|
|
Wczoraj potwierdził się sen sprzed trzech tygodni. Dzwonił kolega z firmy A, że firma B, przesłała do nas obciążające materiały filmowe, których nikt się nie spodziewał. A myśmy to potraktowali poważnie i się zaczęło. Będzie dym. A sen sprzed trzech tygodni pokrótce był taki: Firma B zaprosiła nas na uroczysty obiad z prezentacją multimedialną. Było tam parę zaufanych osób z naszej firmy. Knajpa była naprawdę fajna, wysoki poziom, klimat żeglarski, wszystko w ciemnym drewnie. Siedzimy tak razem przy stole, o oni w trakcie konsumpcji podanego obiadu (jakieś duszone mięsko w nieznanym mi sosem i opiekanymi ziemniaczkami ;]) zabierają się do prezentacji multimedialnej. Człowiek spodziewał się filmu, więc rozglądam się za ekranem, telewizorem... a tu nic. Prezes firmy wchodzi zza kotary z oprawioną w skórę księgą formatu A2 ze złotym grawerunkiem "Księga krzywd" (może ktoś gra w Młotka? ;]). Uroczyście kładzie, otwiera i czyta listę przewinień firmy A wobec nas i siebie. A my słuchamy ze smutkiem kiwając głowami, ciężkiej acz rzeczowej argumentacji prezesa firmy B. Wciąż mam problem z odczytaniem ze snu czasu realizacji zdarzeń. Nie mam na to pomysłu.
|
|