|
|
Otóż zacznę w ten sposób. Witam po kilku dniowej nieobecności. Oczywiście jak zwykle moja próba osiągnięcia oobe coś nie wyszła. Dziwne nie? Hehe. Było już ok, wszystko po kolei... Paraliż, wibracje, straszne skurcze mięśni, szarpanie za nogę i oczywiście ten krzyk. Nie wiem czy już o nim wspominałem, ale jeśli nie, to powiem teraz. krzyk kobiety przeżywającej straszne męczarnie. Wiem że to tylko jedna z hipnagogii, ale zawsze wprawia mnie on w stan melancholijny. No i dalej było tak: Poddaje się szarpaniu, zrywam się żeby spróbować złapać tę osobę co mną szarpie i złapałem... Mamuśkę jak mnie budziła w nocy, bo musiała jechać do apteki po lekarstwa dla siostrzyczki. Myślę sobie mniejsza o to. Spróbuję gdy wróci. No i po powrocie mamuśki pomogłem jej zaaplikować lekarstwa Amelce, po czym powróciłem do cieplutkiego łóżka. I znów skupienie, ciało jak pusty bambus, szarpanie, zrywam się i widzę: w pokoju wszystko poprzestawiane, jakieś postacie krążą po domu nie zwracając na mnie uwagi, widzę mojego kota jak mości sobie miejsce na zagłówku mojego łóżka. Jednak kątem oka widzę obok siebie kogoś w białym kapturze. Co dziwne gdy zwracałem się do niej/jego, w rezultacie widziałem uśmiechające się usta. Gdy próbowałem skupić wzrok na owej postaci rozmywała się ona po czym pojawiała się z mojej drugiej strony delikatnie klepiąc mnie po ramieniu. Zero uczuć, nic. Żadnych odczuć, przekazów myślowych... Tyko ten szczery uśmiech. Tak zawsze się do mnie uśmiechała moja dziewczyna. Najpiękniejszy uśmiech jaki tylko widziałem.... Jednak brakowało mu uczuć. Dziś spróbuję powrócić do tego bytu, spróbować nawiązać rozmowę, dogadać się... No nic. Widzę iż się rozpisałem za bardzo. Pozdrawiam i życzę sukcesów wszystkim astralnym podróżnikom :)
|
|