|
|
Ten MTJ to chyba niezły jajcarz. Technika jak w poprzednim wpisie: 1# Czekam, i czekam... chyba za mocno się rozbudziłem bo w ogóle nie czuję się senny. Po jakiejś godzince/półtorej dzieje się: Czuję jakbym leżał na materacu na środku jeziora, lekkie fale mnie kołyszą. Wykonuję ruch falowy od stóp do głowy. Potem delikatnie gibam się na boki, coraz szybciej, że aż myślałem, że ruszam się fizycznym ciałem i mnie cofnęło. Robię TR, znów ten sam :) i wyszło na to, że jestem POZA/w astralu - jak zwał tak zwał. Automatycznie wychodzę z pokoju jak w świecie fizycznym korzystając z drzwi. Mijając próg wołam: -MTJ'cie, MTJ'ocie... - trochę głupio, bo przecież MTJ wymyślił Darek, a ja powinienem go wołać orginalniej :) Lecz odwracam się zaraz za siebie i widzę z pokoju wychodzącą postać. Mały, łysy, z odstającymi uszami człowiek. Widziałem tylko jego kontur, bo było ciemno - jak to w nocy. Przypominał trochę tego gościa: Obrazek - klik Mówię trochę, czyli trochę :) Gdy go ujrzałem tak się wystraszyłem, że powaliło mnie z nóg i chwila moment cofnęło mnie do fizyka. Tutaj taka ciekawostka. Mianowicie robiąc TR zorientowałem się, że oddycham tylko lewą dziurką. Po powrocie okazało się, że faktycznie prawą dziurkę mam zatkaną. Całe to wyjście trwało z minutkę :) 2# Leżąc i myśląc o doświadczeniu nr. 1# oraz powtarzając co jakiś czas afirmację, nie zauważyłem nawet jak mnie wywaliło. Robię TR i wszystko jasne. Panował dzień, a raczej świt. Udaję się do kuchni i wzywam MTJ'ta: -Ty, który jesteś częścią mnie. Ty, który czuwasz nad moim losem i nie jest on Ci obojętny. Pokaż się. - Mniej więcej tak to brzmiało. Po chwili czuję jakby dotyk na całym ciele. Robi mi się ciepło, przyjemnie. Lecz nie widziałem nikogo. Gdy uczucie to minęło udałem się na balkon. Chyba pierwszy raz wszystko tak ładnie odbierałem. Czułem delikatny wiatr wiejący mi w twarz, widziałem horyzont i wszystko co przed nim: Jadące samochody, kilku przechodniów... Miło było. Zeskoczyłem z balkonu... grawitacja była jak w fizyku, lecz upadek z 2 piętra nie był bolesny, ale miły też nie. -I co teraz? - myślę - Zajrzę do kumpla, dawno u niego nie byłem - może coś się pozmieniało. Wchodzę normalnie klatką schodową, i na pierwszym piętrze spotykam kobietę z córką w wieku ok. 9 lat. Ta zaczyna mnie ściskać, ale tak jakby chciała mi krzywdę zrobić. Choć siły nie miała to z łatwością ją odkleiłem i wręczyłem matce. Wchodzę wyżej a ona biegnie do mnie... to co? Gdy się zbliżyła poleciał jej but na ryj :D hah, sam nie wiem dlaczego to zrobiłem. Chyba straciłem świadomość albo co. Do kumpla nie doszedłem - albo się obudziłem, albo sen dalej się toczył bez udziału mojej świadomości. No cóż. Może dzisiejszą nocą się uda. PS. Szaql, wczoraj tak się zmyłem niespodziewanie, bo neta mi telekomuna odcięła. Dopiero dziś z rana mi podłączyli. Dziś piątek więc widzimy się na czacie :)
|
| ||||||||||||||