Wczoraj zrobiłem sobie drugi raz regresję wcieleniową korzystając z
nagrania hipnotycznego. Za pierwszym razem widziałem siebie w wizji, byłem chyba jakiś angielskim lordem :) siedziałem na ławce w parku k. rzeki ubrany we frak, cylinder, typowy angielski bogaty nudziarz. Nie działo się tam nic szczególnie interesującego, obraz był raczej statyczny i bez emocji.
W drugiej sesji przeniosło mnie chyba na... Dziki Zachód :) wspinałem się po stromych skałach, ale spadłem i się zabiłem od razu, później widziałem swoją trumnę i tyle. To by tłumaczyło, że lubię wspinać, ale jednocześnie mam lęk wysokości (gdy stoję nad krawędzią) - taki paradoks, chociaż z drugi strony można wymyślić proste tłumaczenie - moja "wizja" była tylko wymysłem podświadomości, obrazem stworzonym na podstawie moich pasji i lęków. Nie wiem co o tym myśleć.