Śniło mi się dziś oczekiwanie w budynku kolejki górskiej. Siedziałem prawie sam wpatrzony w góry, które oglądałem przez wielką szybę pomieszczenia poczekalni. Klimat jak z małego dworca kolejowego, ale wszystko utrzymane w dobrym stanie, dość nowoczesnym stylu. Ja siedziałem tam oczekując na swoją podróż, ale tak jakby nikt mnie nie widział, albo po prostu nie zwracał uwagi.
Przepiękny widok gór zakłócił człowiek, wyglądający jak bezdomny, który pojawił się na zewnątrz budynku. Chodził dookoła okna widokowego, kombinując jak się dostać do środka. W sumie po jakimś czasie pojawiły się drzwi i gość wszedł do środka. Ubrany był w jakieś łachy i czarną podartą kominiarkę. Było mu bardzo zimno na zewnątrz.
Jak tylko wszedł do budynku poczułem od niego oczekiwanie, radość i nadzieję, naprawdę się cieszył. Musiało mu być na zewnątrz bardzo zimno, miał na rękach i twarzy ślady odmrożeń. Poczułem go głębiej, wyczułem że po tym jak dostał się do budynku, nadzieja zaczęła go opuszczać, zrozumiał że nie uratuje się przed zimą, bo nikt go nie zabierze w dalszą podróż. A zima miała być ciężka, to był pewnik i ja to również wiedziałem. Człowiek zaczął się bać.