|
|
Dziś nie jestem pewien czy to proroczy, może dlatego że jestem chronicznie niewyspany. Nałożyło się wiele spraw na wielu płaszczyznach i jeszcze ten remont chaty. Generalnie czasu brak. Śnił mi się dziś mój szef, wychodzący z normalnie zamkniętych drzwi ewakuacyjnych w naszym biurze. Był wściekły jak rzadko kiedy, w sumie to tak wściekłego widziałem go tylko raz. Jak tylko wszedł przez drzwi do naszego pomieszczenia, Andrzej próbował coś zażartować, na co ten mu odpalił - doknij mnie a zabije. Nie było fajnie. Szef przyszedł do mojego stolika z dwoma naręczami papierów i zaczął pokazywać, co ciekawe przyszedł do mnnie ale nie był zły na mnie. Przeglądam tą dokumentację, a tam zamiast tego co powinienem zobaczyć, widzę wypracowania szkolne i to niezbyt długie i niezbyt ładnie pisane. Wyglądało to jak zeszyty do dyktand wyższych klas podstawowych, ale ortów trochę świeciło na czerwono. Biorąc pod uwagę, że ostatnio trochę dokumentacji cofnięto, trzeba będzie uważać. Od czasu "wielkiego wyczekiwania" poprzedzającego serię pechowych zdarzeń, które niedawno opisałem, stwierdzam że to nie dotyczy tylko mnie. Ostatnio rozmawiałem z wieloma lidźmi, którym życie posypało się z dnia na dzień, w bardzo paskudny sposób. Wczoraj medytowałem nad tym i to co odczułem bardzo mnie zdziwiło. Tak jakby domykał się czas nie zakończonych spraw, nie podjętych decyzji, nie wyciągniętych wniosków. Obecne "trudności" to ostrzeżenie, żeby to zrealizować. Ale lepiej nie będzie. Ci którzy nie zdążą, zwątpią lub zaniechają - upadną. Mam nadzieję, że to dzieje się lokalnie, albo świruje i wszystko się dzieje tylko w mojej głowie.
|
|