Haiku Blog


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 21.11.2008 - 20:51
Dwa sny, z ostatniej nocy.

No dawno takich nie miałem, na tyle długich i na tyle realnych.

Pierwszy miejsce miał w budynku zakładu opieki zdrowotnej, na oddziale rehabilitacji, tam gdzie na co dzień pracuje jako masażysta.
Pora była późna, konkretnie noc. Światła tu i ówdzie pogaszone, paliły się tylko te rzadkie na korytarzu oraz w niektórych gabinetach, lecz ogólnie panował półmrok. Choć godziny pracy skończyły się już dawno, ja nadal byłem obecny w sali fizjoterapii, gdzie moi koledzy i koleżanki wykonują najróżniejszej maści zabiegi, oni też tam byli, przynajmniej niektórzy. Nie było to normalne, nic właściwie nie było. W gabinecie paliła się tylko jakaś pokojowa lampka słabym żółtawym światłem, która w realu nie istnieje. Siedziałem przy biurku, a obok mnie również koleżanka oraz inni. Byli w jakimś psychodelicznym transie, nerwowo, lecz z pewną dozą nienormalnej wesołości pisali coś w kolorze jasnej czerwieni palcem po blacie, oknach, ścianie. Jakby ich paliczki były czerwonymi markerami, choć wyglądały normalnie, nie umoczone choćby w farbie. Gaworzyli coś wesoło do samych siebie i mazali dalej niezrozumiałe symbole, inni zaś szli za ich pismem, drapiąc własne zdania, z kolei jakby zamiast paliczków czy czerwonych markerów mieli niewidoczne ostre skalpele. Scena jak z zapomnianego przez boży świat, i personel medyczny, oddziału psychiatrycznego. W rzeczy samej tam gdzie pracuje niema takiego oddziału, choć we śnie tym istniał na innym piętrze budynku, nad nami, pełen pacjentów... których tej pomylonej nocy nikt nie pilnował. Uciekli, rozbiegając się w nieodgadnionych kierunkach. Czułem niebezpieczeństwo, choć moi koledzy zachowywali się jakby sami dopiero co uciekli od psychiatry, wiedziałem że tam na korytarzu, w cieniu zgaszonych świateł kryje się prawdziwy niezrównoważony człowiek, groźny morderca. Mimo to wyszedłem na korytarz i rozejrzałem się po jego mrokach, nie dostrzegając za pierwszym razem niczego prócz dalekich nielicznie jarzących się świetlówek pod sufitem. Skręciłem w lewo, w stronę schodów na kolejną kondygnacje, ale zanim do nich dotarłem, natknąłem się na ciemne, powlekane błyszczącym lakierem, dębowe biurko. Ktoś rozrzucił na nim dziesiątki kolorowych zdjęć ludzi. Wyglądały jakoś dziwnie, wziąłem więc kilka z nich by się im przyjrzeć.
Przedstawiały nieznane mi osoby, dzieci, kobiety, mężczyzn, jakby z kolorowych pism. Wszystkie choć odmienne, miały jedną, bardzo niepokojącą, wspólną cechę. Zamiast oczu, ze zdjęć zionęły na mnie po dwie wydarte dziury. Od razu wiedziałem kto je zrobił, i bardzo mi się to nie spodobało. Nerwowo rzuciłem okiem na odległy koniec korytarza, gdzie w świetle migoczącej lampy, stał potężny mężczyzna, z czymś ostrym w dłoni. Nie widziałem jego twarzy, ale wiedziałem że jest jednym z tych zbiegłych potworów trzymanych na oddziale psychiatrycznym, wiedziałem też że patrzy na mnie, i że mam przesrane.
Nie wiedząc kiedy znaleźliśmy się tuż obok siebie, walcząc ze sobą o życie, właściwie o moje życie. Co interesujące, nie bałem się. Ba, zacząłem traktować to jak zabawę.... Wcześniej, tuż przed momentem gdy gość rzucił się na mnie, odzyskałem cząstkę świadomości :), uzyskując w ten sposób niepełne LD! Wiedziałem już że to tylko sen i nic mi nie grozi, i że tak na prawdę leże sobie w łóżku pod kołdrą i śpię. Kocham to uczucie w fazie przechodzenia snu do rangi LD, jakby fikcyjna rzeczywistość wokół mnie nabrała cudownej, przepełniającej również i mnie świeżości.
Niestety nie trwało to długo, po kilku sekundach obudziłem się ze snu w środku nocy.
Ale nie przejąłem się tym, za chwile znów usnąłem, i znów miałem sen, choć już taki zupełnie najzwyklejszy, ale za to jaki fajny :). Znów jak kiedyś w mych najukochańszych snach byłem nieskocznym wędrowcem, maszerującym samotnie z plecakiem na plecach po niezwykłych krainach... ach, to była bardzo udana noc ;).

 
« Następny starszy · Haiku Blog · Następny nowszy »