SEN O ODZYSKANIACH
jestem z grupa niezidentyfikowanych mi bliżej osób w jakimś pokoju. nagle przybiega do nas inna grupa ludzi, z przerażeniem w ozach, mówiących, że w sąsiednim pomieszczeniu znajdują się duchy. Pełna zaciekawienia postanawiam zajrzeć do nawiedzonego pokoju. Ku mojemu zdziwieniu w pomieszczeniu faktycznie znajdują się "duchy" i to całkiem widzialne dla każdego. Jest tam mężczyzna, przypominający zombi, a wraz z nim kobieta. Zachowują się dość chaotycznie, ale nie wyczuwam, żeby byli niebezpiecznie - raczej swoim dziwacznym zachowaniem wywołują nieświadomie strach u innych.
Myślę, że dobrym pomysłem byłoby ich odzyskać, zdaję sobie sprawę z tego, ze nie są oni świadomi swojej śmierci, więc najpierw tym faktem zamierzam się zająć. cała grupa, z która wcześniej przebywałam ma mi pomóc. Zeby przeprowadzić takie zbiorowe odzyskanie najpierw tworze stół, przy którym wszyscy razem usiądziemy - wraz z duchami oczywiście. Okazuje się, że wśród duchów znajduje się jeszcze jedna zagubiona duszyczka - mianowicie duszyczka dość pokaźnego trzmiela :D Trzmiel lata za mną wkoło stołu, chcąc się ze mną porozumieć, nieświadomy, ze uciekam przed nim, bo nie chcę, żeby za bardzo zbliżał się do mnie ze swoim żądłem. Po krótkiej i komicznej pogoni zatrzymuję się i tłumaczę trzmielowi, żeby zachował bezpieczną dla mnie odległość. Okazuje się, ze z trzmielem bardzo łatwo było mi się porozumieć i natychmiast przeszliśmy do rzeczy.
Poczułam, że moim zadaniem jest odzyskanie właśnie trzmiela i że cała grupa przechodzi właśnie kolejny sprawdzian z odzyskiwania zmarłych. Trzmiel tłumaczył, żebym nie porównywała się z Moenem, tylko, żebym działała po swojemu. Miałam wrażenie, ze właśnie Moen jest jednym z członków naszej dziwnej grupy. Czułam także, ze każda z dusz jest jakby podstawiona - jednocześnie naprawdę potrzebuje odzyskania, a z drugiej strony jest swoistym egzaminatorem.
Zaczęłam odzyskanie trzmiela od rozmowy z nim i od słowa do słowa pomogłam mu uświadomić sobie, że nie żyje, pomogłam mu także trafić do jego przejściowego miejsca w tzw. parku. Miejsce to wyglądało dość komicznie - bardzo malutka posiadłość, obok niej jakieś zabudowania, jezioro i drzewa - wszystko oczywiście w wielkości dopasowanej do trzmielich rozmiarów. Byłam ucieszona, ze odzyskanie się udało jednak trzmiel, który akurat kąpał się w swoim jeziorze powiedział, że to jeszcze nie koniec sprawdzianu, że jeszcze coś mam do zrobienia. Pomyślałam, że powinnam sprawdzić czy na pewno trzmiel trafił na miejsce i czy wszystko mi się tylko nie wydawało - w tym momencie trzmiel zaśpiewał kościelna piosenkę Alleluja:D:D:D:D:D:D:D hahaha Wykonałam jeszcze dwie czynności, których teraz nie pamiętam, a po każdej z nich trzmiel śpiewał kolejną zwrotkę kościelnej pieśni :D:D Egzamin został zaliczony, a ja niespodziewanie się obudziłam, nie przyglądając się nawet dalszym odzyskaniom - jakbym miała spać tylko do momentu zaliczenia egzaminu, a dalsza akcja nie była już dla mnie istotna.
NOTATNIK SILVERKI
Nad ranem mentalnie przeglądałam notatniki ludzi z forum oobe.pl i nagle spontanicznie pojawił mi się przed oczami wpis Silverki, który wyglądał mniej więcej tak:
MOI RODZICE PONIEŚLI DZIŚ NIEPOWETOWANĄ STRATĘ. NA ZAWSZE BĘDĄ MUSIELI POŻEGNAĆ SIĘ Z SZEKSPIREM.
Nie wiedziałam o co chodzi z tym Szekspirem - czy to jakaś książka, czy raczej pies lub ktoś z rodziny. Odczułam jednak, że dla samej Silverki nie jest to taką stratą jak dla jej rodziców. Prócz tego zauważyłam, że rodzice Silverki siedzieli na dziwnym czymś :) może to była kanapa jakby bez oparcia i zabudowana z jednej strony/tak jakby coś na niej leżało. Nie wiem, skąd ta dziwna wizja, ale była na tyle wyraźna, że postanowiłam ją zapamiętać.