Wczorajszego ranka przeżyłem coś niesamowitego. Zawsze ceniłem sobie wyjścia w których doświadczałem moją pierwotną energie pozbawioną fałszywej tożsamości, osobowości itp. Zawsze budziłem się wtedy pełen życia, harmonii i szczęścia. Przez ok 5 lat badań różnych aspektów i ciał niefizycznych które posiadam na codzień nie wpadłem na to by "rozgryźć" ciało fizyczne. Myślałem że jak się skoncentruje na nim chwile i zapadnę w paraliż przysenny to wystarczy :).
Nad ranem ok 8:30 (nie spałem całą noc)postanowiłem się zrelaksować. Zacząłem rozmyślanie i analizowanie mojego obecnego stanu i wyciągnąłem wnioski:"zawsze jest tak że po nieprzespanej nocy położę się na chwile i nie zorientuje się nawet w którym momencie zasnę. To nie jest chyba jednak tak, że zasypiam odrazu, lecz stopniowo, tylko że nie pamiętam tego. Wiem co zrobie... nie będe na siłę utrzymywał świadomości-bo potem odpłynę nie wiedząc kiedy. Sam spowoduje że zasnę właśnie w tym momencie, robiąc to stopniowo."
Afirmowałem sobie że świadomie wchodzę w sen. Czuje jak moje ciało jest wymemłane i domaga się snu. Pojawia się zwątpienie, ale tylko przez chwile. Z moim ciałem zaczyna się dziać coś bardzo dziwnego. Czuje jak kawałek po kawałku w różnych miejscach moje ciało robi się chłodniejsze. Najpierw poczułem to na szczęce, a potem obręb się powiększał. Co dziwnego, oprócz chłodu miałem uczucie że właśnie ta cześć ciała nie należy do mnie! Pozwoliłem sobie pobyć w tym stanie, byłem ciekawy co stanie się dalej. Oczekiwałem że zapadnę w paraliż przysenny i wyjdę z ciała, ale działo się zupełnie coś innego! Po kilku minutach zupełnie przestałem czuć ciało fizyczne i nie miałem jakiegokolwiek ciała niefizycznego którym mógłbym wyjść. Świadomością byłem w jednym punkcie, gdzieś w okolicach głowy. Zawsze jak człowiek zasypia świadomie, to wraz z zaśnięciem ciała fizycznego tworzy mu sie jego projekcja-ciało astralne(tak to nazwijmy), dzięki czemu tak naprawdę nie ma momentu w którym nie miałby poczucia fizyczności. W tym stanie nie czułem jednak że istnieje w jakiejkolwiek formie. Nie czułem energii w ciele, nie posiadałem wogole ciała. Miewałem coś takiego ale tylko w obe. Pomyślałem że to pewnie dlatego że jestem w głębokim śnie. Chciałem poczuć swoje ręce i niemal natychmiastowo gdy o tym pomyślałem, to miałem do dyspozycji ręce astralne bez reszty ciała. Miałem zamiar przenieść energie ze stóp do góry. W tym celu swoimi astralnymi rękoma złapałem się w okolicach fizycznych stop i podciągnąłem ręce do siebie. Zamiast przyciągnąć energie do siebie, to przyciągnąłem siebie do stóp :D. Moja świadomość punktowa obniżyła się do okolic brzucha. Z sekundy na sekundę zapadałem w coraz głębszy trans. Nigdy nie miałem takiego poczucia zajebistości jak wtedy, miałem wrażenie że świadomością i moją wyobraźnią jestem wstanie zrobić wszystko, co jest uważane za niemożliwe. Przypomniały mi się słowa Anastazji, że by przeteleportowac się ciałem fizycznym należy być świadomym każdego atomu swojego ciała i rozczepić je składając w innym miejscu. Uważałem to za niemożliwe, na codzień ciężko jest uzyskać świadomość równocześnie kilku punktów na ciele odległych od siebie, a co dopiero tyle milionow komórek ogarnąć świadomością w jednym czasie i je jeszcze przenieść! Pozatym sądziłem ze nawet jeżeli ogarnąłbym to świadomością to przeniosłoby się ciało astralne albo jakieś inne, a nie fizyczne, co skończyłoby się projekcją astralną. To co doświadczyłem później rozwiało moje wszelkie wątpliwości:
prędkość moich myśli w tym stanie była nadzwyczajna, toteż postanowiłem poczuć wszystkie komórki mojego fizycznego ciała. Najpierw skoncentrowałem się na jednym miejscu, które przybrało formę świetlistego punkciku. Ten punkt zaczął pędzić z niewyobrażalną prędkością tworząc zarys mojego ciała fizycznego. Szybkość była tak duża że prawie w jednym czasie ten świetlisty punkt był we wszystkich miejscach mojego ciała równocześnie. Potem pojawiło się więcej punktów, które także bardzo szybko wędrowały. Ich torem nie było moje ciało, albo jego wnętrze, one je po prostu tworzyły. To doznanie było niesamowite! Dostrzegałem te wydarzenie wzrokowo, czuciowo oraz intuicyjnie. Mimo prędkości tych wszystkich punktów byłem ich wszystkich świadomy w każdej sekundzie i nie sprawiało mi to wysiłku. Uświadomiłem sobie że ciało mimo, że pozornie jest statyczne, to tak naprawdę jego najmniejsze cząsteczki ciągle wykonują ruch. Postanowiłem w ten sposób postrzec jabłko, które sobie zwizualizowałem. Najpierw stworzyłem jego kształt, a potem wypełnił się on jakby siatką trójwymiarową. Następnie po tej siatce zaczęły pędzić świetliste punkty, które w efekcie końcowym utworzyły czerwone jabłuszko. Mogłem sobie je obracać w przestrzeni jak model trójwymiarowy. Jakość obrazu była niesamowicie realna, nie musiałem go podtrzymywać by jabłko nie zniknęło, zdziwiło mnie że to wszystko dzieje się z taką łatwością. Uświadomiłem sobie że to samo dzieje się we śnie. Jak próbowałem zwolnić te świetliste punkty to jabłko się rozpadło. Cały czas czułem wszystkie najmniejsze komórki mojego ciała.. trudno jest to opisać słowami. Mój stan się pogłębiał. Zacząłem czuć jak płynie mi krew w ciele. Byłem wstanie określić z jaką prędkością i w jakim czasie krew pokonuje cały obieg. Czułem to, ale ciężko mi to jest wytłumaczyć racjonalnie w jaki sposób. Krążenie krwi przypominało przypływ fali, z góry do dołu i z dołu do góry. Było to bardzo przyjemne. Mój stan wciąż się pogłębiał i zaczęły się dziać rzeczy coraz bardziej niesamowite. Czułem bicie serca i prace wszystkich organów, to jak się ciało ze sobą komunikuje. Ogarniałem świadomością dosłownie całe ciało... postanowiłem świadomie jakoś przemieścić energie. Najpierw skierowałem ją do ręki-w tym momencie poczułem jak cała krew tam napływa, a dłoń robi się niesamowicie gorąca i pęcznieje jakby miała wybuchnąć. Energia we wnętrzu ciała poruszała się bardzo szybko. Krążyła błyskawicznie w całym ciele i trudno było ją uspokoić. Uzmysłowiłem sobie że nie jest to normalne i dzieje się tak ponieważ nie spałem całą noc. Skierowałem energie do głowy i w tym momencie ogarnęła mnie światłość. Czułem jak mój mózg się niesamowicie doenergetyzował, a wszędzie wokól mnie jest białe światło. Nie mogłem tego kontynuować, ponieważ miałem uczucie że jeszcze dłużej i moje naczynia krwionośne by nie wytrzymały (a jakoś niekoniecznie życzyłem sobie wylewu ). W momencie gdy wysłałem energie do serca, to zaczęło szybciej bić, tak samo inne organy zaczęły szybciej pracować. Uzmysłowiłem sobie że stan w którym się znajduje jest bardzo niebezpieczny, ponieważ wystarczyło ze pomyśle destruktywnie a mojemu ciało mogłoby się coś stać, zresztą miałem już kiedyś taki przypadek z ręka. Nie czułem się gotowy energetycznie, by z tego korzystać. Sądzę że jeżeli jesteśmy wewnętrznie zharmonizowani to wtedy można wykorzystywać to do leczenia itp. W tym doświadczeniu odczułem mocno energie ciała fizycznego i odrębnie energie innych ciał niefizycznych, które się w nim znajdowały. To wszystko jak pracowało.. było takie naturalne, normalne i wspaniałe. Tak skomplikowane jak i banalne i oczywiste. Po obudzeniu pojawiło mi się większe zrozumienie świata i natury. To jest takie niesamowite że mamy do dyspozycji siebie i że każdy z łatwością może osiągnąć takie stany świadomości. Trzeba się na to otworzyć, a przede wszystkim być świadomy :). Wiem że teleportacja jest możliwa... jeżeli uzyskam większą świadomość i doświadczenie w tym kierunku to napewno to wykonam, narazie jednak nie widzę w tym celu a efekty mogłyby być negatywne i destrukcyjne dla mojego ciała. Takie doświadczenia niszczą sceptyczny pogląd co pomaga w większej wierze :).