|
|
Cały sen, jakby filmowany zazwyczaj z perspektywy trzeciej osoby, czasem z pierwszej. Całość przypominała dynamiczny film akcji typowy dla amerykańskiego kina. Cała akacja snu dzieje się w bliżej nieokreślonej metropolii, w dzielnicy ze starymi kamienicami na podobieństwo tych naszych europejskich. Panuje noc. Pierwsza "scena" przedstawia luksusowy apartament, ukazując grupę ludzi, których twarzy nie widzę, nie licząc pewnej kobiety w białej i zgrabnej sukni, z czarnymi rozpuszczonymi włosami. Ludzie w jej towarzystwie coś obgadują, nad czymś głośno rozmyślają. Ona jednak w tym nie uczestniczy, siedzi tylko na swoim dużym bogato zdobionym krześle umiejscowionym pośrodku apartamentu z widokiem na okna, za którymi rozciąga się rozświetlone nocnymi światłami miasto. Oparła głowę na dłoni, a łokieć na ramieniu krzesła, w drugiej dłoni zaś trzyma kryształowy kielich napełniony jakimś bezbarwnym alkoholem. Przez dłuższą chwilę siedzi tak dumając nad czymś istotnym, obojętnie obserwując życie za oknem. Po pewnym czasie wstaje i odstawia kielich, nikt z obecnych nie zwraca na nią uwagi, ona zresztą na nich też. Podchodzi powoli do samego okna, które teraz w rzeczywistości okazuje się otwartym wyjściem na kamienny balkon i złączywszy dłonie za plecami, kontynuuje swoje rozmyślania, a ciepły wieczory wietrzyk wkrada się do pokoju by lekko zakołysać kosmkami jej długich włosów. Nie wiem kim ona konkretnie jest, ale wiem, że nikim dobrym. To jest jakaś przywódczyni, jakiegoś gangu, może mafii, skrytej organizacji, czy czegoś posobnego, jej interesy z pewnością wywołały by niejedną burzę w sądach. Coś dziś wydarzy się w mieście, ktoś dziś będzie musiał zginąć, za jej sprawą. Scena snu ulega zmianie. Widzę jakąś grupę samochodów pędzących z niebezpiecznie dużą prędkością przez miasto, wygląda na to że trwa właśnie nielegalny wyścig. Trudno rozróżnić samochody, ale moją uwagę zwrócił mały czerwony samochód, nie wiele większy od cinquecento, za to pędzący nad wyraz szybko, z jeszcze lepszą zwrotnością. Nie widzę kierowcy, szyby są czarne jak lśniący węgiel. Nie wiem kto wygrał, ale gdy rywalizacja dobiegła końca wszyscy spotkali się na dużym skrzyżowaniu pośród oświetlonych słabym pomarańczowym światłem ulicznych lamp kamienic. Wszyscy wysiedli ze swoich wozów, prócz tego z czerwonym lakierem. Każdy z kierowców był dość młodym człowiekiem, preferującym szerokie lub węższe, dłuższe czy krótsze spodnie, rozmaite czapki, niezbyt wyszukane łańcuchy i inne przeciętne trendy ulicznej mody współczesnej. Młodzi byli pod wrażeniem jazdy kierowcy czerwonego karzełka, zebrali się od razu wokół jego samochodu, chcąc wyrazić swój podziw i fascynacje jego umiejętnościami. Nieznany kierowca jednak nie reagował na ich zaproszenia, w ogóle nic nie robił, miało się wrażenie jakby w środku od dłuższego czasu nikogo nie było. Młodzi pukali w szybę, wołali, ale nic to nie dało. W końcu znudzeni tym dziwnym rozwojem wypadków, kolejno zaczęli rozchodzić się po okolicy. Wszyscy oni zdawali się tworzyć bardzo zgraną paczkę, a jeden z nich, czarnoskóry mężczyzna, zdawał się im przewodzić, i to on odszedł samotnie od czerwonego samochodu jako przedostatni, zostawiając swojego białego kumpla ze śmieszną bródką i czapką odwróconą daszkiem na tył samego w pojedynku na cierpliwość z tajemniczym kierowcą. Inni go wołali, żeby dał se spokój i dołączył do nich, czarnoskóry go do tego zachęcał, ale zaraz zapomniał o sprawie i odszedł w swoją stronę. Poprawiając kurtkę na ramionach, oddalał się coraz bardziej od swojego kumpla i czerwonego samochodu, mijając w pewnym momencie granatową furgonetkę, zaparkowaną przy chodniku. Mijając ją, coś go tknęło. Kontem oka wyłapał jakieś czerwone błyski zza bocznej szyby furgonetki po stronie kierowcy. jeden błysk, drugi, trzeci, czwarty. Coś wydało mu się podejrzane w tej furgonetce. Podszedł więc do niej i przykładając dłonie do czoła, próbował dojrzeć przez szybę źródło swoich podejrzeń. Z początku nie rozumiał tego co widzi, na siedzeniu spoczywał jakiś elektroniczny złom, z diodami, kabelkami, antenkami. I nagle do niego dotarło.... Tymczasem jego kolega samotnie siłujący się z nieznanym kierowcą w czerwonym samochodziku, stracił cierpliwość i poszedł na całość. Zręcznymi ruchami, dokładnie wiedząc co i gdzie, rozbroił zamek przednich drzwi i owe drzwi następnie otworzył. W środku było dość jasno, świeciła się lampka nad wstecznym lusterkiem.. ale nie to zwróciło uwagę kolegi ze śmieszną bródką, ale fakt, że wewnątrz czerwonego samochodu.. nikogo nie było. Było za to coś dziwnego na przednim siedzeniu. Laptop, telefon i jakieś czarne blaszane obudowy, z których gęsto wychodziły kolorowe kabelki, łączące ze sobą wszystkie te przedmioty na przednim siedzeniu oraz kierownicę, pedały i skrzynie biegów. Przez cały wyścig w samochodzie nikogo nie było, ktoś bawił się w zdalne sterowanie, ale chyba nie tylko... Czarnoskóry przywódca swej ekipy odskoczył od furgonetki jak oparzony, przeraziwszy się tym co ujrzał, co zrozumiał. Było już jednak za późno, diody na urządzeniu w furgonetce zamigały wściekle, i z wnętrza wozu dobiegł cichy sygnał dźwiękowy. Czarnoskóry spojrzał na czerwony samochód w oddali, którego drzwi były teraz otwarte, a na przednim siedzeniu leżało podobne urządzenie do tego w furgonetce. W jednej sekundzie czerwony samochód eksplodował. Fala uderzeniowa rozeszła się po całym obszarze skrzyżowania na którym stał, hałas był ogłuszający. Czarnoskóry zlał się potem, zgłupiał będąc w kompletnym szoku. Lecz nagły sygnał koguta policyjnego ocucił go błyskawicznie. Obejrzał się za siebie i zobaczył radiowóz policyjny zmierzający w jego stronę. To nie były dobre gliny, chcieli go dorwać, zabić. Pobiegł w stronę nadjeżdżającego wozu policyjnego i w ostatniej chwili skoczył za zaparkowany obok samochód. Radiowóz, nie zwalniając, z piskiem opon próbował wykręcić, ale zderzył się bokiem z maską jadącego w jego kierunku przypadkowego samochodu osobowego. Siłą zderzenia wyleciał w górę i przekoziołkował po dachu tego drugiego samochodu. Tymczasem czarnoskóry, nie tracąc czasu dobiegł do jakiegoś skrzyżowania i skręcił w prawo. Za plecami słyszał już kolejne syreny policyjne. Biegł ile tylko miał siły w nogach, omal nie wpadając na wielką skrzynie transportowaną ścianą kamienicy, która w pewnym momencie przemknęła na szynach nad ziemią na drugą stronę ulicy (jakoś tak trochę futurystycznie). Kolejny radiowóz właśnie go mijał kiedy on sam skręcił znów w prawo, tym razem w szeroki otwarty na ulice korytarz. Biegł przez niego kilka minut uważając by nie wpaść na porozrzucane pod ścianami śmieci. Dotarł w końcu do stopnia schodów prowadzących na górę. Dostał się nimi na piętro, do wnętrza budynku. Wąskim korytarzem dobiegł do rozwidlenia z drzwiami po lewej i prawej. Całe to miejsce było dość nieprzyjemne i zaniedbane, kawałki podartej brudnej tapety przypomniały mu to miejsce, które dziś pełniło funkcje wątpliwej renomy burdelu. Wpadł przez drzwi po lewej do małego pokoju bez okien i innych drzwi. Zaskoczona para obściskująca się pod kołdrą podskoczyła z zaskoczenia. Czarnoskóry nie widząc innej drogi dalszej ucieczki wycofał się z powrotem na korytarz uprzejmie przepraszając zaskoczoną parę. Spróbował drugich drzwi, i znów tym razem natknął się na kopulująca parę, mniej zaskoczoną jego niespodziewaną obecnością niż poprzednia. Po drugiej stronie pokoju były drzwi na kolejny korytarz, szybko więc minął tych dwoje, ale niefortunnie potknął się i przewrócił mężczyznę z kobiety na podłogę. Dziwka podniosła się, nie wiedząc za bardzo co się dzieje i kiedy ujrzała czarnoskórego rozpoznała go, szeroko się uśmiechając. On też ją znał, tak samo jak tego potrąconego mężczyznę, który szamocząc się teraz z dżinsami pluł sobie na mordę głośno przeklinając, to był właściciel tej nory i właśnie próbował przez komórkę zadzwonić do kogoś. Czarnoskóry nie zwracał na niego uwagi, zamiast tego pomógł nagiej dziwce wstać. Wręczył jej pliczek banknotów, sugerując że zna lepsze miejsce niż to, gdzie zarobić za swe usługi może znacznie więcej. Dziwka bardzo się ucieszyła i poinformowała swego dobroczyńce, że jest tu więcej takich dziewczyn, które też chętnie skorzystają z tej oferty. Dziwka promieniując zajęła się przeliczaniem pieniędzy, a czarnoskóry odszedł w swoją stronę. Sen dobiegł końca. |