|
|
opowiadanko. Banalne i kolokwialne ;) miłej lektury. Niemal Obcy Na mieście jak zwykle gorąc i tłum. Przyciemnione okulary niemal wszechobecne. Moje są złotawe, klasyki, jak te należące do Johnyego Deepa w Parano. Ruszaliśmy się w kierunku Starego Miasta, do pubu zwanego Starym Kinem. Jest cichy i spokojny, po miesiącu najebek i rozrub klubowych, nie ma się już ochoty na te klimaty. Miało być chłodne piwko, melanż w towarzystwie przyjaciół. Traffic niesamowity, dobrze że ruszyliśmy z buta. Rozmowy jak zwykle toczyły się wokół dup, sportu i polityki. Moja rola była najlepsza- przytakiwałem i śmiałem się kiedy ktoś żartował. Byłem zbyt zajęty dla uczestniczenia w rozmowie. Pochłonął mnie jeden z tych niemal wiecznie trwających kontaktów wzrokowych. Zanurzałem się w ocean błękitu jak niezbyt doświadczony serfer, po chwili ślizgając się wzrokiem po dorodnych piersiach i pięknych, długich nogach. Po chwili podniecenia wracałem po kolejną dawkę szafiru. Dziwne, że nie mówimy o takich rzeczach, lecz nie pierwszy raz miałem okazje obserwować rosnącą i samoistnie kształtującą się w moim umyśle, historię naszej przyszłości. Nie znałem jej, co więcej- po raz pierwszy widziałem, ale odczuwałem już zapach naszego drewnianego domku poza miastem i widziałem dziesiątki scen, które jeszcze nie zaistniały. - …beznadziejny romantyk- udało mi się wychwycić z fuzji dźwięku, dochodzącej ze strony moich przyjaciół. Dołączyłem się do śmiechu, by sprowokować uśmiech na twarzy mojej nowej przyjaciółki. Udało się. Jest pięknie. Nigdy więcej się z nią nie spotkałem. Została jedną z moich fantazji i było mi z tym dobrze. Śmieszne, jak przechodni i niemal obcy ludzie zajmują swoje miejsca w naszych życiach. Możliwe że każdy z nich odgrywa jakąś rolę. Czy to ważne? Nocka w Starym Kinie udana. Oblaliśmy przepięknie.
|
Moje Albumy
|