|
|
Wczoraj pierwszy raz od wielu lat śniła mi się moja cioteczna siostra Kasia - bratnia dusza, dużo by mówić. Pisze o tym dlatego, że całe lata mi się nie śniła, mimo dość bliskiego kontaktu między nami, utrzymywanemu w miarę systematycznie. Ciekawe jest, że ciężko wyobrazić mi w tej chwili jej twarz, mimo że z wyobraźnią problemu nie mam. We śnie przyszła do mnie jakby wbijając się w moją "rzeczywistość". Np. jadę motorem, zwalniam bo dzwoni telefon, odbieram słyszę, że ktoś dzwoni w ogóle wyrwany z kontekstu (jakieś usługi pralnicze) i nagle, trzaski w telefonie, klik, już siedzi przytulona z tyłu i mówi mi do ucha (telefon gdzieś zniknął), że musi ze mną pogadać i w ogóle to się stęskniła. Wyglądała dużo inaczej niż w rzeczywistości, ale wiedziałem, że to Ona. Jednak gdy pojawia się scena jak ze stypy, bądź innego smutnego spotkania rodzinnego, rozmawiać już nie może, choć czuje, że chce. A gdy wreszcie udało się nam wyjść pogadać, nawsadzała mi jakim to jestem egoistą. Że wydaje mi się, że liczą się tylko moje uczucia i że tylko ja cierpiałem i że nie mogę sobie uzurpować prawa do jedynego pokrzywdzonego w tej sytuacji. I ma poniekąd trochę racji, za co już ją przeprosiłem. Parę lat temu zabiłem miłość do mojej siostrzyczki, bo mi przeszkadzała w życiu, zbyt zaprzątając myśli. Zaczynała stawać się obsesją, szczerze mówiąc nie wiem z jakiego powodu, ale faktem jest że jesteśmy jeśli nie dwoma połowami tego samego jabłka, to przynajmniej z tej samej gałęzi, tej samej jabłoni. Powiązanie jest tak ścisłe, że nawet rzadkie/nietypowe choroby przeżywamy w podobnym okresie. Np. moja czasowa utrata słuchu z listopada 2012, u niej również czasowa utrata słuchu w styczniu 2013. A dzieli nas min. 300km, osiem lat, a widzimy się raz na pół roku. To nic, pożyjemy zobaczymy.
|
|