Haiku Blog


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 11.03.2009 - 23:45
Wielki dzień nadszedł, wojna się rozpoczęła, a pierwsza bitwa zakończyła się zwycięstwem, przynosząc nadzieje i nową siłe do walki o samego siebie.

Sztandar powiewa już dumnie nad polanami, wcześniej okrytych mrokiem.
Sztandar, mój pierwszy krok, pierwsze promienie wschodzącej nadziei, symbol.
A dosłownie, tatuaż na moich plecach, wciąż jeszcze świeży.
Przeszłość została zapieczętowana, przyszłość przypieczętowana. Oto mój symbol ku pamięci dawnych dziejów pełnych bólu, cierpienia i wewnętrznej pustki, które minęły już jakiś czas temu. Dziś oficjalnie nastąpił kolejny etap mojego rozwoju, oczyszczenie, przede wszystkim z brudów i resztek nieznośnych koszmarów. Symbol jeszcze wielu innych rzeczy, które szerzej opisałem na moim innym blogu.
Przede wszystkim jednak, jest to także symbol na przyszłość, punkt, w którym wchodzę na nową drogę walki. Ma mi przypominać, że potrafię, że mogę, umiem, że choćby nawet jeśli dzień przyniósł by wyczerpujący smutek, nadal mam w sobię siłę, która pozwoli mi odmienić swoje życie jeśli tylko na prawdę będę tego chciał. By wreszcie stać się kimś, a nie tylko pustym naczyniem, by spełnić marzenia, by odnaleźć siebie w zgiełku własnego ja.
Przypomina mi się ponad to, pewna historia z opowieści Drizzta.

Był taki moment, kiedy tuż przed najazdem drowów na królestwo krasnoludów, nowy przywódca barbarzyńców domagał się przywłaszczenia sobie potężnego młota Aegis-fang, broni poległego w bitwie Wulfgara, również kiedyś przywódcy zaprzyjaźnionych barbarzyńców, choć w prawdzie przygarniętym za młodu przez Bruneora, króla krasnoludów Batllehamer. Aegis-fang był darem od Bruneora dla swojego adoptowanego ludzkiego syna. I to właśnie dzięki Wulfgarowi i jego dzielnym czynom, młot stał się bronią legendarną.
Bruneor naturalnie nie miał zamiaru oddawać jedynej pamiątki po swym synu, co tylko spotęgowało napiętą już atmosferę. Na szczęście Drizzt, a przede wszystkim jego wierna przyjaciółka Cattie-Brie, skutecznie wynegocjowali inne rozwiązanie z przywódcą barbarzyńców.
Aegis-fang pozostał miał w tam gdzie spoczął ku czci Wulfgara, zaś barbarzyńca zgodził się że sam zadba o nową legendę, o swoją legendę i dla swojego potężnego długiego miecza.

To mi się bardzo spodobało, to właśnie muszę zrobić. Mój tatuaż, choć nie długi miecz czy kruszący najtwardsze skały młot, musi prócz tego co już oznacza, zasłużyć sobie na nową legendę poprzez moje własne czyny. Tak też uczynię.

Ogólnie dzień zaczął się jak na torturach. W kilka sekund po otwarciu powiek, dopadł mnie znajomy stres, ale dziś na tyle silny, że aż mnie zgięło w łóżku. Trochę trwało nim odzyskałem w sobie wyciszenie, choć potem wciąż musiałem znów o to walczyć. Medytacja świadoma, wciąż mi sprawia problemy w praktyce, ale to już długo nie potrwa, jeszcze trochę i umysł się dostroi, już bywało tak nie raz.
Kolejnym wyzwaniem okazał się sam tatuaż, czy raczej jego wykonanie. Ból okropny, jak wiertarką w plecy. Bardzo trudne wyzwanie dla początkującego w medytacji. Tak, bo choć medytacje praktykowałem skutecznie nie raz, obecnie poprzez całą serie niefortunnych zdarzeń zjechałem z toru i dopiero teraz wracam na właściwy kierunek zaczynając od początku. Podziwiam tych wspaniałych, którzy tak świetnie opanowali ból, nic sobie z niego już nie robiąc. Dla mnie było to dość trudne, ale wszak przeżyłem, a przede wszystkim starałem się nad tym zapanować, momentami nawet wychodziło.

Co do opiekunów. Pomimo ciągłych wołań i przyzwań, nie odebrałem jeszcze jakiejkolwiek odpowiedzi, ale pozostaje cierpliwy, choć dawno temu trwało to na tyle długo, że przestałem nawet wierzyć w jakiekolwiek istnienie wyższych istot sprawujące pieczę nad mym życiem.

Jestem tak zmęczony, że nie mam siły nawet sprawdzić stylistycznej poprawności tego tekstu, więc przepraszam za wszelkie błędy.

 
« Następny starszy · Haiku Blog · Następny nowszy »