Jak draq ruszy dupsko by coś opisać w notatniku to jest cud :D. Czuje że powinienem to napisać...
Miałem bardzo dziwny, kosmiczny sen, który cechuje się specyficzną energią. Nic innego do głowy mi nie przychodzi jak słowo "kosmiczna" energia :). Bardzo często towarzyszy mi w snach w których jest przedstawiona katastrofa,koniec świata itp.
Stoję na podwórku z jakimiś obemaniakami i innymi ludźmi. wyczuwam że coś się świeci. Wszyscy spoglądają w niebo, aż nagle na horyzoncie z ziemi wystrzeliwuje fioletowy płomień, który pozostawia za sobą fioletową mgłę. Jest ona gęsta przy ziemi i im wyżej tym bardziej przezroczysta(taki gradient). Wszyscy zaczynają uciekać, niektórzy chowają się pod ziemią. Na ziemie zaczynają upadać jakby meteoryty, wszyscy panikują i ogólnie jest niezła sieka. Ja natomiast czuję spokój i wskakuje z tekstem "słuchajcie! musimy się teraz zjednoczyć! nie możemy osobno uciekać, jeżeli połączymy swoją miłość to wszyscy przeżyją!". Nie wierzyłem że ktokolwiek mnie posłucha ale jak się okazało-podbiegło do mnie kilku ludzi. Powiedziałem im, że musimy wszyscy położyć się na ziemi i przytulić ją łącząc się za ręce. Część osób przekazała tą wiadomość dalej i jeszcze dalej.. Wiadomość bardzo szybko się rozniosła niczym łańcuszki na gg. Położyłem się brzuchem na ziemie i wziąłem za ręce 2 osoby obok mnie, które zrobiły to samo. Po krótkiej chwili cała ziemia była otoczona-przytulona przez wszystkich ludzi. Było to coś wspaniałego! Wszystkich ogarnęła ekstaza jedności i miłości. Całą tą energie następnie wysłaliśmy do ziemi, która widocznie potrzebowała tego. Ludzie, którzy opletli ziemie stworzy jakby tarcze, która zneutralizowała atak meteorytów. Gdy było już po wszystkim ludzie mieli jakby inną świadomość. Nie było w nich agresji i smutku i wszyscy jakby zrozumieli... zatrzymali się :).