|
|
Okej, chyba zaczynam to rozgryzać. Trochę światła padło na drogi mych wyborów, i coraz klarowniej okazuje się, że być może miałem racje: pomiędzy drogą w lewo i prawo, chyba jest jeszcze jedna. Choć poukładanie tego w logiczną definicje zajmie jeszcze trochę czasu, wszystko przez zamęt jaki we mnie rozgorzał jakby kto do brzucha nawrzucał mi rozpalone węgle. Droga w jedną stronę, daje możliwość obserwacji ciała z punktu widzenia duszy, efekt: oderwanie od rzeczywistości. Jestem duszą, nie ciałem, emocją, myślą, dotykiem itp. Droga w przeciwną stronę daje, daje przeciwny efekt: jestem ciałem, myślą itp itd. i wtapiamy się w rzeczywistość. Co jest pomiędzy? Może do i najbystrzejszych nie należę, łamie sobie głowę pewnie na czymś co jest banalnie proste. Tak czy siak, każdego nowego dnia odkrywam, że ta droga rozwoju duchowego daje mi coraz więcej zabawy :). Długo myślałem, nad kształtem drogi pomiędzy lewą a prawą. Umysł, jakże medytacji nie lubiący, ostro wykorzystał tą sytuacje mej słabości i ściął mnie z nóg w przepaść pełną zwątpienia, ale nie ze mną te numery ;). Nieoczekiwanie z pomocą przyszedł mi pewien legendarny wojownik. Mistrz dwóch sejmitarów, potomek mroku, ale opiekun światła z czarną panterą u boku. Tak, wyobraźnia nie zawiodła, chyba mój jedyny sprzymierzeniec w tej samotnej wędrówce do celu (no chyba że o czymś nie wiem). Przechodząc bliżej do rzeczy, przypomniał mi się pewien fragment z barwnej historii Drizzta Do'Urdena, kiedy to jeszcze jako dziecko żył pośród swych niegodziwych drowich pobratymców. Matka, władczyni jego rodu, żądała by Drizzt wykształcił się na maga. Jednak Zak, ojciec Drizzta odkrył w nim wielki talent fechmistrza, do czego przekonał w końcu Matkę. Ulubioną bronią Drizzta stały się dwa sejmitary. Pewnego razu gdy on i Zak trenowali razem w sali ćwiczebnej, Zak wyraził swe ciche zdumienie w podziwie dla umiejętności młodego drowa. Oba miecze pasowały do niego jak ulał, władał nimi perfekcyjnie, wydawały się być.... przedłużeniem jego ciała. I otóż to! To jest genialne! ^^ Jestem duszą, jak w mordę strzelił, a me fizyczne ciało jest moim przedłużeniem jak dwa sejmitary. Jestem duszą i mam ciało, i jestem ciałem, to moje przedłużenie. Brakuje jeszcze jednego kawałka układanki, obserwatora. Skoro kwestia przedmiotu obserwowanego i obserwującego została pogodzona, to gdzie jest obserwator ich obu? W myśl teorii drogi pomiędzy wygląda na to, że obserwatorem jest... nikt, aż nikt. Nikt, jako obserwator, obserwuje mnie czyli duszę i przedmiot czyli ciało. To nawet ma jakiś sens. Czy nie o tym mówili wschodni mędrcy? O nicości, wolności, próżni itp, kto najlepiej do tego pasuje, jeśli nie Nikt? To całe rozmyślanie, to dopiero tylko prototyp, release candidate. Wszystko jeszcze się ukształtuje. Zresztą, czemu właściwie mam iść jedną drogą? Czy nie mogę czasem iść raz jedną, potem drugą i trzecią? To wydaje się być tylko jeszcze bardziej atrakcyjniejsze dla mnie. Ale! Poczekamy, przetestujemy, zobaczymy. Może na razie skupie się po prostu na byciu świadomym ciała, siebie, umysłu, oraz popracuje nad WNE. Właśnie! Co do WNE, są nowe postępy! Czasem, tak jak w tej chwili, nadal jestem bez powodu spięty, ale coraz częściej, i odrobinę łatwiej udaje mi się napięcie obniżyć lub mocno zdestabilizować i uzyskać spokój. Niestety, przede mną i tak jeszcze jeden problem. Napięcie trzyma się ostatniego bastionu jak puma wbita pazurami w korę sekwoi... wystarczy że pomyśle o medytacji, a już mnie napięcie atakuje >_>, wariactwo. Ale dam radę ;). Co do opiekuna: werble werble werble werble werble werble, nadal milczy! ;D. No paskudny jaki! Czekaj no! Dorwę cię! I tak ci astralne flaki powykręcam że nie będziesz wiedzieć gdzie jest zewnątrz, a gdzie wewnątrz! No co....
|