|
|
Bez sensu, owszem czasem śnią mi się osoby z odległej przeszłości, ale są to epizody, do których najczęściej nie wracam i nawet dłużej nie zastanawiam się o co chodzi. Znów Marta, tym razem była nastolatką, tak jak ją pamiętam z końca podstawówki... szmat czasu. Byliśmy w ogromnej willi nad morzem. Ja byłem trochę młodszy niż teraz, ale dużo starszy od niej. Byłem jak by to rzec przyjacielem udzielającym rady dla zagubionej duszy. Tak jakby Marta cofnęła się na każdej płaszczyźnie wskutek może jakiegoś wypadku, albo przeżytej traumy. I przyszła zawinąć do najstarszego portu jaki pamięta i pogadać. Dałem się ponieść, nie chciałem nic zmieniać, tak było dobrze, bo tak miało być, to się czuło. Nawet śladów Obserwacji nie zauważyłem nigdzie, a może nie chciałem zauważyc... A teraz piszę do bytu, który pogrzebie w mej pamięci i przeczyta te słowa (a może już to zrobił): wiem o co chodziło w tym teście, jak chcesz do mnie dotrzeć to się naprawdę postaraj.
|
|