|
|
Trochę mnie tu się nie pisywało. Trudno się dziwić, 12h dziennie fizycznej pracy nieco daje w kość, choć są pewnie lepsiejsi mocarze :P. Wreszcie weekend, choć już co prawda na finiszu, więc jest i chwilka na kilka choćby niedługich wpisów na blogi. Czas więc na aktualizację: Wewnętrzne napięcie emocjonalne schodzi ze mnie, nareszcie. Medytacja przynosi efekty. Choć jeszcze będzie trzeba to dopracować. Nie mam już problemu z napięciem na co dzień, ale kiedy przychodzi do jakiś większych wagowo wyzwań, napięcie potrafi się odrodzić, ale już i tak nie takie silne jak kiedyś. Potrafię już w niemal dowolnym momencie je zneutralizować. Najtrudniejszą sytuacją wciąż pozostają kontakty międzyludzkie, napięcia może wtedy już niema lub jest ono minimalnie, ale każda rozmowa z jakimś człowiekiem po prostu rozwala moją uwagę i poczucie świadomości. Z medytacją jest coraz lepiej. Problemy występują podobnie jak powyżej, ale to i tak wszystko jest tylko kwestią czasu, kwestią opanowania i zrozumienia :). Podoba mi się to, że niemal w każdej chwili potrafię uruchomić świadomość i spojrzeć na materię jak na zwykłą materię, wyłączyć się z pod jej wpływu, rany jaką to ulgę potrafi dać. Nie podoba mi się jednak to, że gdy wreszcie mogę choć trochę spojrzeć na siebie z punktu obserwatora, widzę pustkę swego życia, czy też jego nieużyteczność.. heh, na co więc czekać? Pora tą pustkę nieco wypełnić :). Nieoczekiwanie, chyba najlepiej idzie mi świadomość emocji, a myślałem że to będzie najtrudniejsze, zresztą i tak miałem zacząć najpierw od poznania ciała, ale wszystko się jakoś wymieszało :P. Najgorzej jest z rozgadanym umysłem, ale i tak jest lepiej. Średnio idzie mi z ciałem, jakoś nie mogę uchwycić tego złotego środka świadomości. Niby obserwuje swe ciało, swe czyny, ale mam wrażenie jakby świadomość nie nadążała za ciałem. Poruszam palcem dłoni, czuję i obserwuję, ale nadal świadomość jest o ten ułamek sekundy spóźniona, daje to wrażenie automatyczności wszystkich moich ruchów. Niekiedy sobie siadam w spokoju, i staram się skupić np, na wyproście i zgięciu małego palca. Czasem zdaje mi się że już prawie załapałem, już prawie to mam.. ale za chwile wszystko mi umyka. Czegoś tu stanowczo brakuje, czegoś jak myślę, pomiędzy impulsem w mózgu, a ruchem palca.. ale co, i jak to opanować? Liczba snów spadła, wszystko przez niewysypianie się i lekkie poczucie rutyny, ale już wychodzimy na prostą.
|