|
|
Kolejny sen.. hmmm, cóż, powiedzmy, że ze względu na treść niezbyt nadaje się do otwartej publikacji ;). Sen więc pozostanie w moim prywatnym dzienniku snów. Przejdę więc do innych spraw, nad ostatnio którymi głowa mi się z chęcią łamie. Reinkarnacja. Wszyscy wiedzą o co biega. Umieramy, wędrujemy gdzieś tam i następnie powracamy jako ktoś "nowy". Jest wiele teoretycznych odmian tego pojęcia. Ja przedstawię swoje zdanie, aczkolwiek nie będzie ono niczym nowym w dziedzinie tropicieli prawdy. Zaznaczam jedynie, że swoje wnioski staram się wysnuć (z braku lepszych danych) za pomocą nie tylko wiary i głosu serca, ale i za pomocą logiki. Aczkolwiek, dopóki jestem tu gdzie jestem, nie potrafię potwierdzić swoich teorii, więc jak najbardziej mogę się mylić. Jestem tylko odkrywcą, wędrowcem zdążającym do celu przez nieznany nikomu las. Uczniem, który jak to to uczeń, dopiero się uczy i popełnia błędy. Mam tylko nadzieje, że któregoś dnia, za swojego obecnego życia, będzie mi dane zweryfikować należycie swą wiedzę. Pominę póki co, dlaczego właśnie reinkarnacja, a nie np. wieczne życie po śmierci wg Biblii. Nakreślę jedynie, że, po pierwsze w chwili obecnej swych poszukiwań, sądzę że nasz świat, ta rzeczywistość, to w istocie złożony system rozwoju dusz. Reinkarnacja umożliwia nam zdobycie doświadczeń o niemal nieograniczonej różnorodności, a przez to efektowniejszy rozwój. Tyle w skrócie. Po drugie. Skłaniam się ku stwierdzeniu, że istnieje jakiś przynajmniej minimalnie określony właściwy nurt rozwoju, jakaś hierarchia wynikająca z postępującego rozwoju, jak hierarchia systemu szkolnictwa gdzie kolejno rozróżniamy szkołę podstawową, gimnazjum, szkołę średnią, wyższą itd. Przykładową hierarchią w rozwoju duchowym może być wedle reinkarnacji na przykład następujący, uproszczony model: kamień > glon > kwiat > bakteria > pierwotniak > mucha > żaba > wróbel > mysz > świnia > pies > małpa > człowiek Naturalnie nie jestem za bardzo w stanie osądzić, kto jest faktycznie nad czy pod kim, mysz po żabie czy może jednak żaba po myszce, ale to tylko luźny przykład. Jednak sądzę, że kamień, minerały, woda itp, czyli twory nie będące żywymi organizmami stoją najniżej w tej hierarchii, a może te formy wcieleń w ogóle nie biorą udziału w zabawie? Indianie sądzą że nawet kamień ma duszę, więc kto wie. Hierarchia rozwija się i postępuje, niemal równolegle z poziomem ewolucyjnym (w przybliżeniu) organizmów żywych na naszej planecie. Aczkolwiek i tu możemy mieć do czynienia z kilkoma dodatkowymi czynnikami, przykładowo może dusza bardziej się rozwinie jeśli po życiu jako świnia następnie wcieli się nie w psa , a w mysz. Wszystko zależy, jak jej rozwój układał się dotychczas, i jakie doświadczenia powinna teraz uzyskać by odpowiednio uzupełnić już nabyte. Po za tym, wpływ może mieć też środowisko, w jakim przyjdzie owej duszy żyć. Gdy dusza powróci na Ziemie wreszcie jako człowiek, po następnej śmierci, znów będzie człowiekiem, i potem jeszcze raz i jeszcze raz. Nie wykluczam jednak możliwości, że istnieje przyzwolenie, które umożliwia duszy powrót do wcześniejszych form życia lub też z jakiś innych powodów dusza zostało zmuszona do tego by cofnąć się do np. zwierzęcych wcieleń i odrobić zaległe prace domowe lub by zrozumieć coś, czego dotąd niezrozumiała itd itp. Przy końcu duchowej hierarchii ziemskiego systemu rozwoju, gdzie jak się zdaje pozostał już tylko człowiek, kolejne wcielenia będą się różnić głównie różnorodnością środowiska w jakim przyjdzie duszy żyć, np: w Afryce lub w Ameryce Płd, w demokracji lub anarchii, w ubóstwie lub bogactwie, w górach czy na pustyni, w zdrowiu lub kalectwie, chorobie, buddyzm czy islam itd itp. oraz jako kto: kobieta czy mężczyzna, jedynak czy brat itd. itp. No i dołożyć jeszcze możemy do tego karmę z poprzednich wcieleń. Szczegóły co do danego wcielenia, ustalamy my przed wcieleniem lub jakaś inna istota (zapewne wyższa) albo oboje. Tyle że takie założenie, prowadzi do tego że nasze życia zdominowane są w całości przez przeznaczenie. Nie, nie wierze w to, ufam w istnienie zarówno przeznaczenia jak i w wolną wolę, ale to zagadka na inny temat. Tyle wystarczy, w brutalnym streszczeniu. Jest jeszcze druga rzecz jaką muszę wyjaśnić. Otóż, będąc osobą o otwartym sercu i umyśle, jestem jednak i racjonalistą, choćby nie wiem jak absurdalnie owe osobowości by obok siebie wyglądały (może bardziej by pasowało neo-racjonalista), zawsze wraz z głosem serca, staram się kierować logiką i zdrowym rozsądkiem. Nie tylko wiara, ale i wiedza. Tak więc, przekonany jestem że nic, zarówno w tej jak i w innych rzeczywistościach, nie bierze się z niczego. Wszystkie zjawiska, i również te określane jako "paranormalne" działają, zachodzą i istnieją wg określonych reguł, zasad, warunków oraz praw, fizyki, chemii, biologii etc. Choćby objawienia, nawiedzenia, opętania, OOBE. Przy czym, nie musimy jeszcze znać tych obszarów nauki z których wynikają owe zasady, reguły i prawa. Jeszcze wiele przed nami do odkrycia. Jak wyglądała fizyka sto lat temu, a dziś? A co będzie za kolejne sto lat? Naukowcy bywają śmieszni, ignorują jakby fakt, że jeszcze wiele rzeczy nie zostało odkrytych i zrozumianych, a zachowują się tak jakby od dawna znali wszystkie tajemnice wszechświata. Było już takich wielu przed nimi, wielu z nich potem wyśmiano i sami przekonali są że to oni są w błędzie. Taki np. Kopernik sam coś o tym wie, a raczej ci co go potępiali. i tak oto, głównie w myśl drugiej części o "fizykalności" zjawisk metafizycznych, w kwestii reinkarnacji, zachciało mi się wzorów :). Oczywiście jako że teraz jestem sobie tylko jakimś tam człowieczkiem, nie mam dostępu do właściwszej wiedzy, przynajmniej teraz, co ogranicza możliwości matematycznego określenia reinkarnacji w pełnej krasie. Jednak na podstawie chociaż podstawowych danych oraz danych z ziemskiej rzeczywistości, można już w co nieco się pobawić. Jak chociażby w... czas. Codziennie na całym świecie, w każdej minucie czy nawet sekundzie, umiera i rodzi się często wręcz niezliczona ilość form życia. Odchodzi i przychodzi setki, tysiące, a może miliony dusz uczestniczących w tym naszym nieustannie rozwijającym się bigosie. Przeglądając różne wiadomości, artykuły i sprawozdania, natknąć się można na historie osób, które umarły, a następnie powróciły w nowym wcieleniu. Często opisują swoje poprzednie życie, kim byli, co robili, a przede wszystkim pośrednio lub bezpośrednio potrafią zrelacjonować nam informacje na temat czasów w jakich zdarzyło im się wtedy żyć. Czasem są to czasy umiejscowione w historii naszej cywilizacji dość bliskie obecnych czasów, a czasem zdają się dotyczyć dekad mniej lub bardziej odległych. No i właśnie... interesuje mnie kwestia długości czasu, jaka zaistniała między jednym wcieleniem licząc od śmierci do ponownych narodzin. Jeśli ktoś umrze dziś, jaki okres czasu minie do następnych narodzin? Cóż, wydaje się, że można spróbować to obliczyć i ułożyć na to odpowiedni wzór. A oto i on: ![]() Gdzie: T - oznacza czas w naszej rzeczywistości, po którym ponownie się narodzimy, o ile faktycznie zamierzamy się narodzić zaraz po ostatniej śmierci. Ts - oznacza przedział czasowy liczenia przyrostu naturalnego na świecie od ostatniej naszej śmierci do zakończenia liczenia przyrostu naturalnego, czy też przedział czasowy w jakim mamy nadzieje się narodzić przy uwzględnieniu danych z przyrostu naturalnego na świecie w tym okresie. N - liczba narodzin w przedziale czasowym Ts Z - liczba zgonów w przedziale czasowym Ts Ra - liczba dusz z puli Z, które w określonym przedziale czasowym Ts z różnych przyczyn nie będą ponownie się wcielać. Rb - liczba dusz, które w określonym przedziale czasowym Ts z różnych przyczyn dopiero teraz narodzą się jako człowiek. Nie jestem co prawda matematykiem, wzór może mieć jakiś błąd lub czegoś nie uwzględniać. Tak się tylko bawię ;) Uwaga. Wzór zakłada że: 1. Proces reinkarnacji odbywa się chronologicznie. 2. Czas ziemski i ten w zaświatach są względem siebie niezależne w następujący sposób: Gdy przeniesiemy się po śmierci do zaświata, żyjemy wedle czasu nowej rzeczywistości i dobrowolnie wg jego zasad, ale czas na Ziemi zatrzymał się dla nas w miejscu, co oznacza też że przykładowe 70 lat życia spędzonych na Ziemi, dla nas jako duszy trwały jedynie drobną chwilkę. W tym wypadku wzór określa przedział czasowy, jaki musi upłynąć dla ludzi żyjących na Ziemi w oczekiwaniu na nasz powrót. Wytłumaczę to może na przykładzie gry komputerowej. Grając w grę Empire Earth, Civilization, Age of Empire i podobne, wybieramy sobie jakąś nacje oraz określoną epokę w jakiej będzie żyć nasz naród, wybraliśmy konkretną epokę i nie możemy w czasie gry jej zmienić naturalnymi sposobami rozgrywki. Wybraliśmy Persów żyjących w epoce starożytności i gramy. Kończymy grę, wychodzimy z niej do systemu, świat gry zatrzymał się dla nas w miejscu, a my idziemy zrobić sobie coś do jedzenia. Wracamy i odpalamy grę, zaczynamy grać tym razem Persami w epoce nanotechnologii. Dla nas minęło tylko kilka minut, z naszej perspektywy dla Persów nie minęła nawet drobna sekunda, ale dla samych Persów (choć oczywiście w rzeczywistości to tylko gra komputerowa) minęły całe tysiąclecia od epoki starożytnej do nanotechnologii, tyle czasu Persowie czekali aż znowu pokierujemy ich losami. Aczkolwiek. Wiele źródeł podaje jednak że czas ziemski i zaświata nie są aż tak niezależne od siebie jak zakłada wzór. Gdyby było jak w punkcie drugim, przechodząc w stan OOBE o godzinie 22:00, następnie spędzili byśmy tam nawet z godzinę, to wrócilibyśmy i tak o godzinie 22:00 tego samego dnia. Może właściwie tak jest, wszak gdy budzimy się po powrocie o godzinie 22:34, nie oznacza to że godzina w zaświecie zajęła nam 34 minuty czasu ziemskiego (sorki jeśli teraz przekręcam jakieś normy czasowe, to tylko przykład), ale oznacza że.. obudziliśmy się 34 minuty po powrocie do ciała o godzinie 22:00. No może tak być czy nie może? Załóżmy że nie może, a może zresztą faktycznie nie może skoro podczas podróży astralnej lecimy do przyjaciela na drugim końcu świata, który na naszych astralnych oczach bawi się z psem, potem idzie do sklepu, rozmawia z kasjerką itd., a przecież w myśl punktu drugiego nasz przyjaciel powinien zatrzymać się w czasie. I jest wiele takich i podobnych doświadczeń, więc właściwie prawdopodobnie cały punkt drugi jest do d..., a przez to wzór wymaga poprawki przy nowych założeniach. A wyglądać to będzie o tak: ![]() Gdzie: Tz - oznacza czas wyrażony w ziemskich normach czasowych, spędzony w zaświatach licząc od ostatniej śmierci do ponownego dołączania do kolejki dusz oczekujących na swoje nowe narodziny na Ziemi. Ts - przedział czasowy przyrostu naturalnego, licząc od momentu dołączenia do kolejki dusz oczekujących na narodziny. Prawdę mówiąc, poprawka wzoru nie jest aż tak bardzo konieczna. Poprzednia wersja wzoru nadal będzie poprawna jeśli założymy że T to przedział czasowy liczony od momentu kiedy to jako dusza dołączyliśmy do kolejki reszty dusz jak my chcących się znów narodzić. Jednakże i tak wtedy wartość jaką otrzymamy z obliczeń nie będzie kompletna, przynajmniej dla ludzi na Ziemi oczekujących na nasz powrót. Jedyne czego nam jeszcze brak... znaczy mi brak, to dokładna wiedza na temat stosunku jednostki czasu w zaświecie do jednostki czasu na Ziemi. Przy okazji, tak na marginesie, z poprzednich wzorów możemy wydzielić jeden oczywisty: ![]() Gdzie: Zo - oznacza liczbę dusz gotowych do ponownego wcielenia w określonym przez Ts przedziale czasowym. Dzięki czemu cały właściwy wzór estetycznie nam się uprości: ![]() Hehe, robi się to coraz zabawniejsze. Mam tylko nadzieje że wzory są poprawnie skonstruowane, bo jak wspomniałem, matematyk ze mnie żaden ^^. Także cały ten wpis może być jedną wielką kichą, ale kij tam :D, to tylko zabawa, wypróbujmy wzory! ^^ Naturalnie część danych użytych do wzoru, będzie jak nie całkowicie zmyślonych, to jedynie o przybliżonej wartości, ale co tam :P. Hmm, który wzór na początek? Pierwszy czy ten poprawiony? Właściwie, chodźmy na całość i pozmyślajmy troszkę. Tak więc, obiekt doświadczalny: wzór numer dwa w wersji skróconej dla Zo. ![]() i jedziemy. Dla wygody danych, uznajmy że umarłem dnia 29 grudnia roku 2005 i w myśl założeń wzoru numer dwa w kwestii czasu, po śmierci fruwałem sobie jakiś czas po zaświatach, pozwiedzałem, ponawiedziałem i ponawp... tym którzy mnie za życia wkurzyli (Bóg bo się mu należy, oraz opiekun bo się nie odzywa, oczywiście i tak ich kocham) i po tym skromnym rozliczeniu dołączyłem do kolejki dusz, chcąc znów się narodzić. W czasie moich hulanek, na Ziemi upłynęło troszkę czasu i obecnie mamy tam 1 stycznia roku 2006. Teraz, kiedy sobie tak stoję w tej kolejce, myślę sobie ile to jeszcze potrwa. Najpierw jednak obliczmy możliwą liczbę dusz, które wraz z nami będą się ponownie reinkarnować. a więc obliczamy Zo: ![]() Teraz patrzymy do statystyk przyrostu naturalnego na świecie dla roku 2006. Według Population Reference Bureau (PRB), w roku 2006 na całym świecie zmarło 9 na 1000 osób. Cała populacja naszej planety liczyła sobie wówczas 6 555 336 000 ludziów (ale z nas króliki). Więc po szybkich wyliczeniach, wyjdzie nam że w roku 2006 na całym świecie zmarło Z = 58 998 024 osób, czyli niemal dwie takie Polski. Teraz wkraczamy w fantazje. Od 58 998 024 gotowych do powrotu na Ziemie dusz, odejmijmy tych, którzy powracać jednak nie będą, bo np. już im się nieźle dusze oświeciły. Niech Ra wynosi 12 402. Dodajmy jeszcze nowe dusze, które wcześniej nie reinkarnowały, a teraz z jakiś powodów to zrobią i dołączyły do kolejki, czyli niech Rb wyniesie 34 782 522 (troszku i dużo, bo większość to "koty", które teraz po raz pierwszy staną się człowiekiem). Zo liczy łącznie 93 768 144 dusz... o matko, mam nadzieje że nie stoję na samym końcu :o. Przez Zo podzielimy teraz liczbę narodzin w 2006, a wynosi ona 137 662 056 (kiedy to piszę, jest już dla mnie tak późno, że nie pamiętam dlaczego trzeba tak to obliczyć, więc sorka :D). Wynik jaki nam wyjdzie to: 0,681147345351 Następnie mnożymy przez Ts. Liczymy na cały rok, czyli tyle dni ile wynosił pomiar naturalnego przyrostu na świecie w roku 2006, więc 0,681147345351 mnożymy przez 365 dni. Wyjdzie nam: 248,618781053. No i na koniec, dodajemy ziemskie dni, jakie spędziłem na hulance w zaświecie zaraz po śmierci do momentu kiedy dołączyłem do kolejki dusz. Zmarłem 29 grudnia 2005, dołączyłem 1 stycznia 2006, więc hulanka moja trwała 3 ziemskie dni. Otrzymujemy wynik: 251,618781053 Tak więc wedle wzoru, wychodzi na to, że na ponowne narodziny będę musiał poczekać nawet 251 dni :D! Damn! :D. Zakładając że jestem na końcu kolejki :P. Fajnie, bawiąc się dalej, możemy pokusić się np. o jakąś globalną katastrofę. Na wskutek czego przyjmując że Zo wyniesie 2 860 411 126 miliardów, a N = 87 202 990 milionów. Wyjdzie nam że możemy ponownie się urodzić nawet dopiero po upływie prawie 33 lat -_-' Cóż, zaznaczyć tylko może warto, że wzór w praktyce może dać wynik niezbyt miarodajny jeśli liczymy na 365 dni. Może lepiej liczyć na jeden dzień w godzinach. Choć sam właściwie nie wiem... po raz ostatni przestrzegam że matematykiem nie jestem, a cały ten cyrk ze wzorami to tylko taka tam zabawa ;).
|