Haiku Blog


oobe.pl

 

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

entry 17.03.2009 - 13:15
Zamach, cios, uderzenie i niedościgniona ludzkim okiem niewyraźna mgła uników. Jeden uderza, drugi paruje, drugi uderza, pierwszy unika, i tak zdawać by się mogło bez końca. Po tym jak kawaleria ruszyła z rozświetlonych wschodem stoków w głąb doliny, rozszarpała pierwsze linie frontu pełzającego zła, zostawiając po sobie jedynie, i aż, nadzieje i trwogę w sercach nieprzyjaciół bez serca. Dalsza szarża nie miała by sensu, bez odpowiedniego rozpędu jakiego potrzebują jeźdźcy na uzbrojonych rumakach. Więc gdy pierwsze kopie złamały się na przebitych ciałach przeciwnika, zsiedli z siodeł, by oko w oko, i miecz w miecz zmierzyć się z wciąż zaskoczonym potężnym uderzeniem kawalerii wrogiem.
Walka z perfekcyjnie wyszkolonym przeciwnikiem, trwać może długo, bardzo długo. Szlachetny ten, który do przepełnionego odwagą serca swego, nie dopuścił choćby cienia wątpliwości, z drugiej strony jesteśmy w końcu tylko ludźmi. Gdy jednak rycerz wyprowadzi wreszcie upragniony cios, przemykający podstępnie między zasłonami tańca ostrzy przeciwnika, uderzając celnie w jego zbroje, może być pewien, że każdy następny jego perfekcyjnie wyprowadzony cios będzie coraz bardziej miażdżący. Choćby nie wiem, z jak wytrzymałego metalu wykuta była zbroja, raz pęknięta, nie będzie już stanowić tak mocnej ochrony dla miękkiego ciała, które osłania. Warstwa została poważnie naruszona, pilnuj tylko swej obrony, zachowaj uwagę i rytm, a wkrótce nieprzyjaciel po drugiej stronie twego ostrza legnie u twych stóp.

Tak, wczoraj w godzinach popołudniowych nastąpił pierwszy ważny dla mnie sukces. Po dniach cierpliwej medytacji, wreszcie znalazłem lukę w obronie mego przeciwnika. Wreszcie przez rozstrzaskaną zbroje ujrzałem powłokę celu do którego zdążam. Wczoraj, to było wczoraj, przełamałem wewnętrzne napięcie emocjonalne i zaznałem spokoju. Nareszcie stres, napięcie, niepokój uleciały ze mnie jak zły duch z butelki. Naturalnie przełamałem, lecz jeszcze nie pokonałem, co mnie i tak bardziej cieszy niż dręczy, gdyż ostateczny cios jest już tylko kwestią czasu, zbroja została naruszona, a miecz gotów do następnego ataku. Poczułem ten spokój, tą namiastkę wolności, zasmakowałem jej, i teraz wiem, jaki klucz będzie najodpowiedniejszy by do niej wrócić w każdej chwili. Wszystko zgodnie z planem.

Ponad to: Opiekun nadal milczy, choć fakt faktem, ostatnio nawiedziły mnie pewne rozmyślania co do niego i zaniedbałem przez to swe próby kontaktu z nim, ale sprawa zostaje nadal otwarta.

Sny powracają. Są coraz stabilniejsze i wyraźniejsze, mały problem stanowi tylko wciąż moja niezbyt trwała pamięć, dlatego od dziś rozpoczynam prowadzenie dziennika snów.

Śniłem ostatniej nocy o najlepszych czasach mojego życia, wspomnieniach z życia wychowawcy. W śnie moim, znów byłem wychowawcą kolonijnym, z grupą dzieci pod swą opieką. Było ciepłe lato, gdzieś nad nieznanym mi morzem. Hotel w którym zamieszkaliśmy, wyglądał na niemało gwiazdek. Budowany był raczej w nowoczesnym stylu, pełnym łuków, okręgów i owalów, bez ani jednego kanciastego rogu. Kolor miał kości słoniowej, z balkonami malowanymi na czerwień z dodatkiem różu. Pokoje przytulne, choć jakby trochę zbyt przytłaczające. Co tu dużo opowiadać, chodziliśmy z dzieciakami po plaży, okolicznych parkach itp, urządzaliśmy różne zabawy, konkursy, zawody, rozwiązywaliśmy różne problemy i niesnaski, czyli dzień jak co dzień w życiu kolonisty. Bardzo fajny i odprężający sen, mam nadzieje że w najbliższe wakacje znów gdzieś wyjadę jako wychowawca. Sen skończył się telefonem od przyjaciółki, również zajmującej się dziećmi na koloniach. Poprosiła mnie bym przyjechał do niej i pomógł w jakimś problemie wychowawczym z dwoma chłopakami. Ciąg dalszy nie nastąpił, sen się urwał.

Czekam więc na kolejne sny :).
Tylko to swędzenie na plecach, strup zaczyna mi złazić z tatuażu, w sumie to: nareszcie :D.

 
« Następny starszy · Haiku Blog · Następny nowszy »