Przedwczoraj medytowałem sobie przed snem. Noc jak co dzień, człek trochę zmęczony, trochę się nie chce, ale patrzę relaksacja ciałka gładko wchodzi, a nóż będzie coś więcej.
Zapadam się w głąb siebie analizując przebieg dzisiejszego dnia i zastanawiając się nad koncepcją nowej mojej postaci w CP2020. Szaleństwo myśli powoli mija i uspokaja się dając miejsce pustce.
Nagle ni stąd ni zowąd odczuwam silny chwyt na lewym ramieniu od góry. Tak jakby ktoś chciał mnie złapać za ramię i posadzić na łóżku. Jednakże wzbudzenie świadomości zaskoczonej takim stanem, sprawia że odczucie mija. Dziwne, że nie czułem strachu, w sumie to nic nie czułem. Miałem próbować tej nocy wyjścia, ale w tamtej chwili stwierdziłem, że mam czas, jutro też jest dzień. Po tym poście Rafaela198 byłem pewny, że ktoś przyjdzie.
Tej nocy śniło mi się, że leżałem z moim podrośniętym synem (ma 5 lat a we śnie miał z 15) na kanapie w domu moich rodziców i gadaliśmy o czymś. A w tym czasie tłum koleżanek żony zaglądał do nas wchodząc i wychodząc z mieszkania. Taka myśl mnie naszła, że człowiek nie może być sam nawet we własnym domu.
Odnośnie poprzedniego wpisu, po powrocie z urlopu, znalazłem malutkie wgniecenie na masce z przodu. Tak jak by mi ktoś z buta przywalił. Albo jak bym oberwał czymś podczas jazdy. Ciekawe czy ma to związek z moim snem sprzed urlopu, szkoda że nie potrafię stwierdzić, kiedy dokładnie ono powstało. Na pewno nie dawno.