skonsumować, nie miałem nic przeciwko. Nie spodziewał się chyba takiej odpowiedzi bo chwilę powtarzał to pytanie. Przyjechał jakimś małym zielonym vanem, nie był to jego prawdziwy samochód co też zauważyłem, na siedzeniu z przodu siedział inny kolega. Nagle przypomniało mu się że musi coś załatwić i zatrzymaliśmy się przy parkingu niedaleko baru, oboje wyszli. Po chwili z naprzeciwka szła grupka znajomych, udawałem że ich nie znam, chociaż jednej dziewczynie pokiwałem w odpowiedzi mając nadzieje że mnie zignorują to podeszli i usiedli na tylnych siedzeniach. Samochód zaczął się cofać, chyba najwidoczniej nie miał wbitego żadnego biegu (nie znam się :d). Stworzyło się duże zamieszanie, ludzie krzyczeli mi żebym wbił czwarty bieg, próbowałem ale nie zatrzymywało to samochodu, miałem wykonać ruch w kształcie S ale to też nic nie dawało, ktoś wykrzykiwał w międzyczasie że jestem debilem i powinienem wrzucić wsteczny. W końcu gdy już wszyscy zaczęli mnie wyzywać od debili i idiotów wysiadłem z samochodu i sobie poszedłem. Znajdowałem się w jakimś biurze, może przychodni lekarskiej, tłumaczyłem komuś jak najlepiej wypaść żeby zdał. Nagle usłyszeliśmy krzyki. Jedna ze ścian była szklana, ukazywała niższe piętra budynku po sam plac. Na każdym z pięter ktoś był mordowany przez jakichś młodych ludzi. Na parterze jakiś dobrze zbudowany facet rozrywał na pół swojego oprawce. Zaczęliśmy uciekać. Policja była bezradna, podobno ta grupa została wybrana przez mieszkańców. Nagle stałem się obserwatorem. Byłem w mieszkaniu gdzie była kobieta z dziewczyną - sprzątaczką lub gosposią. Do domu wbiegło kilku członków grupy. Kobiecie udało się wypchnąć dziewczynę tylnymi drzwiami i zamknąć je, potem została pchnięta na pralkę i zmasakrowana. Dziewczyna uciekała wąską uliczką za domem. Nagle widziałem kolegę uciekającego przed nimi, próbowałem kierować go do tych drzwi, ale na daremno. Trafił na wysoką na kilkanaście metrów stertę ubrań po której wspinał się na szczyt a zanim źli ludzie.
|
|