|
|
Słodkie. Podrygi tych żałosnych stworzeń wołają o litość w sercu... ta, chyba nie w moim ;). Żałosne jak żałosne, ale wciąż dobrze potrafią wykorzystać okazje i uderzyć z największą mocą na jaką je stać. Nie wolno nie doceniać swoich wrogów! A po realnemu: Zgubiłem się dzisiaj (post poprzedni). W swej medytacji natrafiłem na punkt, który przeraził mnie swym brakiem odpowiedzi na me pytania, a raczej różnymi odpowiedziami, z których trzeba jakąś wybrać. Nie wiedziałem, konkretniej mówiąc, którędy dalej moja praktyka winna zdążać dalej ku celu. Umysł, jego brud w nim zagnieżdżony nie czekał, wykorzystał wątpliwości moje i uderzył silnie, bardzo mocno. Spanikowałem, nawiedziła mnie tak ogromna fala stresu, lęku i niepokoju, że tylko twarzą w ścianę bez opamiętania walić. O tak! Zachwiało mną i to zdrowo, przestraszyłem się... ale pomoc z zewnątrz przywróciła mnie do pionu. Przejrzałem sukinsyna i przegnałem, choć nadal cholernik czai się w pobliżu i pilnuje następnych moich kroków, czuje go jeszcze w brzuchu. Nadal stoję na swej drodze i rezygnować z niej nie mam zamiaru, atak odparłem, teraz czas na mój ruch. Problem dalszego kierunki drogi pozostaje, ale teraz wiem, że muszę po prostu skupić się i rozwiązać tą zagadkę. Prościej mówiąc, muszę znaleźć taką medytacje, która będzie mej naturze odpowiadać najlepiej. Chyba nawet już mam jakieś pierwsze domysły.. może zamiast iść w lewo, albo w prawo, pójdę środkiem? To rozwiązanie teoretycznie idealne dla mnie! Wszechstronność, równowaga, to jest to w czym smakuje się moje serce. Tak, zdążając do wnętrza, muszę iść w zgodzie ze swoim wnętrzem, w zgodzie ze sobą, w zgodzie z głosem serca. Teraz zbiorę siły i odkryje tajemnice kształtu środkowej drogi, nie tyle nawet odkryć ile zrozumieć. Nie czekajmy więc, póki konie wciąż harde. Niech miejsce tej wędrówki, tej wojny, a przede wszystkim ten front nosić skromną będzie nazwę "Zwiastun Miecza", głupawo ale fajnie ^^ Zająć mi to może trochę, ale jakże się to ekscytujące robi! Zacznijmy prosto i nieskomplikowanie.. Zacznijmy od świadomości. Pokłon dobrym ludom, pokłon moim wrogom. Namaste.
|