|
|
Z racji tego, że miałam ograniczony dostęp do komputera, dziś opiszę trzy wyjścia. 19 luty - Muszę od razu zapisywać moje wyjścia, gdyż potem zapominam wiele szczegółów. W pewien Czwartek miałam całkiem fajne wyjście, ale niestety niewiele z niego pamiętam... Wiem, że gdy próbowałam wrócić do łóżka, to tak fajnie wirowałam. Potem chciałam wejść do snu mojej koleżanki, na którą jestem wkurzona, żeby ją nastraszyć. Nie jestem pewna, czy mi się udało. Znalazłam się w salonie u mojej babci, dziadka, wujka i cioci. Latałam pod samym sufitem, opierając się o meblościankę. Ktoś opowiadał mi o jakiejś pani i panu, ale nie jestem pewna, czy to był sen A, czy moje urojenie. Przejdźmy do Projekcji z 19 lutego. Początkowo leżałam na łóżku i dziwiłam się, że mam LD mimo tego, iż moje oczy są otwarte (Po przebudzeniu wywnioskowałam, że już wtedy byłam w astralu, ale nie byłam do końca świadoma). Obok mnie leżała kartka z różnymi liczbami, m.in. z inicjałami. Przypomniałam sobie o tym, że pewien OBEManiak mówił mi o tym, że gdy w astralu skupiamy się na jakiejś rzeczy, to wtedy ona znika. Postanowiłam trochę się pobawić. Obserwowałam, jak za pomocą moich myśli cyferki i liczby pojawiają się na kartce i znikają. Potem pomyślałam, że coś jest nie tak... Nie powinnam mieć OOBE z otwartymi oczami. Przewróciłam się, więc na drugi bok i postanowiłam wyjść jeszcze raz. Udało się. Mój pokój był barwny i kolorowy - zupełnie taki, jakiego życzyłam sobie przed wyjściem. Podziwiałam urodę astrala. Moje meble, aż błyszczały. Potem podeszłam do okna. Widok, jaki ujrzałam był uroczy. Zjeżdżalnia, drabinki, piaskownica przypominały balową kreację ozdobioną brokatem. Mimo to były bardzo realne i rzeczywiste. Ku mojemu zdziwieniu lewa część podwórka była zupełnie pusta, a w prawej części bawiło się wiele dzieci. Obie połowy oddzielała symetryczna linia. I niestety zapomniałam, co było dalej, a działo się tyle fajnych rzeczy :( 25 luty - Obudziłam się w domu w Limanowej. Poszłam do łazienki, chcąc za radą mojego kolegi-ezoteryka zostawić w astralu swoje smutki. Zobaczyłam tam krzesło, które na czymś stało... Biła od niego niezwykła energia... Teraz wydaje mi się to śmieszne, ale wtedy było to dla mnie poważne. To krzesło wyglądało tak, jakby służyło do rytuałów magicznych. Zaczęłam wyobrażać sobie, że czaruję i wrzuciłam moje kompleksy i smutki do miednicy (łazienkowej miski). Dziwnie się czułam, robiąc takie rzeczy w astralu. Powinnam wejść na ppp(Podstawowy poziom psychiczny). Ale czy można wejść na ppp skoro mózg pracuje na falach Theta? Potem poszłam do kuchni. Chciałam przeniknąć przez drzwi do balkonu, ale za każdym razem uderzałam głową w szybę. W końcu się zdenerwowałam i otworzyłam drzwi. Niebo miała bardzo ciekawą, pomarańczowo-szmaragdową barwę. Wyfrunęłam i zaczęłam latać. Dziwiło mnie to, że po raz pierwszy nie krępuje mnie to, iż mam na sobie pidżamę. Widziałam jakieś bloki i myślałam o tym, że widzę realny świat, taki jakim jest naprawdę... I zgadnijcie co się stało - Nie pamiętam, co było dalej:( Zawsze mam czarną plamę, jeśli chodzi o wydarzenia, które wydarzyły się po opuszczeniu budynku. Muszę coś z tym zrobić.
No, więc w Środę było tak, że czułam, jak oddzielam się od ciała, ale nic nie widziałam. Potem wstałam z łóżka, poszłam otworzyć drzwi, gdyż jak zwykle chciałam sprowadzić pewną osobę. Potem położyłam się, licząc na to, że ten ktoś wejdzie do mego łóżka. Poczułam, że coś na mnie siedzi, ale nie widziałam twarzy tego kogoś. Bardzo się wystraszyłam, myśląc, iż to jakiś duch. Zapragnęłam wrócić... I wtedy świat astralny tak, jakby odpłynął, a ja byłam na łóżku w tym samym miejscu, w którym byłam w astralu.
Tę projekcję miałam z soboty/na niedzielę. Od razu zapisałam ją w swym magicznym dzienniku, jednak nie miałam czasu przepisać jej na kompa. Dziś robię to w ramach rozbudzenia (Metoda 4+1) Położyłam się i zaczęłam czekać na LD. Po kilku minutach poczułam, iż zatapiam się w ciemność – zaczęłam się obracać. Podniecona, zastanawiałam się, gdzie chcę się znaleźć. Pierwszym miejscem, jakie nasunęło mi się na myśl, był mój pokój. Drugim zaś pałac. Jednak znalazłam się w moim pokoju. Leżałam na łóżku, lecz coś hamowało mnie przed tym, żeby wstać. Bardzo chciałam opuścić teren łóżka, lecz był to dla mnie zbyt duży problem. W końcu jednak zdobyłam się na odwagę. Obszar, jaki zobaczyłam, zaniepokoił mnie. Zobaczyłam na mojej szafie szyszkę i początkowo ucieszyłam się, że to astral. Ona jednak po chwili znikła, co oznaczało, iż jestem w moim fizycznym pokoju , co oznacza, że obudziłam się i wszystko zepsułam. Załamana, zaczęłam próbować ponownie. Znów znalazłam się w moim pokoju. Obok łóżka zobaczyłam coś dziwnego, co uznałam za moją hipnagogę. Przyjrzałam się jej dokładniej i okazało się, że był to olbrzymi kalendarz. Pomyślałam Tym razem nie wstanę, dopóki nie będę na 100% pewna , że to LD”. Więc, znów zamknęłam oczy, próbując obudzić się podczas snu. Tym razem również zakończyło się to pobudką w FŚ. Zdenerwowana i zasmucona miałam ochotę się poddać. I wtedy przemknęło mi przez myśl Dlaczego ciągle zapominam poprosić o pomoc przewodników? I wtedy miałam najlepsze wyjście w moim życiu Wstałam z łóżka, założyłam pantofle i poszłam do przedpokoju. Zapaliłam światło. Przychodząc obok lustra, przypomniałam sobie różne ciekawe rzeczy, które słyszałam na temat jego zachowania w astralu. Spojrzałam i ujrzałam siebie w pidżamie. Wyglądałam tak samo, jak zwykle. Postanowiłam zmienić swój krępujący ubiór na coś ładneg. Obróciłam się dookoła i w lustrze zobaczyłam, że mam na sobie niebieską suknię. Gdy obróciłam się jeszcze raz, suknia zmieniła swój kolor na żółty. Była to naprawdę BARDZO DAJNA ZABAWA. Tymczasem moja mama (atrapa) wstała i podeszła do mnie. Podniecona, zaczęłam jej pokazywać, jak podczas LD można się fajnie bawić z ubraniami. Potem do mamy dołączył do nas tata. Widząc jego rozbawioną minę, zaczęłam się martwić, czy przypadkiem nie obudziłam się. W FŚ (wszystko było takie realne!), i czy się nie ośmieszam. Rodzice, zaś zabrali mnie do kuchni ii zaczęli o coś na mnie krzyczeć. Już nie pamiętam, o co. Byłam zdenerwowana. „Mam LD, a oni zawracają mi głowę jakimiś głupotami!!!” – przemknęło mi przez myśl. Wróciłam na korytarz i zajęłam się najważniejszym celem – przywołaniem M. Miałam z tym jednak trochę problemu. Otwierałam drzwi, a za nimi nikogo nie było. Myślałam „Co się dzieje? Czy za bardzo tego pragnę i dlatego M nie przychodzi? Dobra, dajmy jej trochę czasu na dojście do domu. Policzyłam, więc do 10, a potem otworzyłam ponownie drzwi. Po drugiej stronie stała M i moja koleżanka z klasy Ż, którą, na co dzień darzę średnią sympatią. Zaprowadziłam je do salonu. Musiałam jednak za bardzo martwić się o to, że M zniknie z mojego snu, gdyż zaczęłam tracić kontrolę. W końcu udało mi się znów odpowiednio dostroić się do snu. Znalazłam się na dziwnym osiedlu wraz z Ż, która zachowywała się bardzo fajnie. (Czyżby to był znak, że jej nie doceniam?). Nie wiem, co się działo z M. Potem miałam jeszcze coś podobnego do projekcji astralnej (Pisze podobnego, bo wciąż zastanawiam się , czy OOBE i LD to to samo, czy nie. Znów wstałam z łóżka, ubrałam pantofle i wyskoczyłam przez okno na dwór. Postanowiłam polecić na inną planetę, tak jak zaplanowałam podczas dnia. Zaczęłam w bardzo szybkim tempie unosić się do góry, a bloki pode mną stawały się coraz mniejsze. Przypomniałam sobie o tym, że kiedyś czytałam, iż im dalej znajdujemy się od ciała, tym srebrny sznur jest cieńszy. Nie wiedziałam, czy to prawda, ale wolałam na wszelki wypadek nie ryzykować, gdyż uważałam, że jestem jeszcze za mało obeznana w świecie astralnym. Zaczęłam, więc latać nad Kielcami. Ma prędkość była bardzo szybka. Poleciałam bardziej na zachód i znalazłam się nad innym miastem. Poznałam osiedle, na którym wcześniej byłam razem z Ż. Czyżbym mieszkała tam w poprzednim wcieleniu?? Wylądowałam i zorientowałam się, że jestem w Tunezji. Ku mojemu zdziwieniu wszystkie napisy na sklepach były po włosku. Weszłam do jednego z nich. Jednak niestety zostałam wygoniona przez pracujących tam mężczyzn (atrapy). Postanowiłam pozwiedzać okolicę… I niestety już nie pamiętam, co było dalej. |
|