|
|
Dziś przyszła do mnie w jakimś hotelu, taka jak ją zapamiętałem z lat studiów, Marta.. ech. Nie śniłem o niej pewnie z dekadę, albo też nic nie pamiętam. Tak czy inaczej była obiektem nieosiągalnym dla mnie wtedy, ale i dobrą przyjaciółką od serca. Było miło, fajnie, opowiadała o tym co w jej się życiu zmieniło. Sceneria się zmieniała, hotel żył własnym życiem, ciszą nocy. Szczegółowość zapierała dech. Nawet przypomniałem sobie o żonie po fakcie i dzwonię z komóry, mimo później godziny, ale brak sygnału. Gdy tak stałem z telefonem przy uchu, w swoim pokoju, wsłuchując się w ciszę nocy, wyglądam przez okno. A tam przez zasłonę widzę "Martę" w pokoju naprzeciw. W sumie nie widzę, bo jest ciemno, lecz bardziej czuję nieludzką inteligencję, która na chwilę odkryła się i cały czas świdruje mnie wzrokiem nawet przez ścianę (czy jakimś tam zmysłem).
|
|