|
|
Nastawiłem budzik na 5, zasnąłem ok 1, obudziłem się sam 5 sekund przed alarmem budzik (przypadek ?!), standardowa procedura - wstałem, chlusnąłem zimną wodą w twarz, położyłem się już po chwili walcząc z ciężkimi powiekami, na szczęście mój żołądek nie zdążył się obudzić. Później Jackobson, leżałem sobie na wznak, nic się nie działo przez ~20 min, więc mentalnie ułożyłem się w wygodniejszej pozycji, bo na boku najłatwiej mi zasnąć. Powtarzając w myślach, że zaraz opuszczę ciało, po chwili usnąłem, miałem cholerny koszmar :/ śniło mi się, że jestem w swoim pokoju, który jest nawiedzony. Stały tam różne dziwne rzeczy, których normalnie nie posiadam (chyba jakiś sprzęt RTV) i te rzeczy zaczęły nagle znikać albo przesuwać się po całym pomieszczeniu. Sen trwał krótko (faza REM?) i tak jak ostatnio zaraz po przebudzeniu złapał mnie lekki paraliż i poczułem, że to jest TO, czułem, że mogłem wyjść, gdyby nie to, że byłem cholernie wystraszony przez tym snem i zlany potem. Niestety przegapiłem ten moment, cóż, może następnym razem się uda. Normalnie nigdy nie miewam koszmarów, pewnie ma to związek z chęcią opuszczenia ciała, muszę się pozbyć strachu. Może następnym razem spróbuję tylko wyciągnąć rękę i czegoś dotknąć.
| ||||||||||||||