|
|
Przed snem prosiłem istoty niematerialne o pomoc, robiłem afirmacje, zasnąłem o północy. Wstałem o 4, poszedłem się otrzeźwić, przez pół godziny łaziłem, czytałem książkę, w końcu się położyłem, na szczęście mój wrażliwy żołądek nadal spał (wystarczy się nie objadać na noc ;]), rozluźniłem się, w końcu zmieniłem pozycję i próbowałem zasnąć, co wcale nie przyszło mi łatwo. Zapadłem w normalny sen, po jakimś czasie się wybudziłem i nic, więc zacząłem odliczanie od 100 w dół minus 3, to pozwala dobrze się skoncentrować i jednocześnie wyciszyć. Znów pojawił się sen, nie wiem jaki, obudziło mnie i w tym moment się zaczęło... jak zwykle lekki paraliż, fizyczne ręce miałem wzdłuż ciała, a te niefizyczne chyba na brzuchu (czasami tak śpię), ponieważ gdy spróbowałem nimi poruszyć na boki miałem wrażenie, że są... no właśnie gdzie? gdzieś w okolicach brzucha, poczułem opór, ale nie fizyczny, tylko takie jakby gumociasto (gdzieś o tym czytałem) :) niby poczułem opór ściany (a niby czemu nie poczułem kołdry?), ale nie było to realne wrażenie, stawiałbym raczej na kreację wybujałej wyobraźni. Całemu zdarzeniu towarzyszył pisk, dziwny krótki dźwięk, coś jakby "łiiii" takie dzwonienie w głowie :) próbowałem podnieść głowę, ale skończyło się to poruszeniem CF i to był koniec :/ mimo koncentracji nie udało mi się już niczego osiągnąć Cały spocony przekręciłem się na bok i w byle jakim przerywanym śnie dospałem do 9. Może mi ktoś powiedzieć co to było?
|