|
|
uwielbiam takie sny ludzie... byłem półświadomy ( na zasadzie że wiedziałem że to sen / domyślałem się, ale nic po za tym ) śniło mi się że z milości do dziewczyny ( 1 stronnej niestety ) postrzelilem się z rewolveru w prawą część klatki piersiowej, no i jak to sen ;) nie umarłem odrazu, zdawało mi się że przestrzelilem jakąś część ciała ale nie naruszyłem specjalnie żadnego układu człowieka, ale jak to strasznie bolało ludzie... do następnego dnia oczywiście wytrwałem, wiele refleksji przychodziło mi do głowy jak włóczyłem się po szczęśliwych zakątkach życia ( dyskoteki, kina, restauracja itd itd. ) w którymś momencie dowiedziałem się że ta dziewczyna darzy mnie uczuciem ( w śnie nie zastanawiałem się dlaczego jest taka zmienna uczuciowo :) ) byłem rozstrzesiony i zrozpaczony, czułem powoli że zaczynam umierać, to jest świetne uczucie wbrew pozorom ;] gdy już miałem odchodzić na tamtą strone ( oczywiscie koncówka jak w filmie na kolanach u dziewczyny walczyłem o życie ) zacząłem się modlić do boga a ten wskazał mi miejsce ( oczywiście w tamtym świecie - świetlisty tunel itd. ) miejsce pełne zła rozpusty i wszystkiego co najgorsze, wiem że paru typów musiałem uszkodzić-uspokoić, gdy zaprowadziłem już ład nagle nastąpił nieoczekiwany wybuch, poczułem nagłą pustkę, wibracje, nicość, refleksje, szczęście,po chwili moje oczy były skierowane na moja klatke piersiową i widziałem na własne oczy TAK REALNIE jak nabój wychodzi mi z ciała. do teraz jestem tak wzruszony że raczej nikt nie zepsuje mi tego dnia. POZDRAWIAM nie zaniedbujcie sfery duchowej
|
Moje Albumy
|