po prawie roku przerwy od poprzedniego - jak mi sie slusznie wydawalo oobe - mialem kolejne. miedzy 00.00 a 01.00. procedura w moim wypadku standardowa i czesto stosowana nawet bez zamiaru oobe. czyli 10state + ochrona. czy wczorajszy dzien sie czyms roznil - przeczytalem troche podrozy Monroe'a. wiele zjawisk z tych ktore opisywal widywalem u siebie, aczkolwiek - nie wydaje mi sie ze wszystkie reakcje organizmu sa takie same. nie slysze np. klik-klak przy wychodzeniu. wyciaganie rzeczywiscie jest podobne choc nie tworze zadnych przecinajacych sie linii, nie ustawiam ich nad glowa, po prostu czuje jak sie odrywam i wysuwam z ciala. do rzeczy.
bylo jak poprzednim razem bialo przed oczyma i przerazajacy pisk w uszach, krotkie, nawet malo intensywne wibracje. postawilo mnie do pozycji siedzacej i wyciagnelo mnie z ciala za nogi, ale jakos tak gwaltownie, nie czulem biurka, przez ktore musialo mnie przeciagnac bo stalo zaraz za nogami, ale zatrzymalem sie na szafie, probowalem przejsc, wlozyc w nia reke ale nie moglem. co wiecej, zaraz jakas sila ulozyla mnie na podlodze glowa w kierunku polnocy, doslownie jakbym byl metalem a to co mnie ciagnelo to magnes. Monroe pisal w swojej ksiazce zeby ukladac sie glowa w strone polnocna, ja lezalem w kierunku zachodnim przed wyjsciem, moze cos w tym jest. po tym ulozeniu na polnoc wstalem i podszedlem jakos do sciany obok drzwi, tez nie moglem jej przejsc. co wiecej wrocilem na lozko, ale nie widzialem siebie, wiadomo - w pokoju bylo ciemno, moze dlatego, ale gdy siadlem na lozku pamietam jedynie jak nieuporzadkowane bylo (w rzeczywistosci bylo idealnie ulozone). chcialem wrocic, polozylem sie na swoim miejscu, ale nic, pomyslalem o poruszeniu reka, noga, tez nic, zaczalem sie martwic - z reszta nie widzialem siebie, przestraszylem sie na dobre, modlitwy tez zdawaly sie bez efektu, kladlem sie na lozku w pozycji wyjsciowej, a tu znow bialo przed oczyma, wiracje, znow mnie wyciaga za nogi, wracam nerwowo na lozko, znow mnie wyciaga, wracam znow, teraz za glowe wyciaga mnie do pozycji siedzacej. az w koncu jakims sposobem otworzylem oczy i zobaczylem siebie normalnie w lozku, lezacego tak jak lezalem, z lekkim szumem w glowie (taki sam byl rok temu), niejako w pelni sil witalnych, czulem sie obudzony.
nie wiem dlaczego nie mialem kontroli nad soba? dlaczego nie moglem przejsc przez sciane? Czyzby Opiekun obserwowal moje reakcje i nie pozwalal na wszystko? sprawdzal czy w ogole tam sie nadaje i czy sobie poradze? To mial byc jakis test?
mimo, ze wtedy w astralu bylem strasznie przestraszony tym ze mam problemy z powrotem, to teraz mowie o tym zupelnie spokojnie i malo tego - nie czuje strachu, jestem az nadto dziwnie spokojny. Po 01.00 ponownie sie polozylem znow chcac wyjsc ale tym razem nie udalo mi sie wzbudzic wibracji mimo 10state, moze na jedna noc starczy. ten brak kontroli mnie zastanawia, nie wiem czemu tak bylo, tak jakby mna rzucalo.. za szybko mysle? ktos ma jakis pomysl?