Śniło mi się że byłem w podstawówce-gimnazjum. Wszędzie było dużo antycznych posągów i rzeźb. Byłem tam z jakimś chyba kolegą. Żartując przemieszkaliśmy się po różnych piętrach budynku. Na ostatnim piętrze zniszczyłem celowo jeden z posągów, przez chwilę znalazłem się w jego środku żeby go rozsadzić na drobne kawałeczki. Był to tylko żart. Jakiś nauczyciel bardzo się zdenerwował, sprzeczałem się z nim chwilę na temat materiału z jakiego był ten posąg wykonany i jego ceny. W końcu przyznał mi racje że pamięta stare ceny, jak jeszcze się tym bardziej interesował a nie te bardziej teraźniejsze które ja znałem lepiej. Wracając do pomieszczenia gdzie stał ten posąg chciałem go przywrócić na miejsce, świadomością, tajemniczą mocą która dawała mi kontrolę nad światem. Niestety nie udało się, nie potrafiłem. Za to po chwili żeby udowodnić koledze że to naprawdę MÓJ sen wzniosłem się może pół metra nad ziemią, był zdumiony. Przy wyjściu ze szkoły trwały jakieś przebudowy i żeby się z niej wydostać trzeba było stać w długiej kolejce. Wyskoczyliśmy z okna zlatując na dół, na sam przód kolejki, jednak stała tam jakaś bramka blokująca nas. Myśleliśmy że będziemy musieli poczekać aż wszyscy wyjdą. Nie wiem jak ale w końcu nam się udało. Podróżowałem z kimś do domu, na początku złą droga ale szybko zawróciliśmy w dobrym kierunku. Poruszaliśmy się po jakimś osiedlu, były tam duże jednorodzinne domki bez żadnych ogrodzeń, dużo zielonych i szerokich trawników. Czułem się tam bardzo pewnie i swobodnie. Doszliśmy do domku kolegi, jednak był to wielopiętrowy budynek dla większej ilości rodzin. Byłem trochę zagubiony bo wiedziałem że na prawdę tak nie jest. Chociaż z jednej strony przypominał ten z rzeczywistości to gdy się go obeszło zmieniał się na wyższy i większy. Z dwoma innymi kolegami obraliśmy kurs mojego domu, jeden z nich, wydawało mi się że mnie okradł ze wszystkiego. Chociaż mówiłem że nic się nie stało i tak na prawdę mógł to sobie wziąć to za każdym razem jak wspominał że z tego korzysta lub jak bardzo mu to było potrzebne skręcało mnie w brzuchu ze złości.
Przebudziłem się raz po 4 godzinach snu , drugi po 5 i chyba trzeci po około 7. (Ilość przebudzeń chyba przełożyła się na dużą ilość zapamiętanych snów)
Przy którymś z tych wcześniejszych przebudzeń miałem wrażenie że już nie zasnę, chociaż po chwili udało mi się. Czułem jak zostaje wypełniony wibracjami, bardzo subtelnymi i czułymi, harmonicznie współgrały z moim oddechem i biciem serca. Zastanawiam się czy było to na "trzeźwo" gdy jeszcze nie spałem czy mi się to śniło. Nie miałem pamięci żeby próbował jakiejkolwiek metody wizualizacji.