Metoda ta co zwykle, wszystko przebiegało podobnie - zasnąłem o 00:30, obudziłem się o 5:00, 50 minut trzeźwienia, samopoczucie super, żołądek spokojny. Położyłem się w kierunku północ-południe głową na północ (choć wydaje mi się to bez znaczenia) na wznak, przez pół godziny na zamianę przysypiałem i koncentrowałem uwagę (w tej pozycji i tak bym nie zasnął), następnie przewróciłem się na bok, zasnąłem na krótko i obudziłem się z paraliżem. Tym razem wiedziałem co robić, a bynajmniej tak mi się wydawało. Byłem spokojny, żadnego strachu, żadnego szarpania na siłę, po prostu czekałem. Próbowałem poruszyć lewą ręką (jak się później okazało krzywo leżałem i była najbardziej zdrętwiała), wydawało mi się, że mogę nią nieco poruszać. Pamiętam to jak przez mgłę teraz, próbowałem się na cały okręcić, ale na spokojnie, nie dało rady, nie mogłem się oderwać. Było coś jeszcze - coś dziwnego, mianowicie jestem pewien (a może mi się wydaje, może to tylko halucynacje??), że coś po woli dotykało mnie ręką po plecach w okolicach kręgosłupa. Trwało to wszystko może z 15 sekund, w pewnym momencie miałem już dość, chyba się trochę wystraszyłem tego "dotykania" i otworzyłem oczy.
Nie wiem dlaczego nie mogę się oderwać od tego cholernego cielska. Mam też poważne wątpliwości czy to nie zwykłe halucynacje. Później miałem jeszcze sen w którym widziałem siebie śpiącego w pokoju i kilka niewyraźnych postaci, ale to wszystko może być zwykłą sugestią, majakiem, więc nie ma się czym podniecać ;)