|
|
Pomagałem tacie przy wykończeniu domku jednorodzinnego, była też z nami kobieta która trochę pomagała. Bardzo podziwiałem dom mówiąc że sam bym o takim marzył, kobieta reagowała uśmiechem - doszedłem do wniosku że to jej dom i traktuje to jako komplement. Był dwupiętrowy, na drugim piętrze miał praktycznie tylko jedno pomieszczenie, na środku znajdowało się duże łóżko matrymonialne, a na jednym z boków szafa dzieląca przestrzeń "sypialnią" od schodów i jakiegoś małego pomieszczenia. Cały pokój był bardzo wysoki co mi się spodobało i na co zwróciłem uwagę. Robiło się już późno a my mieliśmy tam zostać na noc. Pozwolono mi spać na materacu który znajdował się za szafą dzielącą pomieszczenia. Zasypiając podziwiałem górski krajobraz z za okna gdy nagle wszystkie światła i gwiazdy zaczęły eksplodować niczym fajerwerki, w tysiące kolorowych światełek. Gdy próbowałem się upewnić czy inni też to widzą zostałem spłoszony - Ćpałeś coś? Zasypiałem więc z pewnością że całe te magiczne przedstawienie dzieje się w mojej głowie. Nagle przechodziłem przez wąskie przejścia między skałami, doszedłem do źródła wody które po małym odcinku zmieniało się w głębokie jeziorko. Wskoczyłem do niego płynąc wzdłuż. Ujrzałem jakąś osadę. Zostałem przyjęty przez jakiegoś młodego chłopca, tłumaczył mi gdzie jesteśmy i ich zwyczaje. Do starszych osobników nie mogłem się zbytnio zbliżać ponieważ sobie tego nie życzyli. Na koniec każdego zdania mówili "Namaste". Widziałem w oddali po drugiej stronie rzeki inną osadę, ale nie udałem się do niej. Były to bardzo "antyczne" osady, namioty wykonane z babusów i wyschniętej trzciny (?). Wszystko było ładnie ozdobione, ich ubiór też co nadawało szamańskich klimatów, rodem z plemion zamieszkałych okolice amazonki. Chłopak stawiał reguły plemienia ponad wszystko i nie opuściłby go nawet dla miłości - czymkolwiek ona jest. Wróciłem jeszcze raz do jeziora żeby skoczyć, widziałem w oddali zagubioną kobietę, nie potrafiła znaleźć drogi z powrotem, pomogłem jej. Gdy wróciłem do wioski czekało na mnie posłanie, pod stertą suchych gałęzi. Obudziłem się w jakichś komnatach, było tam pełno źródeł energii różnych kolorów. Byłem tam z kobietą. W komnatach było dużo przełączników, i drobiazgów które zmienione modyfikowały wygląd komnat i kolor energii. Oboje nie wiedzieliśmy do końca gdzie i dlaczego się znajdujemy. Kobiecie w jakiś sposób udało się dostać do niższego poziomu do którego ja musiałem zeskoczyć nie znajdując odpowiedniej drogi. Po tym poziomie biegały orki (te zielone potwory z fantasy) nie zwracając na nas uwagi. Wpadając do "basenu" wypełnionego niebieską energią znalazłem się na siłowni. Byłem na siłowni z kolegą, proponowałem nam rozrywkę w postaci seksu z wybranymi kobietami z gazety, chociaż przekonał mnie że to nie jest dobry pomysł to za chwilę siłownia przepełniła się od takich, wyglądały na bardzo chętne.
|
|