|
|
Dopiero co wstałem, wiec mogę gadać od rzeczy ale no nic. Dokładnie snu nie pamiętam, ponieważ od dawna przestałem prowadzić dziennik snów (mam swoje powody) i przez to takie wydarzenia jak LD zdarzają mi się sporadycznie. Wiem na pewno, że to nie było 100% LD, ponieważ nie brałem się za latanie, zmienianie środowiska itd. choć może, po prostu tego nie chciałem, wiedząc już z doświadczenia, że takie coś prowadzi do szybkiej i przykrej pobudki. Hmmm... tak więc co robiłem. Świadom tego, że śnię chodziłem i zwiedzałem świat przedstawiony. Było to takie bardzo drogie i prywatne osiedle w (zgaduje) Majami. I tutaj jak przez mgłę. Pamiętam, że spotkałem przyjaciela i jakoś go przekonałem do tego, żebyśmy gdzieś razem poszli. Po jakimś czasie doszliśmy do (tak jakby) naszej prywatnej i tajnej bazy... nic nadzwyczajnego. Ot tak jakaś mała drewniana szopa z dwoma telewizorami, jakimiś starymi konsolami (jak np. atari), pełno kabli i oczywiście lodówka z mnóstwem jedzenia i picia. Staraliśmy się to wszystko podłączyć, bo coś nie stykało. W tym czasie doszedł do nasz mój trzeci kolega. Rozwalił się na kanapie i odłączył jakiś kabel (byłem wściekły, bo przecież tyle to podłączyliśmy). Na sam koniec zapatrzyłem się w TV i już dalej nic nie pamiętam. Chwila pustki i się obudziłem, z (o dziwo) niezwykle dobrym humorem. LD mimo, iż niewiele pamiętam trwało na pewno dobre 4-6 minut, co dla mnie jest wielkim wyczynem! ;)
|
|