|
|
Mam wrażenie, że w moim przypadku, schodząc coraz głębiej z relaksem, obrazy często nie pojawiają się same. Po tym jak znikają myśli z dnia codziennego, zaczyna się po chwili dość przyjemna "pustka". Mam nadzieję, że nie ma to chorego wydźwięku. Dzieje się tak być może dlatego, że w przeszłości trochę medytowałem i w umyśle pozostały jakieś przyzwyczajenia. U mnie pas niekontrolowanych obrazów musi być poprzedzony silną pierwszą myślą, która wydaje się być pierwszym kamyczkiem zrzucającym lawinę. Ostatnio bardzo dobre rezultaty obserwuję, skupiając się na świetlistej, białej kuli, zawieszonej w ciemności. Wtedy hipnagogia występuje na drugim planie, a pogłębienie relaksacji następuje samo. Niestety muszę popracować nad koncentracją, bo dotąd nie udało mi się dłużej tego stanu utrzymać pod kontrolą. Zastanawiam się, czy "jadąc" na mojej świetlnej kuli, przy odpowiednim poziomie koncentracji, można by przelecieć naturalnie na drugą stronę, bez cholernych wibracji. A co do obecnych prób dalej fiasko, ale jestem optymistą.
|
|